Jestem zagubionym aniołem - Jordi Lafebre (recenzja)

Pamiętam, że po lekturze komiksu „Jestem ich milczeniem” Jordiego Lafebre pomyślałam, że chętnie spotkałabym się z Evą jeszcze raz, na kartach innej opowieści. I oto jest! „Jestem zagubionym aniołem” to druga część perypetii sympatycznej psycholożki, która znów pakuje się w tarapaty.


U Evy niewiele się zmieniło. Zmarłe krewne wciąż za nią chodzą i komentują wszystkie wydarzenia, a sama Eva nadal przyciąga kłopoty jak magnes. Tym razem dziewczyna zostaje zatrzymana na miejscu zbrodni, a ponieważ musi złożyć zeznania, z odsieczą przybywa doktor Llulla. Jak to możliwe, że Eva wmieszała się w sprawy neonazistów? Przeczytajcie sami, bo to opowieść tak samo nieprawdopodobna jak sama bohaterka komiksu. 

Jeśli na początku pojawia się cytat z Indiany Jonesa, to mus być dobra historia. Prawda? Tak założyłam, jednak rzeczywistość nieco rozminęła się z oczekiwaniami. Sama zagdaka kryminalna nie jest ani przesadnie ciekawa, ani skomplikowana, ani tajemnicza. Ot, zwykła zagwozdka, którą z łatwością można rozgryźć. Pod tym względem zero zaskoczeń. A jednak całość nie rozczarowuje, gdyż Eva kradnie swoją osobą całe show, jest motorem napędowym scenariusza oraz najjaśniejszym punktem na każdej planszy. 


Bohaterka Jordiego Lafebre jest tak samo nietuzinkowa i błyskotliwa, jak poczucie humoru autora. Te dwa atuty sprawiają, że komiks czyta się z lekkością i przyjemnością, choć pozorne tajemnice wcale tajemnicze nie są, a wątek kryminalny jest naciągany. A jednak urokowi Evy nie sposób się oprzeć, widmowe ciotki rozbrajają każdą sytuację, a fragmenty związane z miłosnymi sprawkami pani psycholog są tak rozkosznie zabawne, że czytałam je z szerokim uśmiechem na twarzy. Z resztą odpowiednią robotę robi tu warstwa wizualna komiksu, gdyż kadry są dynamiczne i żywe, Barcelona piękna i łatwa do rozpoznania, a mimika postaci podbija odbiór całości o kilka oczek. 

„Jestem zagubionym aniołem” to pod względem fabularnym komiks najwyżej średni, ale sama bohaterka i cała otoczka wokół sprawiają, że album w przedziwny sposób trafia do serduszka, bawi i rozgrzewa wnętrze, bo Jordi Lafebre nie bagatelizuje problemów Evy, ale też nie pozwala, żeby były tym, co determinuje jej egzystencję i w wyjątkowo lekki sposób pozwala wierzyć, że nawet będąc obarczonym jakąś chorobą psychiczną lub zmagając się z trudnymi epizodami, można cieszyć się życiem i czerpać z niego garściami. I z tym optymistycznym akcentem Was zostawię. 

♥♥♥ 
Jordi Lafebre, Jestem zagubionym aniołem (tyt. oryg. Je suis un ange perdu), wyd. Non Stop Comics, tłum. Jakub Syty, Katowice 2026. 



Sangoma. Przeklęci z Kapsztadu – Caryl Férey (recenzja)

„Sangoma. Przeklęci z Kapsztadu” to kolejny świetny komiks duetu Férey/Rouge, który zapewnia czytelnikowi kilka chwil niezobowiązującej rozrywki, a także po cichu szturcha go moralnie i każe zastanowić się nad kondycją współczesnego świata i człowieka.

