„Poniewczasie” Wita Szostaka - cytaty

Co prawda od czasu „Dzienników” Jarosława Iwaszkiewicza nie podoba mi się żaden dziennik, nieważne – prawdziwy, zmyślony czy powieściowy, jednak obok prozy Wita Szostaka nie potrafię przejść obojętnie. Choć podczas lektury „Poniewczasie” literackiego szału nie było, to udało mi się odnotować kilka myśli wartych zapamiętania. Zapraszam.

Inteligentna rozrywka na najwyższym poziomie, czyli „Koniec dzieciństwa” Arthura C. Clarke’a

Ze współczesnymi zjadaczami popkultury jest ten problem, że widzieliśmy już niemal wszystko. Trudno zaskoczyć nas czymś nowym i oryginalnym, dlatego tak dobrze wraca się do klasyki. Seria „Wehikuł czasu” bazuje głównie na sentymentalizmie, pozwala przypomnieć sobie powieści kultowe, przy których łezka się w oku kręci, a z piersi wydobywają się ciche westchnienia. Tak było w przypadku genialnych „Kwiatów dla Algernona” i tak jest z „Końcem dzieciństwa” Arthura C. Clarke’a.

„To nie deszcz, to ludzie” - cytaty z książki

Halina Birebnbaum, Monika Tutak-Goll

„To nie deszcz, to ludzie” należy do książek z serii niezapomnianych. Jeśli moja recenzja nie wsysaczy, żeby przekonać was do lektury, to posłuchajcie samej Haliny Birenbaum. Zapraszam na kilka cytatów z rozmowy, którą Monika Tutak-Goll przeprowadziła z tą niesamowitą kobietą.

Życie silniejsze od śmierci, czyli „To nie deszcz, to ludzie” - Halina Birenbaum w rozmowie z Moniką Tutak-Goll


Wśród wszystkich książek okołowojennych, których na polskim rynku wydawniczym ukazuje się mnóstwo, „To nie deszcz, to ludzie” jest tą, której absolutnie nie można przegapić. Szczera i osobista opowieść Haliny Birenbaum trafia prosto w serce czytelnika i zostaje w nim na zawsze.

Kameralna opowieść o życiowych rozczarowaniach, czyli „Zaklinacz deszczu” Jiříego Hájíčka


Literatura czeska nauczyła mnie, że nawet o błahych i przyziemnych sprawach można opowiadać w przejmujący sposób i choć „Zaklinacz deszczu” nie zaskakuje niczym szczególnym, to pozostawia po sobie przyjemne ciepło w okolicach serca.

Barcelońska przygodówka, czyli „Jazz Maynard” Raúla i Rogera

„Jazz Maynard” Raúla Anisa Arsísa i Rogera Ibáñeza to prawdziwy pełnokrwisty komiks sensacyjny. Kawał dobrze wymyślonej i rewelacyjnie narysowanej przygodówki o zadziornym muzyku jazzowym, który chce zerwać z przeszłością, ale jak to często bywa w takich sytuacjach, przeszłość sama się o niego upomina.

Deficyt miłości - „Rok koguta”, Tereza Boučková

Powieść „Rok koguta” Terezy Boučkovej wywołała w Czechach prawdziwą burzę, a samą autorkę oskarżono o rasizm i szerzenie nieprawdziwych opinii na temat adopcji. I faktycznie lektura zapisków Boučkovej podnosi ciśnienie i sprawia niemal fizyczny ból. Jednak nie mam ochoty ciskać w pisarkę kamieniami przykrych słów, bo uważam, że ta dość już wycierpiała. Należy jej się zwyczajny święty spokój i odrobina empatii. W końcu każdy z nas ma swoje granice wytrzymałości, a adoptowani synowie Boučkovej naruszyli je zbyt wiele razy.

