David Attenborough kończy dzisiaj sto lat! Sto lat! Jak uczcić ten dzień? Najlepiej książką. „Na ścieżkach życia. Historia naturalna zachowania zwierząt” to pozycja tak samo wyjątkowa i wyrafinowana jak jej autor. Szalenie ciekawa i wciągająca, gwarantująca nie tylko dawkę konkretnej wiedzy, ale także będąca idealną comfort book.
„To za dużo dla mnie” Darko Cvijetić, czyli ostatnia z bałkańskich opowieści o krzywdzie i traumie, okazała się dla mnie najtrudniejsza w odbiorze. Podobna, poszatkowana narracja, krótkie rozdziały, poezja wpleciona między grozę wojennej codzienności – to wszystko znamy z poprzednich powieści autora. Jednak tutaj jeszcze głośniej wybrzmiewa temat winy i kary oraz pamięci, która ocala, ale jest też przekleństwem.
Druga powieść Darko Cvijetića jest jeszcze bardziej wstrząsająca niż pierwsza. W „Windzie Schindlera” dostaliśmy scenki z życia i umierania mieszkańców jednego wieżowca, skupiające jak w soczewce losy ludzi uwikłanych w wojnę domową. Natomiast „Czemu na podłodze śpisz” to już opowieści z pola walki, z wojny, która nie odpuszcza nikomu i z domu, bo przecież zawsze jest jakiś dom, w którym ludzie czekają i trwają zawieszeni pomiędzy światami.
„Winda Schindlera” Darko Cvijetića to powieść wstrząsająca w swojej wymowie, napisana na smutno, choć zwyczajnie, jakby autor, a trochę też bohater tej książki, nie miał sił tłumaczyć. Z resztą czy to co wydarzyło się na Bałkanach da się wyjaśnić? Czy do jakiejkolwiek wojny da się znaleźć racjonalne usprawiedliwienie? Można co najwyżej opowiadać, żeby to wszystko nie popadło w zapomnienie.
Pomyliłam się, nie pierwszy nie ostatni raz. Wydawało mi się, że jeśli Radek Rak napisze książkę dla niedorosłych, to będzie ona podobna do reszty jego powieści - pełna tajemnic, strachów, magicznych postaci, nieoczekiwanych wydarzeń, ludowych bajań i fantazji tak wspaniałych, że dech zapiera. Natomiast „Maja i czas motyli” to historia bardzo realistyczna, życiowa i pulsująca od emocji. Znów zakręciło mi się w głowie i dałam się ponieść magii, jednak tym razem tej prawdziwej, przyrodniczej, a nie wyobrażonej.
Historia chrześcijan w Strefy Gazy to ponad dwa tysiące lat trwania w miejscu od wieków naznaczonym konfliktami i burzliwą historią regionu. Nie potrafię myśleć o tym miejscu i cierpieniu ludzi bez smutku, bólu i złości, bo to wszystko co tam się dzieje, zwyczajnie nie mieści mi się w głowie, dlatego z drżącym sercem sięgałam po tomik „Chrześcijanie w Strefie Gazy. Zapomniana historia”. Jednak Georg Rowekamp nie gra na emocjach czytelnika i zachowując pełen profesjonalizm opowiada o bogatej i wieloaspektowej historii miasta Gaza.
Jako właścicielka uroczego Kozimierza nie mogłam przejść obojętnie obok książki, w której pojawiają się kozy! „Gracja Koziołek. Mam przechlapane” Justyny Drzewickiej to szalona, pełna przygód i humoru powieść dla dzieciaków, choć gwarantuję, że osobowość Gracji rozbroi również wszystkich dorosłych czytelników.
Pismo Święte to prezent na całe życie, nie tylko na I Komunię Świętą. Dziś chyba trochę niedoceniany i zastępowany rożnymi atrakcjami, a przecież słuchanie Słowa Bożego to najprostszy sposób, żeby zbliżać się do Boga. Różnych wydań najważniejszej Księgi jest mnóstwo, sama mam w domu Biblię w kilku rożnych wersjach, dlatego tak naprawdę wystarczy wybrać tę edycję, która ma szansę najbardziej spodobać się dziecku, a później zachęcać je do lektury i rozbudzać ciekawość Słowem. Bo żadna, nawet najpiękniejsza Księga nie przyniesie efektu, jeśli nie będzie czytana.
Pokochałam Carla niemal od pierwszej chwili, choć oboje wiemy, że
początek był nieco chłodny. A jednak tej kędzierzawy dzieciak z
łatwością zdobył moje serce. Jest coś pokrzepiającego w świadomości, że
nasze pociechy mają takiego patrona jak Carlo, że można im stawiać za
wzór chłopaka, który był taki jak oni, zwyczajny, lubiący sport,
komputer i wycieczki z rodzicami. A przy tym wierzył do głębi i
konsekwentnie podążał swoją drogą. W publikacji „Eucharystia moją
autostradą do nieba. Pierwsza Komunia święta z Carlem Acutisem” odbija
się serce Carla, skromne, pokorne i pełne żywej wiary w dobrego Boga.
Mam w domu dziesięcioletniego historyka, który zna tyle rożnych opowieści, że trudno go czymś zaskoczyć, a jednak Igorowi Banaszczykowi się udało! Polska kotami stoi i jak się okazuje, to właśnie miauczące sierściuchy miały największy wspływ na rozwój kraju nad Wisłą. To nie moje bajania, a udowodniona naukowo wiedza, opublikowana w książce „Jak koty Polskę zbudowały”, a wiadomo, że jak coś jest w książce, to musi być prawdziwe!
Rozmowa Wojciecha Bonowicza z ks. Michałem Hellerem to spotkanie dwóch światów, które się uzupełniają i tworzą całość, w której czytelnik może się przejrzeć, odnaleźć własne myśli i doświadczenia. Jednocześnie „Siedem ważnych słów” to publikacja rocznicowa, bo wydana przy okazji 90-tych urodzin ks. Michała Hellera.
Znacie ten żart, że stary chłop nigdy nie jest tak stary, jak stara baba? Albo tę scenę z serialu, kiedy Katarzyna Herman z Adamczychy woli zostać spalona na stosie jako czarownica, niż nazwana starą babą? O tym samym, czyli dorastaniu i nieuchronnej kobiecej starości, w przewrotny sposób opowiada Karolina Lewestam w fenomenalnych „Szmatach”.
Lektura książki „Uzdrawiające rany” bp Erika Vardena, trapisty i biskupa Trondheim, nie należy do najłatwiejszych. Wymagająca jest zarówno tematyka, jak i medytacyjna forma, która sprawia, że przez tekst nie da się szybko przepłynąć. Cisza i skupienie są niezbędne, żeby czerpać z tej publikacji pełnymi garściami, współodczuwać i wkroczyć na drogę wewnętrznego uzdrowienia.
Książki o. Tadeusza Kotlewskiego SJ to prawdziwe perełki. Niewielkie, ale konkretnie, napełnione treścią po brzegi, przesiąknięte empatią i mądrością wynikającą z kapłańskiego doświadczenia księdza jezuity. Nie inaczej jest w przypadku tomiku „Razem czy osobno. Stworzeni do wspólnoty”, w którym autor podejmuje temat życia we wspólnocie.
Trudno uwierzyć, że od śmierci ks. Jana Kaczkowskiego minęło już 10 lat. Tomik „Nadzieja. Słowa na pożegnanie” to książka rocznicowa i wspomnieniowa, pozwalająca przypomnieć sobie słowa charyzmatycznego kapłana.
Ostatnio siedzi mi w głowie motyw drogi, zarówno w wersji życiowej, chrześcijańskiej, egzystencjalnej, książkowej, a nawet muzycznej. One wszystkie łączą się ze sobą, splatają i tworzą pewnego rodzaju całość. Na ścieżkach życia warto szukać mądrych przewodników i na takich właśnie udało mi się trafić, a byli to ks. Piotr Pawlukiewicz i ks. Krzysztof Grzywocz.