Islander, 1. Wygnanie – Caryl Férey (recenzja)

Jako dziecko z pokolenia milenialsów przeżyłam już kilka końców świata, dlatego lubię klimat postapo w literaturze i filmie. Co prawda do tej pory nie powstało nic genialniejszego ponad „Drogę” Cormaca McCarthy’ego i nie zapowiada się, żeby komuś udało się doskoczyć do poprzeczki zawieszonej przez amerykańskiego pisarza, ale próbować zawsze warto. Jednym z takich próbnych i całkiem udanych dzieł jest „Islander. Wygnanie” Caryla Férey’a.

Hiob oraz Apokalipsa – recenzja komiksów

Zawsze z przyjemnością sięgam po komiksy, bez względu na gatunek. Obyczajowe, przygodowe, horrory, kryminały, te dla dzieciaków lub typowo dla dorosłych – biorę! Jednak opowieści graficzne na podstawie Biblii za każdym razem są dla mnie zaskoczeniem, choć czytałam już kilka tego typu tytułów. I nie chodzi o to, że nie podoba mi się przerabianie na komiks Pisma Świętego, bo podoba, ale jakoś nie przestaje mnie to zadziwiać w pozytywny sposób. Ostatnimi czasy przeczytałam dwie tego typu publikacje – „Hioba” i „Apokalipsę”.

Władca much - Aimée de Jongh, William Golding (recenzja)

Komiksowe adaptacje klasycznych dzieł literackich cieszą się coraz większą popularnością. Ja również lubię zaglądać do obrazkowych wersji znanych i cenionych powieści, dlatego komiks na podstawie „Władcy much” Williama Goldinga od początku wzbudził moją ekscytację, tym bardziej, że adaptacji podjęła się wspaniała Aimée de Jongh.

Nie puszczaj mojej dłoni - Fred Duval, Michel Bussi, Didier Cassegrain (recenzja)

Komiks kryminalny z mocno zarysowanym wątkiem obyczajowym? Nie pogardzę. „Nie puszczaj mojej dłoni” doskonale wpasowuj się w mój gust, zarówno w warstwie fabularnej, jak i wizualnej. Prawdę mówiąc ilustracje są nawet lepsze, niż opowieść snuta na kartach komiksu.

Radiant Black Tom 1 (Nie tak) sekretne pochodzenie – Kyle Higgins (recenzja)

Od bardzo dawna nie czytałam żadnego komiksu superhero i nawet brakowało mi przygodówki tego typu, bo pierwszy tom „Radiant Black” sprawił mi mnóstwo czytelniczej frajdy i przypomniał za co lubię opowieści o superbohaterach.

Ladies with Guns 3 – Olivier Bocquet, Anlor (recenzja)

„Ladies with Guns” znów rozrabiają.Panie wpadły w prawdziwe tarapaty, choć przecież już wcześniej nie miały łatwo. Dla nich smuteczek, dla nas jeszcze więcej rozrywki, uśmiechu i wybuchów.

Pożeracze Nocy, tom 1: Pożeraczka nocy - Marjorie Liu i Sana Takeda (recenzja)

Patrząc na „Pożeraczy nocy” nie da się uciec od porównań do „Monstressy”. Pierwsza seria duetu Liu/Takeda była zbyt rozwlekła, za to obłędnie piękna. W „Pożeraczach nocy” kreska Takedy jest bardziej umowna i kreskówkowa, za to treść bardziej skondensowana, bo Liu musi zmieścić się w trylogii. Pierwszym tomem nowej serii obie twórczynie obiecują wiele i udowodniają, że mają jeszcze dużo do powiedzenia.

Jestem ich milczeniem - Jordi Lafebre (recenzja)

„Jestem ich milczeniem” Jordiego Lafebre to jednotomowa, zamknięta historia z mocno zarysowanym tłem obyczajowym, czyli coś, co lubię najbardziej.

Most Heksagon – Richard Blake (recenzja)

„Most Heksagon” Richarda Blake’a to jeden z najpiękniejszych komiksów jaki widziałam. Oszałamiające ilustracje zostawiają czytelnika oniemiałym z zachwytu i spychają fabułę na dalszy plan.

