7 książek o Auschwitz, które trzeba znać

Dwa tygodnie temu po raz kolejny przechodziłam pod bramą z napisem „Arbeit macht frei”, a i zbliżające się uroczystości związane z 75. rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz są dobrą okazją, żeby przypomnieć 7 książek na temat Auschwitz, które trzeba znać. Tym bardziej, że temat jest w pewien sposób popularny i rynek zalewa mnóstwo publikacji o tematyce okołoobozowej. Dla mnie zawsze największą wartość mają osobiste wspomnienia więźniów, ale w moim zestawieniu nie zabrakło też reportaży, a nawet powieści. 

 
Jeśli miałabym wskazać moją ulubioną książkę związaną z Auschwitz (jakikolwiek to brzmi), to bez wątpienia byłaby to publikacja „To nie deszcz, to ludzie”, czyli wywiad rzeka z Haliną Birenbaum. W rozmowie z Moniką Tutak-Goll ta mała ciałem, ale wieka duchem kobieta odsłania całą siebie. Z rozbrajającą, a nawet zawstydzająca szczerością wspomina o swoich doświadczeniach i zwykłej trosce o drugiego człowieka, nawet jeśli czasy były niepewne i niesprzyjające relacjom międzyludzkim. To przeszywająca, ale też do głębi optymistyczna opowieść, o tym, że życie jest zawsze silniejsze od śmierci. Że nawet w obozie zagłady, zdarzały się momenty po ludzku piękne i wspaniałe, jak pierwsza miłość. Trudno ująć w słowa wszystkie emocje towarzyszące lekturze, bo czasami nie wiadomo jak reagować, kiedy jednocześnie chce się śmiać i płakać. Kiedy kolejna tragedia łamie serce, a niezłomny optymizm Haliny pozwala dojrzeć światło w ciemności i nigdy nie porzucać nadziei. To książka tak dobra i tak ważna, że każdy powinien ją przeczytać.

♥ ♥ ♥
Halina Birenbaum, Monika Tutak-Goll, To nie deszcz, to ludzie, wyd. Agora SA, Warszawa 2019.

Bogdan Bartnikowski przyjechał do Auschwitz transportem z Warszawy 12 sierpnia 1944 r. Miał 12 lat, ale nie był już dzieckiem. Oglądana z bliska wojna i piekło powstania warszawskiego odebrały mu dzieciństwo. Po latach swoje obozowe wspomnienia przekuł w opowiadania i wiersze. „Dzieciństwo w pasiakach” to wstrząsająca relacja z obozu widzianego oczyma dziecka. Sfabularyzowana i podana w formie krótkich opowiadań historia przenika czytelnika do szpiku kości. Dziecięcy strach, wstyd dorastającego chłopca we wspólnej łaźni, tęsknota za mamą, bajki o chlebie opowiadane przed snem, wspólna troska o młodszych, słabszych, tych mniej samodzielnych, codzienna walka o przetrwanie, o ocalenie nie tylko życia, ale i człowieczeństwa, i dziecięcej niewinności. Każdy rozdział, każde zdanie rozdziera serce, a Bogdan Bartnikowski nie oszczędza czytelnika serwując mu kilka naprawdę mocnych i wstrząsających obrazów. Napisane lapidarnym, po dziecięcemu prostym językiem „Dzieciństwo w pasiakach” trzeba znać. Nie, że można. Trzeba. Po to, „Aby nasze dzieci nigdy nie musiały patrzeć na świat zza obozowych drutów”.

♥ ♥ ♥
Bogdan Bartnikowski, Dzieciństwo w pasiakach, wyd. Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau, Oświęcim 2009. 
 
