Komiksowe „dwójki”, czyli kontynuacja „Oblivion Song” i „Deadly Class”

komiks Oblivion Song, tom 2

 

Plan był taki, że odpuszczam „Oblivion Song” i „Deadly Class”, bo jedynki nieszczególnie mnie ujęły, jednak w akcie desperacji postanowiłam dać jeszcze jedną szansę komiksom Kirkmana i Remendera, dlatego skusiłam się na kontynuacje obu tytułów. Cóż, szału nie było, ale bawiłam się całkiem dobrze.



Na drugi tom „Oblivion Song” musieliśmy trochę poczekać i szczerze mówić zdążyłam już nieco zapomnieć o co chodziło Kirkmanowi, ale wystarczyło wpaść do wykreowanego przez niego świata, żeby po chwili wszystko sobie przypomnieć. I tak Nathan Cole chodzi i smęci, co nie dziwi wcale, bo facet dźwiga na barkach spore brzemię. Jednak mężczyzna musi wziąć się w garść i spróbować ocalić to, co jeszcze jest do uratowania.

Druga część „Pieśni Otchłani” naprawdę mnie zaskoczyła. Bynajmniej nie swoją wybitnością, ale układem całej historii. Bo kiedy w połowie tomu opada kurza po walkach i wyjaśnione zostają wszystkie zagadki, zdawałoby się, że przyszła kolej na zgrabne zakończenie. Nie tym razem, w końcu Kirkman wyjątkowo lubi dramaty. Dlatego w komiksie część obyczajowa równoważy się ze scenami przepełnionymi akcją. Kiedy niebezpieczeństwo schodzi na dalszy plan, wówczas scenarzysta skupia się na interakcjach między bohaterami. Klimat postapo zostaje przeniesiony ze świata przedstawionego do wnętrza poszczególnych postaci, które rozdarte na pół odsłaniają przed czytelnikami zbolałe serca. 
 
Przyznaję, trochę mnie nużą rozwiązania wymyślane przez Kirkmana. Niby pomysł jest niezły, rozwój fabuły i tempo akcji sprawiają frajdę, zmaltretowani przez życie bohaterowie budzą sympatię, a przyzwoita warstwa graficzna cieszy oko, to jednak połączenie wszystkich tych elementów wypada zaledwie średnio. Opowieśc łatwo wchodzi i równie łatwo ulatuje z pamięci. Tom drugi kończy się tak, że właściwie mogłaby to być opowieść zamknięta, ale znając zamiłowanie Kirkamana do tasiemców podejrzewam, że scenarzysta nie da nam o sobie szybko zapomnieć i wymyśli niejedną dramę, żeby wzruszyć swoich wielbicieli.

♥ ♥ ♥
Robert Kirkman, Lorenzo De Felici, Oblivion Song, tom 2, tłum. Grzegorz Drojewski, wyd. Non Stop Comics, Katowice 2019.

Rick Remender urósł w moich oczach po świetnym tomie „Fear Agent” dlatego do drugiego tomu „Deadly Class” podeszłam z nieco większym entuzjazmem. I faktycznie, w moim odczuciu dwójka wypada lepiej od jedynki. Już wiemy na czym stoją bohaterowie i czego mniej więcej możemy się po nich spodziewać, dlatego teraz wystarczy cieszyć się akcją, której u Remendera nie brakuje.

Marcus Lopez wpadł w niezłe bagno. I nie mam tu na myśli tego co dzieciaki nawywijały pod koniec pierwszego tomu, ale pułapkę, którą okazują się ramiona Marii. Miotający się między wyrzutami sumienia, poczuciem obowiązku, sympatią do Marii i uciechą płynącą z seksu, a uczuciem do Sai, chłopak sam nie wie co robi, choć w szkole radzi sobie całkiem nieźle. Jednak nawet pozorny spokój nie może trwać zbyt długo, tym bardziej, że wrogowie dzieciaków nie próżnują. 
 

Brutalny i krwawy scenariusz w połączaniu z brudną i rozedrganą kreską Wesa Craiga potrafi zrobić wrażenie. I choć wciąż uważam, ze rysownik jest o poziom wyżej od scenarzysty, a fabuła jest zaledwie dodatkiem do fenomenalnych ilustracji, to dwójka ma w sobie więcej nerwu i więcej wdzięku niż tom otwierający serię. Nie, żebym się szczególnie przejęła losami bohaterów, ale przyznaję, że opowieść Marcusa zapewnia chwilę naprawdę dobrej rozrywki. Z tym, że wątki obyczajowe są dla mnie ciekawsze niż klasyczne mordobicie. Z pewnością sięgnę po kontynuację, choćby po to, żeby zobaczyć jak Marcus poradzi sobie z dwiema babami na karku.

♥ ♥ ♥
Rick Remender, Wes Craig, Deadly Class, tom 2: Dzieci czarnej dziury, tłum. Marceli Szpak, wyd. Non Stop Comics, Katowice 2019.

Komentarze


Photobucket        

Mój Instagram