Nowojorski bunt, szał, blichtr, czyli „Zbuntowany Nowy Jork. Wolność w czasach prohibicji” Ewy Winnickiej

Ewa Winnicka jest świetną reporterką, która wielokrotnie udowodniła, że w przejmujący sposób potrafi opowiadać o ludziach. „Był sobie chłopczyk” to jeden z najlepszych reportaży jaki kiedykolwiek czytałam. Tym razem w publikacji „Zbuntowany Nowy Jork. Wolność w czasach prohibicji” bohaterem Winnickiej jest tętniące życiem miasto.

Komiksowa sensacja dla dorosłych dzieciaków, czyli „Wojownicze Żółwie Ninja – Bodycount”

Pierwsza myśl po przeczytaniu „Bodycount”? To jest tak głupie, że aż śmieszne. „Wojownicze Żółwie Ninja” to moje dzieciństwo, choć znam je tylko z serialu animowanego z lat 90. Co nie zmienia faktu, że rzecz pokochana w dzieciństwie jest święta. Simon Bisley i Kevin Eastman nieco zszargali moją świętość. Jednak zrobili to z takim urokiem, humorem i dystansem, że w trakcie lektury płakałam ze śmiechu.

Wstrząsająca klasyka, którą trzeba przeczytać, czyli „Kwiaty dla Algernona” Daniela Keyesa

Dom Wydawniczy Rebis wystartował niedawno z nową serią „Wehikuł czasu”, która ma przypominać klasykę fantastyki i jej sztandarowych twórców. Na „dzień dobry” poznański wydawca zafundował nam mocne emocje zaczynając od wspaniałych i ponadczasowych „Kwiatów dla Algernona” Daniela Keyesa.

Z pamiętnika podglądacza ptaków, czyli „Plamka mazurka. Jak ptaki odmieniły moje życie” Marka Pióro

Książek o ptakach nigdy dość. Najnowszy tom z serii EKO Wydawnictwa Marginesy to publikacja napisana prosto z serca przez rasowego podglądacza. I choć „Plamka mazurka. Jak ptaki odmieniły moje życie” Marka Pióro nie spełnia wszystkich pokładanych w niej nadziei, to z pewnością warto zwrócić na nią uwagę.

Podszyta poezją opowieść o beskidzkiej wsi, czyli „Pusty las” Moniki Sznajderman

Miewam przebłyski czytelniczej intuicji, kiedy jedno zerknięcie na okładkę i tytuł wystarczą, żeby poczuć to coś i mieć pewność, że to będzie moja książka. Ważna, poruszająca i trafiająca prosto w serce. Dokładnie tak było w przypadku tomiku „Pusty las” Moniki Sznajderman. Jeszcze przed premierą wiedziałam, że muszę ją mieć. A kiedy w końcu zaczęłam czytać, to już po pierwszej stronie przepadłam z kretesem.

Coś miłego dla początkujących podglądaczy ptaków, czyli „ Atlas ptaków. Poradnik obserwatora” Katrin i Franka Heckerów

 

Są zawsze obok, jako stały element krajobrazu, na który nie zwraca się uwagi. Aż nagle coś zmienia i coraz głośniej zaczynamy słyszeć ptasie trele, dostrzegać kolor piórek, rozpoznawać maleństwa przelatujące gdzieś obok. I wtedy nie ma już odwrotu, bo każdy nowo dostrzeżony ptak budzi ekscytację oraz potrzebę nazwania gatunku. Ptasich atlasów i poradników jest mnóstwo, ale dziś chciałabym polecić Wam niewielkich rozmiarów „Atlas ptaków. Poradnik obserwatora”.

Źle pojmowana sprawiedliwość, czyli „Wypędzenie Gerty Schnirch” Kateřiny Tučkovej

„Wypędzenie Gerty Schnirch” Kateřiny Tučkovej, znanej polskiemu czytelnikowi ze znakomitych „Bogiń z Žitkovej”, to mocna i porażająca lektura. Poprzez opowieść o losach młodej dziewczyny, a później kobiety, Tučková próbuje rozliczyć swoich rodaków z powojennej traumy i wydarzeń, które doprowadziły do tego, że z ofiar zmienili się w katów.

