Sto jedenaście lat temu na świat przyszedł mały Janek, wyczekany chłopiec, oczko w głowie całej rodziny, który po latach został ks. Janem Twardowskim. Dziś również święto nas wszystkich, czyli Dzień Dziecka. Teoretycznie to tylko przypadek, że te dwa wydarzenia łączy wspólna data, ale przecież nie ma przypadków, więc zupełnie nie dziwi mnie, że święto dzieci oraz urodziny księdza, który tak troskał się o najmłodszych, przypadają właśnie dziś. Z tej okazji okolicznościowa książka. „O uczniach Pana Jezusa. Czy można być przyjacielem Pana Boga?” to drugi z pięciu tomów serii „Księdza Twardowskiego pytania i odpowiedzi”.
Nie potrafiłam oprzeć się tej książce, więc gdy tylko do mnie dotarła, otworzyłam okładkę i przeczytałam ją od razu w całości. Coś wspaniałego! Właśnie tak powinny wyglądać porządne publikacje popularnonaukowe dla dzieci. No i ten żartobliwy tytuł – „Czy wszystkie misie robią kupę w lesie?” jest doskonałym wabikiem na małych i dużych wielbicieli żartów i przyrody.
Ostatnimi czasy nakładem wydawnictwa Święty Wojciech wyszła pięciotomowa seria dla dzieci „Księdza Twardowskiego pytania i odpowiedzi”. Książki ukazywały się kolejno od zeszłego roku, natomiast ostatni, zamykający tom jest jeszcze ciepły. Jak sami rozumiecie nie mogłam przejść obojętnie obok książek z nazwiskiem ks. Jana od Biedronki na okładce, a ponieważ każda z nich zasługuje na osobny wpis, to będę Wam o nich opowiadać z osobna. Dziś przyszła pora na część pierwszą, czyli „O tajemnicach wiary. Gdzie ukrył się Pan Bóg?”
Pomyliłam się, nie pierwszy nie ostatni raz. Wydawało mi się, że jeśli Radek Rak napisze książkę dla niedorosłych, to będzie ona podobna do reszty jego powieści - pełna tajemnic, strachów, magicznych postaci, nieoczekiwanych wydarzeń, ludowych bajań i fantazji tak wspaniałych, że dech zapiera. Natomiast „Maja i czas motyli” to historia bardzo realistyczna, życiowa i pulsująca od emocji. Znów zakręciło mi się w głowie i dałam się ponieść magii, jednak tym razem tej prawdziwej, przyrodniczej, a nie wyobrażonej.
Jako właścicielka uroczego Kozimierza nie mogłam przejść obojętnie obok książki, w której pojawiają się kozy! „Gracja Koziołek. Mam przechlapane” Justyny Drzewickiej to szalona, pełna przygód i humoru powieść dla dzieciaków, choć gwarantuję, że osobowość Gracji rozbroi również wszystkich dorosłych czytelników.
Pokochałam Carla niemal od pierwszej chwili, choć oboje wiemy, że
początek był nieco chłodny. A jednak tej kędzierzawy dzieciak z
łatwością zdobył moje serce. Jest coś pokrzepiającego w świadomości, że
nasze pociechy mają takiego patrona jak Carlo, że można im stawiać za
wzór chłopaka, który był taki jak oni, zwyczajny, lubiący sport,
komputer i wycieczki z rodzicami. A przy tym wierzył do głębi i
konsekwentnie podążał swoją drogą. W publikacji „Eucharystia moją
autostradą do nieba. Pierwsza Komunia święta z Carlem Acutisem” odbija
się serce Carla, skromne, pokorne i pełne żywej wiary w dobrego Boga.
Mam w domu dziesięcioletniego historyka, który zna tyle rożnych opowieści, że trudno go czymś zaskoczyć, a jednak Igorowi Banaszczykowi się udało! Polska kotami stoi i jak się okazuje, to właśnie miauczące sierściuchy miały największy wspływ na rozwój kraju nad Wisłą. To nie moje bajania, a udowodniona naukowo wiedza, opublikowana w książce „Jak koty Polskę zbudowały”, a wiadomo, że jak coś jest w książce, to musi być prawdziwe!
Śliczna – to była moja pierwsza myśl po przeczytaniu tomiku „W brzozowym zagajniku: Jeż Hubert” Jadwigi Paszko. W tym przymiotniku mieści się nie tylko zachwyt nad wizualnymi walorami książeczki, ale też nad mądrym przesłaniem i przyjemnym ciepłem, rozchodzącym się w okolicach serducha.