„Sangoma. Przeklęci z Kapsztadu” to kolejny świetny komiks duetu Férey/Rouge, który zapewnia czytelnikowi kilka chwil niezobowiązującej rozrywki, a także po cichu szturcha go moralnie i każe zastanowić się nad kondycją współczesnego świata i człowieka.
Ostatnio trafiła do mnie książeczka „Przegrana kariera - wygrane życie” z rozważaniami Drogi krzyżowej ze św. Bogumiłem autorstwa ks. Jerzego Jastrzębskiego. Księdza Jerzego znam dobrze z publikacji o ks. Popiełuszce, natomiast wielkim zaskoczeniem okazał się Bogumił, święty z XII wieku, którego rok obchodzony jest obecnie w diecezji włocławskiej.
Motyw życia jako drogi nie jest ani nowy, ani odkrywczy. W zasadzie przez cały czas odkąś zmierzamy, spotykamy ludzi, podejmujemy decyzje. Jak się w tym wszystkim nie pogubić? W wierszu „Jak się nazywa” ks. Jan Twardowski pocieszał, że „jeśli nie wiesz dokąd iść sama cię droga poprowadzi”. A jednocześnie nieustannie podrzucał swoim czytelnikom przeróżne drogowskazy, znaki ufności i podpowiedzi, którymi mogliby się kierować na ścieżkach życia. Zebrane w tomiku „Co wybieram? Rozmyślania w drodze” stanowią piękną i inspirującą lekturę na każdy czas.
Jako dziecko z pokolenia milenialsów przeżyłam już kilka końców świata, dlatego lubię klimat postapo w literaturze i filmie. Co prawda do tej pory nie powstało nic genialniejszego ponad „Drogę” Cormaca McCarthy’ego i nie zapowiada się, żeby komuś udało się doskoczyć do poprzeczki zawieszonej przez amerykańskiego pisarza, ale próbować zawsze warto. Jednym z takich próbnych i całkiem udanych dzieł jest „Islander. Wygnanie” Caryla Férey’a.
Ocieram dziś łezki wzruszenia, bo oto trzymam w dłoniach mój dymny patronat - zwieńczenie „Trylogii różanej” autorstwa Jagody Kwiecień. Powieść „Daruj nadzieję” znów ogrzewa serduszko, wywołuje uśmiech i napełnia czytelnika pewnością, że bez wiary, nadziei i miłości życie nie miałoby sensu.
Nie będzie już w tym roku książki z lepszym tytułem. „Ta kurewska miłość” i ta różowa okładka natychmiast poprawiają humor i sprawiają, że najnowszy tomik od Wydawnictwa Afera od razu chce się czytać.
Zanim sięgnęłam po tomik „Zraniony uzdrowiciel. Kapłan we współczesnym świecie” byłam przekonana, że to książka tylko dla osób duchownych, dlatego tak wielkim zaskoczeniem było dla mnie, że cokolwiek na temat księży pojawia się dopiero mniej więcej w połowie lektury.
Bird-watching, nazywany u nas ptasiarstwem, na całym świecie cieszy się dużą popularnością. Tęsknimy za naturą i jej kojącymi właściwościami, a obserwowanie ptaków, choć pozornie nudne, wspaniale wycisza i niesie ze sobą mnóstwo pozytywnych emocji. Z takiej właśnie pasji, ciekawości i chęci zrozumienia pierzastych stworzeń wyrosła książka „Społeczne życie ptaków” autorstwa Joan E. Strassmann, profesor biologii na Uniwersytecie Waszyngtońskim oraz miłośniczki i wytrawnej podglądaczki ptaków.