Minimum treści, maksimum emocji, czyli „Pogromca wilków. Trzy duety literackie” Martina Pollacka i Christopha Ransmayra

Martin Pollack i Christoph Ransmayr – dwóch zasłużonych pisarzy austriackich, ten pierwszy dobrze znany polskiemu czytelnikowi, ten drugi nieco mniej. Obaj przyjechali do Polski w poszukiwaniu zaginionych historii. Stworzyli duet doskonały, który zaowocował niewielkim zbiorkiem zaledwie trzech reportaży, zatytułowanym „Pogromca wilków. Trzy duety literackie”.

Dobre, bo polskie, czyli cztery książki do czytania nie tylko od święta


Jestem wierna w miłości. Od lat kocham mojego męża, muzykę, która zachwyciła mnie w latach szczenięcych i moje książki, od których uginają się półki. Wśród tych ostatnich szczególnie cenię literaturę polską i polskich twórców. To po ich dzieła sięgam najczęściej. Taki mój przejaw patriotyzmu. Dlatego dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć krótko o czterech świetnych polskich powieściach, które warto czytać nie tylko od święta.

Fenomenalna powieść nie dająca się zaszufladkować, czyli „I dusza moja” Michała Cetnarowskiego

Rzadko sięgam po książki, które można zakwalifikować jako thriller albo sensację. Gdyby nie fakt, że „I dusza moja” Michała Cetnarowskiego sama wepchnęła się do mojej biblioteczki, to pewnie przegapiłabym ten świetny tytuł. Na tle typowych opowieści z gatunku, powieść wyróżnia się bardzo mocno rozbudowaną częścią obyczajową, bo zajmującą niemal połowę objętości. Ale właśnie fenomenalne kreacje bohaterów są najmocniejszą stroną prozy Cetnarowskiego.

Król falafela umiera, czyli „Krasnoludki nie przyjdą” Sara Shilo


Sara Shilo jest izraelską pisarką, autorką książek dla dzieci, laureatką wielu prestiżowych nagród. Jej powieść dla dorosłych czytelników „Krasnoludki nie przyjdą” ukazała się na polskim rynku dzięki wydawnictwu Czarne w świetnej, ale zamkniętej już serii „Nowa proza świata”.

Tak trudno być dzieckiem, czyli „Zniknąć” Petry Soukupovej

„Zniknąć” to pierwsza powieść mojej ulubionej czeskiej pisarki Petry Soukupovej, która ukazała się w Polsce. W tomie zawarte zostały trzy opowieści, które łączy wspólny motyw trudnych relacji rodzinnych. W końcu właśnie w tej tematyce Soukupová czuje się najlepiej i swoją prozą potrafi uderzyć tak celnie, że czytelnikowi brak tchu z emocji.

Najtrudniejsze sto dwadzieścia osiem stron w życiu, czyli „Oskarżona” Marielli Mehr

Mariella Mehr, urodziła się w Zurychu w 1947 r., jest z pochodzenia Jeniszką, czyli inaczej szwajcarską Romką. Malutka Marriella została odebrana matce zaraz po urodzeniu i oddana do zakładu psychiatrycznego dla upośledzonych niemowląt. Przez całe dzieciństwo tułała się po domach opieki, sierocińcach, rodzinach zastępczych, szpitalach, gdzie była wielokrotnie gwałcona i bita, poddawana elektrowstrząsom, trzymana w wannie z lodowatą wodą. Przeszła przez piekło, ale jakimś cudem udało jej się przetrwać. Literatura jest jej lekiem, terapią, formą radzenia sobie z rzeczywistością. Jej książki są ostre jak brzytwa, brutalne, poruszające, wstrząsające. Taka właśnie jest „Oskarżona”.

