Perełka splamiona krwią, czyli „Pokuta” Anny Kańtoch

Młoda, piekielnie utalentowana, z lekkim piórem i niczym nieograniczoną wyobraźnią. Kto? Anna Kańtoch, wiadomo. „Pokuta”, jej najnowszy kryminał to perełka splamiona krwią, powieść od której nie sposób się oderwać.


Wrzesień 1986 r. Mała, nadmorska miejscowość żyje sprawą morderstwa Reginy Wieczorek. Dziewczyna miała dziewiętnaście lat, życie przed sobą i żadnych wrogów. Była piękna, zdolna i lubiana. Do morderstwa przyznał się chłopak zakochany w denatce. Milicja odetchnęła z ulgą i szybko zamknęła sprawę. Jeden problem z głowy. Jednak dwa miesiące później na komisariat zgłasza się mężczyzna, który twierdzi, że zabił Reginę i pięć innych dziewcząt na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Czyżby seryjny morderca? Jaki był jego motyw? No i dlaczego osobiście przyznał się do winy? Starszy sierżant Krzysztof Igielski będzie miał twardy orzech do zgryzienia.

Spośród wszystkich kryminałów Anny Kańtoch wydanych pod szyldem Czarnego, to „Wiara” wciąż pozostaje tym najlepszym. Jednak „Pokuta”, mimo kilku maciupeńkich minusów, bez wątpienia jest kapitalną powieścią, która trzyma w napięciu do samego końca. Pisarka świetnie lawiruje między wątkami, dzięki temu nawet jeśli czytelnik złapie trop, to po chwili autorka wyprowadza go z błędu. Zresztą wyniki śledztwa nie są aż tak istotnie, bo w opowieści to warstwa obyczajowa wysuwa się na pierwszy plan. Uczciwy milicjant z problemami osobistymi, pogubiona w życiu nastolatka i jej trudna relacja z matką, dziewczyny, które pragną lepszego życia, ludzie doświadczeni przez los, którzy próbują sobie jakoś radzić. To ich historie napędzają fabułę i wzbudzają największe emocje. 

Bohaterowie wymykają się łatwym ocenom, a ich wątki są jakby niepełne. Może właśnie o to chodziło, żeby nie wiedzieć o nich wszystkiego, a jedynie spotkać ich gdzieś w przelocie, zatrzymać się na moment, żeby zastanowić nad życiem i całą resztą. Przez to postać Krzysztofa Igielskiego wypada trochę blado. Milicjant wzbudza sympatię, bo jest w porządku facetem, ale aż chciałoby się poznać lepiej jego przeszłość i dowiedzieć czegoś więcej o związku z kobietą, którego echa wciąż dręczą sierżanta. Za to duet Krzysztofa z doktorem ma staroświecki urok i tylko podkręca retro klimat. A ponieważ atmosfera jest ważna, to trochę żal, że peerelowska rzeczywistość została tak słabo odtworzona. W poprzednich kryminałach pani Kańtoch, to właśnie tło wydarzeń miało decydujący wpływ na nastrój powieści.

Można trochę narzekać na detale, nawet na mało spektakularne zakończenie, ale nie zmienia to faktu, że autorka „Pokuty” ma prawdziwy dar do opowiadania historii. Nawet opisy deszczowej pogody są tak malownicze, że czyta się je z wypiekami na twarzy. Zresztą gdyby Anna Kańtoch stworzyła instrukcję obsługi pralki, to w jej wykonaniu byłaby to rzecz godna uwagi. Po prostu spod jej pióra nie wychodzą książki słabe ani nijakie. Dlatego „Pokuta” to pozycja obowiązkowa dla wszystkich wielbicieli dobrych powieści, które są nie tylko niegłupią rozrywką, ale również gwarantują literackie zachwyty.

♥ ♥ ♥
Anna Kańtoch, Pokuta, wyd. Czarne, Wołowiec 2019. 

Komentarze


Photobucket        

Mój Instagram