Pamiętaj, że to co wpuszczasz do głowy, pozostaje w niej na zawsze - „Droga”, Cormac McCarthy

W „Drodze” Cormac McCarthy snuje wizję przyszłości po katastrofie. Wszystko pokrywa jedynie popiół. Świat pogrąża się w ciemności, natura kończy swój żywot, zwierzęta wyginęły jakiś czas temu. Ludzie, którym udało się przetrwać, zmieniają się w bestie, które bez wahania pożerają się wzajemnie. Nie wiadomo co się stało w przeszłości, nie wiadomo jak będzie wyglądać przyszłość. Rzeczywistość, która jest teraz przypomina senny koszmar. Gdzieś w tym potwornym i bezwzględnym świecie, po jednej z pokrytych kurzem dróg wędruje mały chłopiec i jego ojciec. Ostatni sprawiedliwi. Pchając sklepowy wózek załadowany ich jedynym dobytkiem, zmierzają w stronę wybrzeża. Nie wiedzą, czy uda im się dotrzeć do celu, ale konsekwentnie, krok za krokiem, posuwają się w wyznaczonym kierunku.


„Pamiętaj, że to co wpuszczasz do głowy, pozostaje w niej na zawsze, powiedział. Warto, byś się nad tym zastanowił.
Ale czasem przecież coś zapominamy, prawda?
Tak. Zapominamy to, co chcemy pamiętać, a pamiętamy to, o czym chcielibyśmy zapomnieć.” (s. 15)
W nagrodzonej Pulitzerem „Drodze” to nie posapokaliptyczna przyszłość przeraża najbardziej, ale kruchość istnienia ojca i syna. Świadomość, że jeden bez drugiego nie będzie w stanie przetrwać. Wiadomo, że chłopiec nie poradzi sobie w tak trudnych i niebezpiecznych warunkach. Malec zginie bez ojca, bo albo nie uda mu się zdobyć pożywienia, albo bez ochrony dorosłego stanie się łatwym łupem kanibali. Sprawa mężczyzny jest bardziej skomplikowana, bo teoretycznie jest on w stanie przetrwać bez dziecka. Ale to ogromna miłość do synka trzyma go przy życiu, każe walczyć o każdy kolejny dzień i pcha go przodu. Gdyby zabrakło chłopca, to z pewnością mężczyzna skorzystałby z ostatniej kuli w noszonym przez siebie rewolwerze, albo co gorsza wyłączyłby sumienie, zobojętniał zupełnie i dołączył do grona złych ludzi. 

„Przyszło mu do głowy, że być może w dziejach świata było więcej kary niż zbrodni, ale słabą czerpał z tego pociechę.” (s. 35)
Nieustępliwie dobre serce, wrażliwość i dziecięca niewinność, która istnieją w chłopcu na przekór czasom, w których żyje, są tylko i wyłącznie zasługą ojca. Mężczyzna uczy go wszystkiego, przekazuje najważniejsze wartości, próbuje ocalić dobroć tlącą się w duszy chłopca, choć w chwilach kryzysowych ojciec wątpi w sens swoich nauk. I kiedy dojdzie do konfrontacji z głodnym starcem, to chłopiec wymusi na ojcu podzielenie się z biedakiem wspólnym posiłkiem. Właśnie te drobne gesty i rzadkie, lapidarne dialogi tak uderzają w prozie McCarthy’ego, potęgują napięcie i łamią serce czytelnika, który na krótką chwile przestaje oddychać, żeby niczym nie zakłócać rozmowy bohaterów. 

„Zimne nieprzejednanie krążące po ziemi pozbawionej jutra. Nieubłagana ciemność. Spuszczone ze smyczy ślepe psy słońca. Miażdżąca czarna pustka wszechświata. I gdzieś tam dwa zaszczute zwierzątka dygoczące jak lisy w kryjówce. Czas dany na kredyt i świat na kredyt, i oczy na kredyt, by go nimi opłakiwać.” (s. 123)
Cormac McCarthy napisał powieść wybitną, którą nie waham się nazwać arcydziełem. To brudna, brutalna, porażająca prostotą, ale i liryczna proza, opowiedziana zimnym, precyzyjnym i pięknym językiem. Autor nie oszczędza czytelnika i serwuje mu kilka naprawdę mocnych i nieprawdopodobnych scen. Ta, z kobietą w ciąży, zmroziła mi krew w żyłach do tego stopnia, że musiałam zatrzymać się na moment, oderwać oczy od tekstu i upewnić się, że świat za oknem jest taki, jakim go zapamiętałam. Bo wszechobecny i chwytający za gardło strach towarzyszy czytelnikowi przez cały czas. Strach, że wędrowcom nie uda się przetrwać, że obaj są skazani na cierpienie, a nieubłagane fatum wisi tuż nad ich głowami. Gdzieś w tle tli się iskierka nadziei, że dopóki chłopiec niesie w swoim sercu ogień, to świat wart jest ocalenia. Oby tylko zimny, przeszywający wiatr nie zdmuchnął niewielkiego płomyczka.

„Jeśli nie dotrzymujesz słowa w małych sprawach, to nie dotrzymasz też w dużych. Sam tak mówiłeś.” (s. 36)
PS
Na podstawie powieści powstał film pod tym samym tytułem. Obraz John’a Hillcoat’a jest świetny i przede wszystkim bardzo wierny książkowemu oryginałowi. Rolę ojca zagrał mój ulubiony Viggo Mortensen. Z pewnością film wart uwagi. Ale najpierw książka, przede wszystkim książka.

♥ ♥ ♥
Cormac McCarthy, Droga (tyt. oryg. The Road), tłum. Robert Sudół, Wydawnictwo Literacki, Kraków 2008.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz