„Niepełnia” i tajemnice białego domku, czyli Anna Kańtoch w najwyższej formie

Jak powszechnie wiadomo Anna Kańtoch jest znakomitą pisarką. Osobiście najbardziej lubię ją wersji kryminałów wydawanych przez wydawnictwo Czarne. Natomiast „Niepełnia”, o której dziś mowa, reklamowana była jako „kryminał nieoczywisty”. Szczerze mówiąc mam problem z tym określeniem, bo dla mnie ten tytuł to raczej świetnie (niemal wybitnie) skrojona obyczajówka z dreszczykiem. Coś na kształt „Szczęśliwej ziemi” Łukasza Orbitowskiego, bo cóż z tego, że trup pada już na pierwszej stronie, skoro w tym wszystkim chodzi o coś więcej niż tylko podejrzenie morderstwa.


Trudno cokolwiek wspominać o fabule, żeby nie zdradzić zbyt wiele. Zresztą streszczenie powieści jest nie lada wyzwaniem, bo autorka nieźle namieszała (w pozytywnym sensie oczywiście). Szkatułkowa forma powieści jest wyzwaniem nie tylko dla autora (żeby wszystko miało sens), ale i dla czytelnika, który przez cały czas musi zachować czujność i nie dać się wywieść na manowce. Dlatego będę ostrożna i wspomnę tylko, że wszytsko zaczyna się w zasypanym śniegiem białym domu. Jest i trup, czyli zwłoki młodej Agnieszki, która rzekomo popełniła samobójstwo. Na komendę przewieziony zostaje brat dziewczyny, chłopak o wyjątkowo delikatnej urodzie, który po namowach policjantki zaczyna opowiadać historię pozornie niezwiązaną z całą sprawą. Jedynym punktem zaczepienia pozostaje biały dom, którego wnętrza skrywają niejedną tajemnicę.

Anna Kańtoch jest tak wychwalaną pisarką (zupełnie słusznie), że aż głupio znów jej słodzić. Tym bardziej, że w „Niepełni” trudno się do czegokolwiek doczepić. Nawet to, że zakończenie nie jest jasne i sensowne ma swój sens (jakkolwiek to brzmi). Styl Kańtoch jest doskonały, ale dla mnie najmocniejszą stroną jej prozy jest klimat powieści. Praktycznie przez całą lekturę towarzyszyło mi poczucie niepokoju i przyjemny dreszcz emocji. W kilku momentach naprawdę się bałam, choć przecież nikt mnie niczym nie straszył. Ale opowieść prowadzona jest w taki sposób, że poczucie grozy wisi tuż nad głową czytelnika, a strachy zaglądają z każdego kąta, choć pozornie nic złego się nie dzieje. I to napięcie, które ściska za gardło i sprawia, że jak najszybciej chcę doczytać do końca, a jednocześnie mam nadzieję, że powieść nigdy się nie skończy.

Trudno wskazać kto jest głównym bohaterem „Niepełni”, bo pisarka tak wyważyła proporcje, że każda postać pojawiająca się na kartach powieści jest ważna i ma swoją rolę do odegrania. Może się wydawać, że najważniejsze jest tu Słoneczko – hermafrodyta, dziecko, które nie chce zdecydować czy woli być chłopcem czy dziewczynką, ale to tylko taka zmyłka. Bo Słoneczko, tak jak biały domek, spaja całą akcję i kieruje ją na odpowiednie tory, a jego postać otwiera liczne furtki interpretacyjne. Jest w nim jakaś ulotność i magia, której tak szkoda niszczyć dyskusją o płciowości.

„Niepełnia” to fantastycznie napisana i skonstruowana powieść, którą Anna Kańtoch pokazała klasę i udowodniła, że nadal jest jedną z niewielu polskich pisarek, które mają coś ciekawego do powiedzenia. Dodam jeszcze tylko, że zarwałam noc dla „Niepełni” (a nie zdarza mi się to często, bo przy małym dziecku i wczesnym wstawaniu do pracy każda minuta snu jest cenna), bo zwyczajnie nie mogłam się oderwać. Dlatego brać i czytać! Gwarantuję, że będziecie pod wrażeniem.

♥ ♥ ♥
Anna Kańtoch, Niepełnia, wyd. Powergraph, Warszawa 2017.

Komentarze


Photobucket        

Mój Instagram