„Oberki do końca świata”, „Wróżenie z wnętrzności” i „Sto dni bez słońca”, czyli trzy literackie twarze Wita Szostaka

W maju ukaże się nowa książka jednego z moich najukochańszych pisarzy – Wita Szostaka. Czekam na kolejne olśnienie, zachwyt i ucisk w sercu, ale zanim to nastąpi wspominam trzy wcześniejsze powieści Szostaka. Zaskakująco różne, a jednak świetnie ze sobą współgrające, a przede wszystkim znakomite pod każdym względem.

Opowieści ku pokrzepieniu serc - „Anielskie opowieści dla duszy”, Eduard Martin

shih tzu, Tofik

Sugerując się okładką i tytułem tomiku „Anielskie opowieści dla duszy” spodziewałam się kolejnej książeczki o aniołach. Myliłam się, nie po raz pierwszy zresztą, bo dostałam znacznie więcej, niż mogłabym przypuszczać.

Śmierć bez tajemnic, czyli „Bez strachu. Jak umiera człowiek” Adam Ragiel i Magdalena Rigamonti

Pamiętam wywiad, który przeczytałam dobrych kilka lat temu. Jakiś człowiek opowiadał o swojej pracy balsamisty, o szacunku dla ludzkiego ciała i przygotowaniach do pochówku. Pamiętam jeszcze, że byłam w szoku, a ta rozmowa w pewien sposób zmieniła mój światopogląd. Dopiero w trakcie lektury tomu „Bez strachu. Jak umiera człowiek” uświadomiłam sobie, że przecież znam rozmówcę Magdaleny Rigamonti. Adam Ragiel jest tym człowiekiem, którego zwierzenia zrobiły na mnie kiedyś piorunujące wrażenie.


Śmierć to najczęściej statystyki w telewizji. Kolejny wypadek, jakiś kataklizm, ewentualnie wojna. I niech się dzieje co chce byle jak najdalej od nas. Nad tajemnicą śmierci zaczynamy się zastanawiać kiedy odchodzi ktoś bliski, a jego uporczywy brak łamie serce i wyciska łzy z oczu. Ale nawet wtedy o umieraniu myślimy w kontekście metafizycznym. Mało kto zastanawia się nad tym, co dzieje się z ciałem kiedy ustają wszystkie czynności życiowe i jak wygląda przygotowanie zwłok do ostatniego pożegnania. Z wywiadów Magdaleny Rigamonti dowiadujemy się kim są ludzie pracujący w zakładach pogrzebowych (na moim terenie nazywani łapiduchami), co pchnęło ich w kierunku tego zawodu i przede wszystkim jak wygląda praca balsamisty.

Na filmach w prosektorium najczęściej pracuje miły, uśmiechnięty pan z lekką nadwagą, który jednocześnie zajada się kanapką, kroi mózg do badań i rzuca „branżowymi” żarcikami. Adam Ragiel i jego współpracownicy nie maja nic wspólnego z hollywoodzkim wyobrażeniem człowieka z prosektorium. No może odrobina czarnego humoru się zgadza. Bo w tej pracy trzeba mieć przede wszystkim dystans. Umieć wyłączyć emocje i nie myśleć o zmarłym, który aktualnie leży na stole. Inaczej człowiek by zwariował. Najtrudniej jest z dziećmi, wiadomo, ale nawet do tego można przywyknąć.

Balsamista ma za zadanie dobrze przygotować ciało do pochówku, a nie płakać z rodziną zmarłego. Spokój i profesjonalizm przydają się bardziej niż łzy. A to wszystko z troski o tych, którzy zostają tutaj, na miejscu, muszą zorganizować pogrzeb i po swojemu przeżyć żałobę. Adam Ragiel i jego załoga robią wszystko, żeby nie przysparzać dodatkowych zmartwień pogrążonej w rozpaczy rodzinie. Żeby bliscy mogli godnie i w bezpiecznych warunkach pożegnać swojego zmarłego. W międzyczasie trzeba jeszcze zapytać jak babcia lubiła układać sobie włosy, jakim lakierem pomalować żonie paznokcie i co włożyć tacie do trumny. Prozaiczne pytania, które dla kogoś przezywającego stratę mają kolosalne znaczenie.