Dziś niedziela Słowa Bożego, a więc idealna okazja, żeby pokazać Wam dwie okolicznościowe publikacje. Pierwsza z nich, to „Ewangelia 2026. Słowo na każdy dzień”, czyli kolejna edycja znanej i lubianej publikacji, w której znajdziemy Ewangelię na każdy dzień wraz z krótkim komentarzem. Ten tomik to już klasyk i jedna z moich najulubieńszych książek, która towarzyszy mi w mojej codzienności od kilku lat.
W tym roku stuknęło dokładnie 800 lat „Pieśni słonecznej” św. Franciszka z Asyżu. Jakiś czas temu to niezwykłe dzieło doczekało się wydania w wersji książkowej skierowanej do dzieci, natomiast teraz wydawca poszedł o krok dalej i wypuścił śliczną publikację „Hymn Brata Słońce”, będącą wierszowaną interpretacją poematu św. Franciszka.
Dzisiaj krótko, bo książeczka, o której chcę Wam opowiedzieć to miły dla oka drobiazg. Jednak warto się nad nim pochylić, bo bohaterem jest jeden z moich ulubieńców, czyli święty Carlo Acutis.
Odkąd pamiętam noszę przy sobie różaniec. Zawsze mam go w torebce, albo na ręce, bo jak mówił święty Franciszek Salezy: „Najlepszym sposobem na modlitwę jest różaniec”. Różaniec jest prostą, można nawet powiedzieć, że mechaniczną modlitwą, która nie wymaga wielu umiejętności. A jednocześnie tak trudno ją odmawiać.
Nie ukrywam, że od pierwszego wejrzenia pokochałam Ojca Świętego Leona XIV. Od momentu, kiedy zobaczyłam jak nowo wybrany papież połyka łzy wzruszenia i próbuje opanować drżenie brody, od razu wiedziałam, że to będzie mój człowiek. Co prawda smutek po śmierci Franciszka nie zelżał, ale nadzieja rozpaliła moje serce. Szybko okazało się, że nie tylko moje, bo Robert Francis Prevost tymi zwykłymi, ludzkimi emocjami natychmiast przekonał do siebie wiernych, a jego pierwsze słowa „Pokój z wami wszystkimi” – dopełniły dzieła.
Dziś przypada wspomnienie Ignacego Loyoli, patrona mojego syna. Z tej okazji Ignacy poleca książkę o jeszcze innym Ignacym – dobrym człowieku, biskupie diecezji siedleckiej, kandydacie na ołtarze.
„Święty Antoni z Padwy, którego słuchały nawet ryby” Katarzyny Tempes to książka, którą czyta się z szerokim uśmiechem. Śliczna i ciepła opowieść o ojcu Antonim rozgrzewa serduszko i inspiruje do pięknego życia.
Dokładnie dzisiaj przypada wspomnienie Świętej Rity z Cascii - moja najukochańsza święta. W ciągu ostatnich lat miałam okazję dobrze postać jej biografię oraz doświadczyć jej przyjaźni i opieki. Nie zliczę ile razy wolałam - "Ritko kochana, ratuj", a ona zawsze przybywała z pomocą.
Ostatnie dni sprzyjają świętowaniu pod flagą biało-czerwoną i cieszeniu się wiosną w kraju, który jest naszym domem. Ale jak to się właściwie stało, że Polska jest Polską? Skąd wziął się Mieszko i jakim sposobem założył państwo? Tego wszystkiego i jeszcze więcej dowiecie się z niesamowitej książki dla dzieciaków „Skąd się wzięła Polska?”.
Ach, Carlo, no i co teraz będzie z Twoją kanonizacją? Tobie ta oficjalna aureolka nie zrobi żadnej różnicy, już za życia wielu widziało Twoją świętość, ale śmierć papieża Franciszka pokazała nam, że niczego w życiu nie można być pewnym i nie ma co snuć zbyt odległych planów. Tak sobie myślę, że Franciszek razem z Carlem chichrają się teraz w Niebie, patrząc ile narobili zamieszania.
Dwadzieścia lat minęło, jak jeden dzień. No prawie, bo dziewiętnaście, od kiedy „Atramentowe serce” po raz pierwszy ukazało się po polsku. Kawał czasu, który pokazał nam, czytelnikom, że baśń wymyślona przez Cornelię Funke jest ponadczasowa.
Dziś kilka słów o książce, którą bardzo lubię, a jakoś tak się złożyło, że jeszcze nie zdążyłam Wam o niej opowiedzieć. Szybko nadrabiam, bo „Ewangelia dla dzieci 2025” to publikacja, którą zdecydowanie warto mieć na swojej półce.