Cholerna sakura - Giulio Macaione (recenzja)

„Cholerna sakura” to komiks obyczajowy, który aspiruje do ambitnej historii z przesłaniem, co scenarzyście nie do końca udaje się zrealizować. Jednak nawet odrobina przewidywalności nie psuje efektu końcowego oraz nie odbiera uroku opowieści snutej przez Giulio Macaione.

Pewnego razu we Francji – Fabien Nury (recenzja)

Jeśli miałam jeszcze jakieś złudzenia jeśli chodzi o tę kanalię Josepha Joanovici, to drugi tom „Pewnego razu we Francji” ostatecznie je pogrzebał.

Ladies with Guns 2 - Olivier Bocquet (recenzja)

„Ladies with Guns” powracają. Są tak samo zdesperowane i jeszcze bardziej zdeterminowane, żeby wyjść cało z opresji, a to oznacza mnóstwo akcji, wybuchów i kobiecej solidarności. Słaba płeć? Nie tym razem!

„Falconspeare”, czyli uroczo-nostalgiczny komiks o potworach

„Falconspeare” to trzeci tom serii stworzonej przez Warwicka Johnsona-Cadwella i Mike’a Mignoli (tutaj jego udział jest tylko gościnny). Poszczególne tomy można czytać niezależnie od siebie, jednak każdy z nich jest tak urokliwie mroczny, że wato ucieszyć się znajomością całości.

Ludzka twarz katastrofy, czyli „Fukushima. Kronika wypadku bez końca” Bertranda Galica

Komiks non-fiction? Tego jeszcze nie znałam. „Fukushima. Kronika wypadku bez końca” wygląda imponująco i faktycznie robi wrażenie w warstwie fabularnej i wizualnej. Forma fabularyzowanego reportażu w połączeniu z obrazami pozwala jeszcze lepiej wczuć się w emocje bohaterów oraz poczuć grozę dni, które w marcu 2011 r. wstrząsnęły światem.

O zdrowiu psychicznym w wersji dla dzieci, czyli „Kurzol. Strach się bać!” Bogusia Janiszewskiego

Czekałam na powrót Kurzola i w końcu jest! Tomik „Kurzol. Strach się bać!” Bogusia Janiszewskiego jest jeszcze lepszy niż pierwszy tom serii. A może to po prostu poruszony temat jest ważniejszy?

Mają broń, a nie mają wyjścia, czyli „Ladies with Guns” Oliviera Bocqueta

„Uważajcie, bo mają broń, a nie mają wyjścia”. Przypomniałam sobie słowa Ryszarda Kapuścińskiego w trakcie lektury komiksu „Ladies with Guns” Oliviera Bocqueta. Co prawda z bronią u pań kiepsko, ale faktycznie nie mają wyjścia, dlatego łamią wszelkie możliwe konwenanse i robią rozpierdziel, że aż miło.

Moralne rozkminy z wojną w tle, czyli „Pewnego razu we Francji” Fabiena Nury

„Pewnego razu we Francji” to komiks, który opiera się na postaci historycznej, choć jego fabuła jest fikcją literacką czepiącą garściami z prawdziwych wydarzeń. 

Queenie. Matka chrzestna Harlemu, czyli lapidarna opowieść o królowej mafii

Patrzę na okładkę komiksu „Queenie. Matka chrzestna Harlemu” i od razu słyszę jak olśniewająca Queen Latifah śpiewa „When you're good to Mama, Mama's good to yooooooooou!” Skojarzenie z silną i bezkompromisową kobietą, która trzyma za mordę pół świata jest nieprzypadkowe, bo scenariusz Aurelie Levy to oparta na faktach opowieść o Stephanie Saint-Clair - biednej pokojówce, która wyrosła na trzęsącą Harlemem królową mafii.