Adam Ragiel opowiada nie tylko o szczegółach swojej pracy, ale też o sobie i swoim prywatnym życiu. Dzieli się przemyśleniami natury egzystencjalnej, nawiązuje do tajemnicy istnienia i zdradza jak wygląd funeralny biznes w Polsce. Kiedy trzeba używa ostrych słów, ale najczęściej jest stoicko spokojny. Tego wymaga jego praca, ale chyba taką też ma naturę. Najbardziej ciekawiło mnie czy Adam boi się duchów. Takie pytanie też w końcu pada. Może jest irracjonalne i dziecinne, ale wypływa z naturalnego lęku przed śmiercią. Podobno balsamiści nie boją się zmarłych i przebywania w ich towarzystwie, bo w swojej pracy robią wszystko z myślą o nich. Tak, po lekturze książki wydaje mi się, że ta odpowiedź jest najbardziej naturalna.

Rozmowy, które przeprowadziła Magdalena Rigamonti są o tyle nietypowe, że autorka pozwala sobie na osobiste komentarze. W końcu wizyta w prosektorium była dla niej ogromnym przeżyciem. Dziennikarka nie wstydzi się swojego strachu, niepewności i najdziwniejszych myśli. Bez oporów dzieli się nimi z czytelnikiem. Doceniam jej otwartość, bo z własnej woli nie odważyłabym się przekroczyć progu prosektorium. Dzięki lekturze „Bez strachu. Jak umiera człowiek” mogłam podejrzeć pracę balsamistów przez okno, z bezpiecznej odległości i z jedną nogą wysuniętą do tytułu, przygotowana do natychmiastowej ucieczki. Każda rozmowa zapisana w tej książce jest na swój sposób ważna i wyjątkowa. Potrzeba odwagi, żeby sięgnąć po lekturę, ale gwarantuję, że nie będziecie żałować.
♥ ♥ ♥
Magdalena Rigamonti, Adam Ragiel, Bez strachu. Jak umiera człowiek, wyd. PWN, Warszawa 2015.
 

Nie ma nadziei? - „Pieniądze od Hitlera”, Radka Denemarková

Radka Denemarková zgarnęła za „Pieniądze od Hitlera” nagrodę Magnesia Litera (2007 r.), czyli prestiżowe literackie wyróżnienie przyznawane w Czechach. Z nagrodami różni bywa, ale po lekturze jej powieści nabrałam pewności, że Denemarková bez wątpienia zasłużyła na wyróżnienie. Na odwrocie okładki zacytowano wypowiedź autorki dla tygodnika „A2”:

„...współczesna literatura nie dostrzega trupów, które naród czeski ukrywa w szafie. Gdybyśmy ten pięknie zdobiony mebel otworzyli, to przywaliłby nas wszystkich. A ja dokładnie im się przyglądam i przymierzam je do ludzkich losów. (...) Nie chcę, żeby moje książki były deserem po kolacji. Chcę, żeby stanęły kością w gardle.”

Pisarka może być z siebie dumna, bo osiągała cel. Lektura „Pieniędzy od Hitlera” boli, staje w gardle i odbiera czytelnikowi nadzieję.

Pan pisarz i jego pies - „Podróże z Charleyem. W poszukiwaniu Ameryki”, John Steinbeck

W 1960 roku pięćdziesięcioośmioletni John Steinbeck, wybitny pisarz amerykański, wyrusza w podróż po Ameryce, aby sprawdzić jak zmienił się kraj od lat przez niego opisywany. Towarzyszy mu wierny przyjaciel - pudel francuski Charles le Chien, przez wszystkich nazywany Charleyem. Pisarz podróżuje ciężarówką z wymalowanym na boku imieniem „Rosynant”. Skojarzenie z rumakiem Don Kiochota oraz szesnastowieczna czcionka nie są tu przypadkowe. On i jego wierny przyjaciel Charley jak błędni rycerze ruszają przed siebie, żeby zobaczyć prawdziwą Amerykę.