„Dobranoc, Auschwitz” to reportaż, który pochłania się w ekspresowym tempie. 5 bohaterów, 5 niezwykłych historii. Józef Paczyński jest rozgadany i otwarty. Przybył do Auschwitz z pierwszym transportem. Był fryzjerem komendanta Rudolfa Hössa. Na pytanie, czemu nie poderżnął mu gardła, musiał odpowiadać do końca życia. Karol Tendera został zakażony tyfusem w ramach eksperymentu medycznego. Przez lata chętnie spotykał się z młodzieżą, żeby opowiadać o swoich doświadczeniach. Natomiast Marceli Godlewski i Stefan Lipniak są cisi i wolą pozostać w cieniu, mówić o tym co było po wojnie, a nie w jej trakcie. Ten pierwszy uciekł z obozu przy pierwszej nadarzającej się okazji, a drugi spędził za drutami 44 miesiące. Z kolei Lidia Maksymowicz trafiła do obozu jako trzyletnie dziecko. Wylękniona dziewczynka musiała stać się niewidzialna, żeby umknąć uwadze doktora Mengele.
Aleksandra Wójcik i Maciej Zdziarski nie tylko wysłuchali historii swoich bohaterów, ale także opracowali całość w taki sposób, że kolejne strony książki same uciekają pod palcami. Momentami jest strasznie, innym razem zabawnie. Lekko i przejmująco jednocześnie. Przystępna forma sprawia, że „Dobranoc, Auschwitz. Reportaż o byłych więźniach” mogą przeczytać nawet czytelnicy, którzy z wyboru unikają książek o tematyce wojennej.

♥ ♥ ♥
Maciej Zdziarski, Aleksandra Wójcik, Dobranoc, Auschwitz. Reportaż o byłych więźniach, wyd. Znak, Kraków 2017. 

„Ja z krematorium Auschwitz” to jedna z moich ostatnich lektur, dlatego wciąż czuję emocje pod skórą. Zaledwie 100 stron lektury wbija w fotel, choć sama relacja Henryka Mandelbauma jest w większości sucha i rzeczowa. Mężczyzna trafił do Auschwitz jako niespełna 22-letni chłopak. A ponieważ był młody i silny został skierowany do pracy w Sonderkommando, czyli do specjalnego oddziału, który zajmował się obsługą komór gazowych i paleniem zwłok w krematoriach. Igor Bartosik i Adam Willma odnoszą się do swojego rozmówcy z szacunkiem i sympatią, ale nie boją się zadawać trudnych, a nawet kontrowersyjnych pytań. Z kolei odpowiedzi Mandelbauma są do bólu szczere i precyzyjne. Całość robi kolosalne wrażenie, a emocji płynących z lektury chyba nigdy nie uda mi się z siebie strząsnąć. Publikacja „Ja z krematorium Auschwitz” została świetnie opracowana, bo uzupełniona o 193 przypisy, które pozwalają lepiej zrozumieć tło historyczne i kontekst opowieści Mandelbauma. Ponadto rzucają nowe światło na różne aspekty wypowiedzi mężczyzny, jak choćby to, dlaczego twierdzi, że podczas pracy nigdy nie widział zwłok dzieci.
„Ja to palenie, wyrywanie zębów mam codziennie ze sobą. Chodzę z tymi obrazami, jem, śpię, tańczę, śpiewam. Tego się nie da wymazać. Mam to we krwi, w całym ciele.”
♥ ♥ ♥
Igor Bartosik, Adam Willma, Ja z krematorium Auschwitz. Rozmowa z Henrykiem Mandelbaumem byłym więźniem Sonderkommando w KL Auschwitz, wyd. Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau, Oświęcim 2017. 