Pojechała do beskidzkiego lasu nad Wisłokiem z miłości. Z miłości do tego miejsca i do brata. Data również nie była przypadkowa, bo w tym dniu przypadały jego 60. urodziny. Wanda Półtawska chciała powspominać i pomodlić się, odprawić Drogę Krzyżową, ale nie miała sił, żeby wyjść na górę. Sama przed sobą tłumaczyła się nadmiarem bólu, dlatego dopiero następnego dnia ruszyła trasą, którą tak dobrze znała i kochała.
„Teologia i Wszechświat” ks. Michała Hellera, to prawdziwe czytelnicze wyzwanie, szczególnie dla kogoś, kto zawsze wyżej cenił czucie i wiarę nad mędrca szkiełko i oko. I nie chodzi nawet o rozdźwięk między wiarą a nauką, bo autor skutecznie przekonuje, że między nimi istnieje nić porozumienia, ale o tematykę, która dla mnie okazała się naprawdę wymagająca.
Nie ma przypadków. Książka „40-dniowy post od mediów społecznościowych” trafiła do mnie w momencie, kiedy bardzo dużo rozmyślałam na temat mojej działalności w sieci i obecności w mediach społecznościowych. Wendy Speake pomogła mi uporządkować myśli, odpowiedziała na wiele różnych wątpliwości oraz udowodniła mi, że post od mediów społecznościowych jest potrzebny i jest jak najbardziej wykonalny.
Zadziwiła mnie publikacja „Spotkania na drodze krzyżowej”, bo choć czytam ks. Jana Twardowskiego od ponad ćwierć wieku, to po raz pierwszy trafiłam na rozważania drogi krzyżowej autorstwa drogiego ks. Jana. Fioletowy tomik, to nowe wydanie książki, która pierwotnie ukazała się w 1997 r., a zamieszczone w niej teksty zostały wyłuskane z nabożeństw, które ks. Twardowski odprawiał u Sióstr Wizytek w latach 1965-1996.
Śliczna – to była moja pierwsza myśl po przeczytaniu tomiku „W brzozowym zagajniku: Jeż Hubert” Jadwigi Paszko. W tym przymiotniku mieści się nie tylko zachwyt nad wizualnymi walorami książeczki, ale też nad mądrym przesłaniem i przyjemnym ciepłem, rozchodzącym się w okolicach serducha.
Od czasu serii „Upalne lato” jestem wielbicielką książek Katarzyny Zyskowskiej. Czytałam wszystkie. Niestety „Mrok jest po naszej stronie” to najsłabsza powieść autorki od lat. Co prawda research jest imponujące, a tło historyczne drobiazgowe i bardzo wiarygodne, ale wszystko rozjeżdża się na etapie fabuły, która mniej więcej w połowie zaczyna nużyć, a także w braku chemii między bohaterami.
Tytuł publikacji „Powstać z ciemności” może być trochę mylący, bo to nie jest lektura jedynie na czas życiowych ciemności. To książka na codzienne szarości i różne smutki, które mamy w życiu. Ojciec Benedict J. Groeschel CFR wyciąga do czytelnika pomocną dłoń, pokazuje jak rozwiać mrok i przynosi ze sobą światełko nadziei.
Pierwszy tom biografii Chopina pióra Alana Walkera był fenomenalny, a drugi jest jeszcze lepszy, bo i w życiu Fryderyka więcej się dzieje. Jego gwiazda błyszczy na paryskim niebie, kolejne kompozycje sypią się spod palców, życie towarzyskie kwietnie, a romans zamienia się w miłość. Ale to też czas choroby wyniszczającej zdrowie, zmagań z samym sobą, trudnych wyborów życiowych i codziennych smutków.
W swojej prozie Bianca Bellová nie nadużywa słów, a jej powieści są idealnie wyważone i skonstruowane tak, żeby przez długi czas po lekturze zaprzątać myśli czytelnika. Nie inaczej jest w przypadku najnowszego tomiku opowiadań „Takie urywki”, którym Czeszka udowadnia swoją literacką klasę.