Fuj fuj, bang bang, czyli trzy odsłony komiksowego mordobicia

Trzy komiksy, tak rożne, że już bardziej nie można. A jednak połączone jednym wątkiem mordobicia. Awantury, burdy, bijaki, morderstwa - pokazane z trzech rożnych perspektyw. Jest śmiesznie, strasznie, a nawet refleksyjnie, a tytuły mówią same za siebie. Krótko mówiąc na tapecie finał „Zabij albo zgiń”, kontynuacja „Nienawidzę Baśniowa” oraz pierwszy tom „Deadly Class”.

Solidna porcja dobrego humoru, czyli ciąg dalszy przygód przyjaciółek z „Giant Days”

„Giant Days” to nadal moja ulubiona seria wydawana przez Non Stop Comics. I cóż z tego, że wydawnictwo ma w swojej ofercie lepsze i ambitniejsze tytuły, skoro to z Esther, Daisy i Susan spotykam się najchętniej. Na mojej komiksowej półce oko cieszy już sześć zeszytów, dlatego najwyższa pora nadrobić zaległości i opowieść o trzech ostatnich tomach.

Przeklęta ziemia - „Grass Kings”, Matt Kindt, Tyler Jenkins

„Grass Kings”, pięknie i solidnie wydana seria od Non Stop Comics, kusi i mami nastrojowymi ilustracjami na okładce. Jednak sielanka jest tylko pozorna, bo czytelnik podświadomie czuje niepokój i zło czające się we wnętrzu opowieści Matta Knidta.

Girl Power, czyli „Paper Girls” kontratakują

„Paper Girls” pozwalają przetrwać trudny czas między kolejnymi sezonami „Stranger Things”. Seria od początku wzbudza zachwyt, a we wszytych ochach i achach na jej temat nie ma ani krzty przesady. I tak czwarty zeszyt jest jak zwykle świetny, a pięty jeszcze lepszy. Przy okazji przedostania część gazeciarek daje przedsmak wielkiego finału, który zapowiada się znakomicie.

W poszukiwaniu przeszłości? - „Wschód” Andrzeja Stasiuka

Otwieram okładkę i ruszam w podróż w nieznane, choć przecież cofam się w przeszłość, do wnętrza świata, którego już nie ma. Parafrazując Miłosza, takiej książki młody człowiek nie napisze. Bo żeby powstało coś równie doskonałego, jak „Wschód” potrzebna jest życiowa mądrość i wrażliwość, które są znakiem rozpoznawczym prozy Andrzeja Stasiuka.

Próba zrozumienia świata, czyli „Jakbyś kamień jadła” Wojciecha Tochmana

Przeczytałam  najnowszy reportaż Wojciecha Tochmana, ale zanim ochłonę i uporządkuję sobie wszystko po lekturze „Piania kogutów, płaczu psów” wspominam najlepszy, najmocniejszy i moim zdaniem najważniejszy tytuł z dorobku polskiego reportera.

Ta historia pisana jest dla pieniędzy, czyli dwa pierwsze tomy „The Black Monday Murders” Jonathana Hickmana i Tomma Cokera

Okładki serii „The Black Monday Murders” są niepokojące i już pierwszy rzut oka w ich kierunku sugeruje, że będzie przerażająco. Intuicja nie zawodzi, bo po wieczornej lekturze aż strach wyjść spod kołdry, a drobniaki w portfelu zdają się złowieszczo pobrzękiwać.

Z dala od chłopów, bo będą kłopoty! - „Z dala od zgiełku”, Thomas Hardy

Tytuł powieści „Z dala od zgiełku” chwycił mnie za serce i nie chce puścić. Tyle ulotnej poezji mieści się w zestawieniu tych czterech słów, że przy każdym zerknięciu zapiera mi dech z wrażenia. Ogromnie żałuję, że treść dzieła Thomasa Hardy'ego nie podziała na mnie w ten sposób. Historię Betsaby Everdene przeczytałam szybko, ale moja frustracja rosła z każdą kolejną stroną.

