Najlepsza lektura na lato, czyli „Jurata. Cały ten szpas” Anny Tomiak

Nie ma na świecie piękniejszego miejsca niż Hel. Gdybym mogła, to zamieszałbym tam choćby jutro. W ogóle mam słabość do całego Półwyspu Helskiego, dlatego książka „Jurata. Cały ten szpas”, wydana niedawno przez Wydawnictwo Czarne, musiała trafić na moja półkę.


Publikacja Anny Tomiak doskonale wpasowuje się w letni klimat i aż trudno wyobrazić sobie lepszą plażową lekturę. Tym bardziej, że „Jurata” wciąga od pierwszej strony, pachnie nostalgią i fascynuje historią kurortu, który powstał od początku do końca po to, żeby zaspokoić ambicje Polaków marzących o odrobinie luksusu. Autorka przechodzi płynnie od lat 20. ubiegłego wieku, przez lata II wojny światowej, później peerelu, aż do dnia dzisiejszego, snując opowieść o jednym z najurokliwszych miejsc na mapie Polski, którego legenda kusi kolejne pokolenia spragnionych morza  kuracjuszy.

Pani Tomiak opowiada o miasteczku zbudowanym od podstaw, o całej infrastrukturze i przepychu, który był jego znakiem rozpoznawczym, ale nie skupia się tyko na myśli technologicznej i architektonicznej z tamtych lat. Przez fascynującą historię kurortu snuje opowieść o zmianach zachodzących w społeczeństwie, kulturze i polityce. Publikację uzupełniają wspomnienia stałych bywalców Juraty, salonowe ploteczki i bajania oraz liczne fotografie (ta z piękną Kaliną Jędrusik należy do moich ulubionych). Przy okazji możemy podejrzeć jak prezentuje się prezydencka rezydencja i przekonać się kto, poza głową państwa, w niej gościł.

„Jurata. Cały ten szpas” to książka czarująca i uderzająca w sentymenty. Razem z autorką zaglądamy do kawiarenek przysłuchując się prowadzonym rozmowom, scerujemy po plaży, podziwiając zmieniającą się modę, wystawiamy twarz do słońca i oddychamy nadmorskim powietrzem. W trakcie lektury można wyczuć, że autorka darzy Juratę miłością wielką i wieczną, ale nie bezrefleksyjną. Dlatego potrafi spojrzeć krytycznie na obiekt swoich westchnień i kiedy trzeba wbić odpowiednią szpilkę. Dostaje się szczególnie bezmyślnej architekturze. Ale nic to, bo publikacja Anny Tomiak jest nasycona czułością i pozytywną energią. Tak jakby nad Juratą w sezonie letnim nigdy nie padał deszcz. Dlatego książkę czyta się miło, lekko i przyjemnie, tęskniąc jednocześnie za złotym pisakiem i chłodem morskich fal. Dla wszystkich posiadaczy bałtyckich dusz – pozycja obowiązkowa.

♥ ♥ ♥
Anna Tomiak, Jurata. Cały ten szpas, wyd. Czarne, Wołowiec 2019. 
 

Komentarze


Photobucket        

Mój Instagram