Szmaty - Karolina Lewestam (recenzja)

Znacie ten żart, że stary chłop nigdy nie jest tak stary, jak stara baba? Albo tę scenę z serialu, kiedy Katarzyna Herman z Adamczychy woli zostać spalona na stosie jako czarownica, niż nazwana starą babą? O tym samym, czyli dorastaniu i nieuchronnej kobiecej starości, w przewrotny sposób opowiada Karolina Lewestam w fenomenalnych „Szmatach”.


Autorka snuje opowieść o swoich matkach, czyli kobietach blisko związanych z jej matką, które angażowały małoletnią Karolinę w swoje życie, ciągały po dolnośląskich lumpeksach, gadały o przeszłości, dzieliły się codziennością i na wspólnych barkach niosły życie, mężów, dzieci i Wielką Kupę Ubrań. W oczach nastolatki one wszystkie były starymi babami, a przecież żadna dziewczyna nie chce doczekać do tego momentu i każdej wydaje się, że jak dorośnie, będzie zupełnie inna. Zrozumienie przyszło z wiekiem, własnym starobabieństwiem i potrzebą opowiadania o tym wszystkim, z czym zmagamy się jako kobiety, ze zgodą na własny los, byciem matką i córką, z ciałem, które nie wiedzieć kiedy przestaje być użyteczne, a zaczyna być problemem i całą tą niewidzialną pracą opiekuńczą, którą wykonujemy, bo ktoś musi.

Dużo w tej historii tkliwości, zabaw językowych i absurdalnego humoru, który przykrywa egzystencjalną gorycz. Kobiecość w wersji Karoliny Lewestam jest stadna, nie dlatego, że jest słaba, ale dlatego, że w kupie siła. W kupie szmat, w których można grzebać i nieustannie wybierać, a które stają się babskim orężem, powodem do spotkań i do okazywania troski. W kupie, dzięki której łatwiej znosić wszystko co się przydarza, łatwiej doglądać, opiekować, odwiedzać w szpitalach, siedzieć przy łóżkach, zmieniać pieluchy, obmywać, karmić, krążyć, martwić się i gadać, bo opowiedziane przestaje być tak straszne. Brzmi smutno i trochę takie jest, a trochę nie, bo babska gromada niesie ze sobą uśmiech i nadzieję. Rozumiem to wszystko i choć nie mam tego typu wspólnotowych doświadczeń, to sympatyzuję z autorką i jej matkami. Myślę, że to też kwestia pokolenia i lawiny wspomnień, wywołanych przez lekturę.

„Szmaty” to nietypowe połączenie powieści i eseju, gdzie sama opowieść jest ważniejsza, niż formalności„Szmaty” to nietypowe połączenie powieści i eseju, gdzie sama opowieść jest ważniejsza, niż formalności. Do końca nie wiadomo co tu jest zmyśleniem i wyolbrzymieniem, a co prawdą, uformowaną przez pamięć i sentymenty. Dla czytelnika nie ma to większego znaczenia, bo hipnotyzująca narracja wciąga bez reszty i mocno uderza w miękkie i ciemne wnętrze, aktywując osobiste przemyślenia. Po lekturze musiałam wyjść z domu i rozchodzić to wszystko, o czym przeczytałam. Na koniec polały się łzy me czyste, rzęsiste – z żalu, że przerywam tę sztafetę pokoleń, bo mam syna, a nie córkę i z wielkiej ulgi, że przerywam tę sztafetę pokoleń, bo mam syna, a nie córkę. Mocna i przedziwna proza, którą długo będę nosić w myślach.

♥♥♥
Karolina Lewestam, Szmaty, wyd. Czarne, Wołowiec 2026.

Komentarze