Lord Vader jakiego lubimy, czyli pierwszy w tym roku numer „Star Wars Komiks”!

Ach, panowie Charles Soule (scenarzysta) i Giuseppe Camuncoli (ilustrator) nie zawiedli moich oczekiwań. Najnowszy komiks o Lordzie Vaderze jest równie dobry i mroczny, co jego poprzednik (numer 4/2018 Star Wars Komiks). Takiego przerażającego i bezlitosnego Vadera lubię najbardziej!

Prawdziwa gratka dla fanów Tolkiena - „Atlas Tolkienowski” David Day

Ach, jakie to jest ładne! Patrząc na „Atlas Tolkienowski” trudno powstrzymać westchnienie zachwytu. Publikacja autorstwa Davida Daya (znanego wszystkim elfom, hobbitom i krasnoludom z wcześniejszego „Bestiariusza Tolkienowskiego”) to kolejne cudo, którym nie pogardzą wielbiciele talentu autora „Silmarillionu”.

Pozycja obowiązkowa dla pasjonatów fotografii - „1001 fotografii, które musisz zobaczyć” Paul Lowe

Codziennie toniemy w obrazach. Utrwalamy na zdjęciach momenty ważne i piękne, ale też zupełnie błahe i nieistotne. Dzielimy się naszym postrzeganiem świata, idealizujemy rzeczywistość, czasami chcemy kogoś rozbawić, zainspirować, albo namówić do czegoś. Dla tych, którzy nie mogą żyć bez codziennej dawki fotografii (choćby amatorskiej) powstała książka idealna - „1001 fotografii, które musisz zobaczyć”.

Duch przeszłości - „Royal City t.1: Krewni” Jeff Lemire

Z komiksiarzami jak z pisarzami, z czasem każdy czytelnik ma swoich ulubieńców. Ja też w końcu zdecydowałam się oddać moje niewinne, czytelnicze serduszko temu jedynemu. Ach, Jeff. Wzdycham do pana Lemire, bo serią „Royal City” tylko potwierdza swoją klasę i udowadnia, że jest doskonały w portretowaniu kruchych relacji międzyludzkich.

Jak bonie dydy! - „Zapomniane słowa” Magdaleny Budzińskiej

Tomik „Zapomniane słowa” wywołał u mnie ekscytację od pierwszej strony. Już sam pomysł na powstanie słowniczka tego typu spotkał się u mnie z ogromnym entuzjazmem. Uwielbiam regionalizmy, słówka pochodzące z gwary (w moim przypadku śląsko-krakowskiej), które bawią i wprawiają w zakłopotanie rozmówców. Nic więc dziwnego, że antologia „Zapomniane słowa” od samego początku złapała mnie za serce!

Małomiasteczkowy horror z żywymi trupami w tle, czyli „Odrodzenie” Tima Seeley’a i Mike’a Nortona

Czy w temacie żywych trupów można jeszcze wymyślić coś oryginalnego? Można! Szczególnie jeśli powrót do życia wiąże się z biblijnym zmartwychwstaniem, a nie zmianą w przerażającego zombiaka. Dlatego seria „Revival” Tima Seeley’a przez cztery kolejne części nie przestaje zadziwiać i fascynować.

Historia upadku w obrazkach - „Pijak”, Hans Fallada, Jacob Hinrichs

„Pijak” to dziwny komiks. Artystyczny, ambitny i w pewien sposób straszny. Rozedrgany i graficznie zadziwiający. A przy tym po ludzku smutny, bo oto na naszych oczach utalentowany człowiek spada na samo dno, z którego już nie potrafi się odbić.

Powieść ostrzeżenie, czyli „Jezioro” Bianci Bellovej

Obsypane nagrodami „Jezioro” Bianci Bellovej trafiło do mnie na początku pięknej, złotej jesieni. W czasie kiedy świat wydawał się odrobinę lepszym miejscem niż zwykle, oszałamiał feerią barw, mamił ciepłem i pachniał melancholią. Lektura powieści wytrąciła mnie z równowagi i była niczym kubeł zimnej wody. Nami wciąż za mną chodzi, ale dopiero teraz, kiedy dni są krótkie i ponure mam odwagę stanąć z chłopcem twarzą w twarz i skonfrontować jego historię z moimi emocjami.