Na mocy specjalnego dekretu papieża Leona XIV od 10 stycznia rozpoczął się w Kościele Rok św. Franciszka. Jest to doskonała okazja do otrzymania odpustu zupełnego dla siebie lub osoby zmarłej, ale też pretekst do przyjrzenia się z bliska samemu świętemu oraz jego naśladowcom. Jednym z nich był ojciec Jacek Filipiak, niepozorny zakonnik, który ponad sto lat temu zapisał się w sercach ludzi i współbraci.
Odchorowałam tę książkę. Wiedziałam o czym będzie, z resztą czytałam inne publikacje o ludzkiej niegodziwości, a jednak szkolne wspomnienia Charlesa Spencera wstrząsnęły mną tak bardzo, że w nocy budziły mnie koszmary.
„Pamięć drzewa” Tiny Valles to książka na jeden wieczór. Ładna, intymna i niespieszna opowieść o zwykłej rodzinie, która staje w obliczu choroby i jakoś próbuje sprostać nowej rzeczywistości.
Dziś niedziela Słowa Bożego, a więc idealna okazja, żeby pokazać Wam dwie okolicznościowe publikacje. Pierwsza z nich, to „Ewangelia 2026. Słowo na każdy dzień”, czyli kolejna edycja znanej i lubianej publikacji, w której znajdziemy Ewangelię na każdy dzień wraz z krótkim komentarzem. Ten tomik to już klasyk i jedna z moich najulubieńszych książek, która towarzyszy mi w mojej codzienności od kilku lat.
Jak zawsze zimą wracam w góry najwyższe. Tym razem sięgnęłam po „Broad Peak. Niebo i piekło” Bartka Dobrocha i Przemysława Wilczyńskiego. Od początku widziałam, że to będzie dobra książka, ale nie spodziewałam się, że zrobi na mnie aż tak wielkie wrażenie.
Dokładnie 20 lat temu ks. Jan Twardowski wymknął się naszym oczom. O śmierci zawsze mówił jak o momencie przejścia, zdjęciu jednej koszuli, żeby założyć następną. Bez niej życie byłoby banałem. Przyszła po niego punktualnie, choć jak zawsze nie w porę. Jednak pamiętając, że „śmierć miłość od śmierci ocala” czuję dziś przede wszystkim wdzięczność za życie mojego najukochańszego księdza, którego wiersze czytam praktycznie całe życie.
„Babunia” Ivany Gibovej to książka-zmyłka, która wali kapciem z biedronką prosto między oczy. Domowym obuwiem odmierza się upływający czas od jednego końca dzieciństwa do kolejnego, bo wbrew pozorom słowacka pisarka nie snuje opowieści o rodzinnym cieple, ale o domu, który niszczy, zamiast dawać oparcie.
W 2025 r. wróciłam do pisania ręcznego i mówiąc szczerze niewiele rzeczy sprawiało mi tyle radości co ta prosta czynność. Odkurzyłam mój notatnik z cytatami z książek i większość z tego, co chciałabym zapamiętać przepisałam do mojego skórzanego brulionu. Miniony rok zdominowały w zasadzie cztery książki, to w nich zaznaczałam najwięcej fragmentów i to one najbardziej mnie poruszyły, dlatego i tutaj postanowiłam się skupić tylko na tych tytułach, bo kto mi zabroni. :)
Kolejny rok minął mi na czytaniu książek. W 2025 r. znów byłam w formie i chętnie sięgałam po różne gatunki literackie, wspomagałam się audiobookami, które zajęły miejsce ebooków, po zakończeniu abonamentu na jednej z platform. Okazało się, że słuchanie książek sprawia mi nie mniejszą frajdę niż ich czytanie, a głos lektora potrafi podbić wrażenia z lektury o kilka oczek. Równie regularnie korzystałam z zasobów miejskiej biblioteki, sięgałam po zaplanowane tytuły, a czasem przynosiłam do domu coś zupełnie przypadkowego. Finalnie udało mi się przeczytać 114 rożnych książek, co spełnia moje ambicje, gdyż moja osobista poprzeczka jest ustawiona na wysokości 100 tytułów rocznie.