„Pusty las” Monika Sznajderman - cytaty

Wciąż gładzę okładkę książki „Pusty las” Monika Sznajderman, wracam do zaznaczonych fragmentów i czuję jak różne emocje ściskają mi serce. Wspaniała, niezapomniana proza, Zresztą przeczytajcie sami.

„Trudno wyjaśnić to uczucie, że gdy pierwszy raz pojechałam w Beskid Niski, to potem chciałam tam wracać i wracać, aż wreszcie zostać na stałe. Trudno wyjaśnić tę ciemną siłę przyciągania, która w końcu zwyciężyła nad wszelkim rozsądkiem, wytrąciła mnie z trajektorii oczywistego życia i wyciągnęła z Warszawy na to odległe pustkowie z mroczną przeszłością, wyboistą teraźniejszością i niczego nieobiecującą przyszłością. Która kazała mi wziąć w opiekę cudzą historię i zamieszkać w obcym pejzażu, aż nieuchronnie staną się moje. Która kazała mi rozgościć się wśród porzuconych resztek, umościć się w śladach po nieobecnych, otoczyć ich rzeczami i nadać im nowy sens. I obserwować, jak dzieje się nowe życie.” (s. 24)
„No więc co ja tu robię?, pytam często samą siebie, gdy wokół zapada przedwieczorna cisza, a z łąk nadciągają wilgoć i mgła – tak gęsta i szara, że psa nie odróżnisz od wilka, i czuje się smutek, drżenie i lęk.” (s. 30)
„To do nich, Smerekaniczów i Barnów, Hutyriaków i Sydoriaków, przez ponad czterysta lat należała moja wieś. Jestem w niej późnym gościem, przybyszem z daleka, przywożącym walizki i kufry i urządzającym się po swojemu wśród powidoków, na pozostałościach po minionym, i nieoczekiwanie dla siebie, w geście nagle uświadomionej wdzięczności, zobowiązanym do tego, by „uganiać się niezmiennie za cieniami z bolesną świadomością niemożności odtworzenia umarłego świata w jego całości, nawet z pomocą nie wiadomo jak penetrujących i odsłaniających źródeł”. Jestem w niej nowym gospodarzem ku swojemu zdziwieniu skazanym na to, by „stale przywoływać kogoś, kto właśnie zniknął za narożnikiem i znalazł się poza zasięgiem głosu”. Posłużyłam się słowami brytyjskiego historyka Simona Schamy, zajmującego się między innymi właśnie pamięcią i krajobrazem, bo żadne inne lepiej nie oddałyby tego, co czuję – spóźniony gość w cudzym świecie, przybysz z daleka urządzający się na nieswoim.” (s. 34)
„Latem bunior, mimo przeraźliwie zimnej wody, wypełnia się kąpiącą dzieciarnią i jest to dzisiaj jeden z niewielu momentów, gdy w Wołowcu rozbrzmiewa gwar. Bo na co dzień, szczególnie późną jesienią, jest tu pusto i cicho. Nic dziwnego, w końcu mieszka nas we wsi tylko osiemnaścioro w ledwie kilku domach, a w ciemne jesienne wieczory wydaje się nawet, jakby nie było nikogo. Jakby w Wołowcu mieszkała tylko ta cisza, gęsta jak mgła, i – tu i ówdzie – smugi szarego dymu, przetaczające się po ołowianym niebie. Jakby niepostrzeżenie dokonała się już apokalipsa i jakbym została całkiem sama, jak w złych filmach wideo, które oglądałam w Czarnem z sąsiadami. Będę się odtąd żywic owocami ze zdziczałych sadów i obierać krzaki tarniny z cierpkich fioletowych kulek. W spichlerzach szukać będę zimowych zapasów, a w ściętej mrozem trawie pomarszczonych jabłek. Będę włamywać się do opuszczonych chałup, jeść resztki ze spiżarni moich sąsiadów, spać w ich pościeli, wilgotnej i zimnej. Aż w końcu ludzkie zapachy ulecą i zniknę, jak oni wszyscy, a resztki człowieczeństwa pochłonie las. Wrócą zwierzęta, borsuki, lisy, wilki. Nastanie ciemność. I będzie znów jak kiedyś, jak przed pięciuset laty. Jak przed początkiem świata.” (s. 41-42)
„Mogę tu mieszkać, bo ich już nie ma. Wyjechali.
Najpierw zniknęli oczywiście Żydzi. Bo Żydzi mają to do siebie, że zawsze znikają pierwsi. I to jeszcze mają do siebie, że znikają całkowicie, bez śladu. Nie pozostaje po nich nic, odrobina popiołu może, no ale gdzie go szukać? I co by nam ten popiół powiedział o człowieku, z którego powstał, który mu dał początek?” (s.158-159)

Komentarze


Photobucket        

Mój Instagram