Dzień z życia zwyczajnej rodziny, czyli „Pod śniegiem” Petry Soukupovej


Petra Soukupova to jedna z najciekawszych pisarek młodego pokolenia. Czeszka nie boi się poruszać trudnych tematów i w sposób zupełnie zwyczajnie opowiada o trudnych relacjach rodzinnych. W prostym przekazie i stylu szczerym do bólu tkwi siła jej opowieści. Soukupovai chirurgiczną precyzją uderza w czułe punkty czytelnika, dlatego emocje towarzyszące lekturze zostają w człowieku już na zawsze. Nie inaczej jest w przypadku znakomitej powieści „Pod śniegiem”.

Doskonała kontynuacja mrocznej przygodówki, czyli „Łasuch. Tom drugi” Jeffa Lemire

Jeff Lemire jest doskonały w tym co robi. Pierwszy tom „Łasucha”, który ukazał się w lipcu 2018 r. okazał się prawdziwym komiksowym wydarzeniem, lekturą wytrącającą z równowagi i zajmującą myśli czytelnika na długi czas. I choć trudno w to uwierzyć, to kontynuacja jest jeszcze lepsza.

Fikcja literacka, w którą łatwo uwierzyć - „Śmierć Stalina” Fabien Nury, il. Thierry Robin

Miało być zabawnie. Lekko i z humorem. I po części tak było, ale śmiech ugrzązł mi w gardle, a lektura „Śmierci Stalina” zupełnie wytrąciła mnie z równowagi. Szukacie komiksu, który bardzo długo nie do o sobie zapomnieć, a poszczególne kadry będą wam się przypominać w najmniej oczekiwanych momentach? W takim razie dzieło duetu Nury/Robin sprawdzi się doskonale.

Komiksowe grubaski, czyli czytam, podziwiam i polecam tomiszcza z Non Stop Comics

Pora nadrobić grubaski wydane przez Non Stop Comics, czyli tomiszcza przy których trzeba się położyć, albo wesprzeć na stole, bo utrzymanie ich w rękach może być trudne. Lubicie długie komiksy, których lektura trwa trochę więcej niż 40 minut? W takim razie łapcie „Ghost Money”,„Mort Cinder” i „The Goon”. 

W drodze z Markiem Pindralem - najzabawniejszym polskim podróżnikiem

Na zewnątrz szaro, zimno i ponuro, czyli styczeń w swojej najbrzydszej odsłonie. Zanim nadejdą ciepłe dni warto rozgrzać się nie tylko miękkim kocem i herbatą, ale i literaturą. A książki podróżnicze Marka Pindrala nadają się do tego idealnie!

Ładna, komiksowa wydmuszka, czyli „Sambre” Bernard Yslaire, Balac

„Sambre” to komiks, który obiecuje wiele. Ciekawy graficznie, przeznaczony tylko dla dorosłych odbiorców, zapowiada historię, która zmąci spokój czytelnika. Niestety twórców trochę poniosło i pozwolili, żeby szekspirowskie ambicje zapędziły ich w kozi róg.

Maleńki komiks o wielkiej sile rażenia, czyli „Koniec zxxxanego świata” Charlesa Forsmana

Puszczając w świat polskie wydanie komiksu „Koniec zxxxanego świata” wydawnictwo Non Stop Comics spełniło moje marzenie. Serialowa wersja historii Jamesa i Alyssy natychmiast podbiła moje serce i jak dla mnie okazała się najlepszą produkcją Netflixa (no dobra, na równi ze „Stranger Things”). Komiks, choć zbliżony klimatem, niesie ze sobą trochę inny ładunek emocjonalny i pozwala przemówić bohaterom ich własnym głosem.


Photobucket        

Mój Instagram