Reportaż Lidii Ostałowskiej „Farby wodne” w dużej mierze poświęcony jest zagładzie Romów, czyli kwestii, o której mówi się stosunkowo rzadko. Co prawda w Muzeum Auschwitz-Birkenau to właśnie wystawa poświęcona Romom jest jedną z najciekawszych, ale trzeba być na miejscu, żeby ją zobaczyć. W reportażu fragmenty dotyczące prześladowania Romów są najmocniejszą stroną publikacji, tym bardziej, że pani Ostałowska mocnym głosem upomniała się o pamięć mniejszości narodowych, które również ginęły w obozie, a których losy są najczęściej pomijane na tle Holocaustu. Historia Diny Gottliebovej mocno zapada w pamięć, szczególnie jeśli ktoś widział na żywo jej akwarele, o których mowa w tekście. Portrety Cyganów, na których przeprowadzano eksperymenty medyczne, powstały na zlecenie doktora Mengele. Talent ocalił Dinie życie. Jej prace również cudem ocalały i w końcu trafiły pod opiekę muzeum KL Auschwitz-Birkenau. W pewnym momencie malarka zażądała zwrotu swoich akwareli.
„Farby wodne” to napisany z chirurgiczną precyzją reportaż. Szalenie interesujący, wielowątkowy i bolesny tekst Lidii Ostałowskiej zmusza do myślenia i przewartościowania swoich poglądów, a także nie daje o sobie zapomnieć nawet wiele lat po lekturze.

♥ ♥ ♥
Lidia Ostałowska, Farby wodne, wyd. Czarne, Wołowiec 2011.

Można przeczytać większość publikacji okołowojennych, siedzieć w temacie po uszy, a po lekturze tomu „Oskarżam Auschwitz” czytelnikowi trudno będzie się pozbierać i wrócić do normalności. Książka Mikołaja Grynberga to zapis rozmów z dorosłymi dziećmi z drugiego pokolenia ocalałych z Zagłady. Z tymi, którzy odziedziczyli traumę obozów śmierci, żyli w domach przesyconych wojennymi wspomnieniami albo zatopionych w złowrogiej ciszy. W domach, w których nie wolno chorować i zawsze trzeba zjadać wszystko z talerza. I te dorosłe dzieci żyją rozdarte na pół, a za zło mieszkające z nimi w dzieciństwie oskarżają Auschwitz.
„Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne” to książka przejmująca, wstrząsająca i straszna. Warsztatowo doskonała. Zimna i chropowata, ale też pełna empatii i zrozumienia. Jedna z najważniejszych, jakie przeczytałam w życiu.
„To jest właśnie kwintesencja drugiego pokolenia. Nie ma do kogo się odezwać, bo wokół jest pusto. To jest mój Holokaust. Odziedziczona pustka.”
♥ ♥ ♥
Mikołaj Grynberg, Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne, wyd. Czarne, Wołowiec 2014. 


Nie jestem zwolenniczką powieści pisanych na podstawie autentycznych wydarzeń. Tym bardziej historia tak wyjątkowej kobiety jaką była Stanisława Leszczyńska, aż prosi się o opowieść non-fiction. I choć naprawdę wolałabym, żeby „Położna z Auschwitz” była reportażem, to muszę przyznać, że Magda Knedler spisała się na medal. Jej powieść jest autentycznie wciągająca i przejmująca, napisana ładnym, literackim językiem, a przy tym bardzo wiarygodna historycznie. Pisarka nie tylko zebrała mnóstwo materiałów, na których się wzorowała tworząc opowieść o Leszczyńskiej, a także konsultowała swoją pracę z Teresą Wontor-Cichy z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Kim była tytułowa położna? Kobietą skromną, dobrą i niewyobrażalnie odważną, która na pierwszym miejscu zawsze stawiała drugiego człowieka. W Auschwitz odebrała ponad 3 tysiące porodów, podczas których nie zmarła żadna kobieta i ani jedno dziecko. Sprzeciwiła się rozkazom doktora Mengele i odmówiła zabijania noworodków. Co działo się później z tymi najsłabszymi jest już osobną kwestią, ale o historiach położnic również opowiada Magda Knedler. Mnóstwo tu scen i mikroopowieści, które chwytają ze serce, poruszają i wyciskają łzę z oka, a przy tym dają nadzieję na to, że można ocalić w sobie człowieczeństwo nawet będąc w samym centrum piekła. Czytajcie, bo o Stanisławie Leszczyńskiej nie wolno zapomnieć.
 
♥ ♥ ♥
Magda Knedler, Położna z Auschwitz, wyd. MANDO, Kraków 2020.

Komentarze


Photobucket        

Mój Instagram