Mrok jest po naszej stronie – Katarzyna Zyskowska (recenzja)

Od czasu serii „Upalne lato” jestem wielbicielką książek Katarzyny Zyskowskiej. Czytałam wszystkie. Niestety „Mrok jest po naszej stronie” to najsłabsza powieść autorki od lat. Co prawda research jest imponujące, a tło historyczne drobiazgowe i bardzo wiarygodne, ale wszystko rozjeżdża się na etapie fabuły, która mniej więcej w połowie zaczyna nużyć, a także w braku chemii między bohaterami.


Jak już wspomniałam do połowy ta książka jest naprawdę świetna. Ona i on poznają się w nietypowych okolicznościach i jak łatwo się domyślić - zakochują się w sobie. Hania to słodka, mądra i naiwna gąska, która ma literackie zacięcie i swoim pisaniem chciałaby zmieniać świat. Arie to wyrachowany wichrzyciel, bałamutnik i cwaniak, który wielkimi czynami chciałby zmieniać świat. Trudno o większy kontrast, a jednak tych dwoje coś do siebie przyciąga. Świat stoi u progu wojny, w Ziemiańskiej spotyka się śmietanka towarzyska, w biednych dzielnicach miasta ludzie żyją w nędzy, a w mroku czai się przeznaczenie, które splata losy dwojga młodych ludzi.

I to by było na tyle, bo im dalej w fabułę, tym gorzej. Wydaje mi się, że pani Zyskowska chciała pokazać zbyt wiele i to ją zgubiło. Jakby wykonanie nie nadążyło za pomysłami. Zamiast skupić się na kilku epizodach, które pozwoliłby uwierzyć w tych ludzi i ich dramaty, dostaliśmy poszatkowany przekrój ich wspólnej historii na przestrzeni wielu lat. To sprawia, że przeskoki w czasie są zbyt duże, a tych dwoje łączy tyle co nic. Na Hankę i Ariego patrzymy jak przez szybę, a początkowa chemia szybko znika. Bardzo trudno uwierzyć w ich uczucie, szczególnie później, kiedy wojna się kończy, on robi karierę w służbach, a ona skazana jest na jego łaskę. I nie przekonuje mnie idea miłość, która jest wieczna, pomimo wyrządzonych niegodziwości. Przecież to normalne, że ludzie zakochują się i odkochują, szczególnie kiedy spotyka ich coś złego. Nie ma we mnie romantyzmu, dlatego nie kupuję motywy miłości na śmierć i życie, która przetrwa wszystko, nawet największe zdrady. 

Jednak nawet to co jest między bohaterami można by jakoś obronić, gdyby nie fakt, że czytelnik nie dostaje wiarygodnego wyjaśnienia motywów postępowania Hani i Ariego. Może na początku można zrozumieć jej ideały i szok, który przeżywa, gdy Arie pokazuje jej smutne oblicze Warszawy. Ale on? Robi karierę w służbach, bo co? Bo coś trzeba? Zupełnie nie poczułam w nim ognia, pragnienia walki w obronie własnych przekonań i jakiegoś ślepego podążania za marzeniami o innym, lepszym świecie. Dla mnie Arie jest człowiekiem bez właściwości, który jest kim jest, nawet nie tyle z wygody, co dlatego, że tak popchnął go los. No właśnie, los… Mityczna postać przyglądającą się bohaterom zalatuje trochę „Drachem” Twardocha i jest kimś/czymś, co ma tłumaczyć motywacje bohaterów. Po co? Nie wiem. Ludzie są dobrzy albo źli, bo takie podejmują decyzje, a nie dlatego, że człapie za nimi mrok. Pewnie miało być oniryczne, fatum i te sprawy, jednak dla mnie to puste usprawiedliwienie czynów Ariego. 

Na koniec jeszcze jeden niepotrzebny wątek, czyli sprawa matki Hanny. Kim była i czemu wokół tej postaci jest tyle tajemnic? Tego się nie dowiemy. Po niej dziewczyna ma żydowską urodę, choć domniemane korzenie matki są bardziej skomplikowane, co sprawia, że służąca w domu Ariego rzuca w kierunku Hanki klątwo-przepowiednią. Czy to będzie miało jakiś wpływ na przyszłość? Nie. No niby tak, bo można by to jakoś dopasować, ale tak naprawdę to nie. O wiele bardziej interesujące jest to, czy uroda Hanki miała wpływ na jej wojenne losy. Czy była przeszkodą? Czy kobieta otarła się o śmierć, bo ktoś wziął ją za żydówkę? Tego się nie dowiemy, a kwestia matki to tylko jedna z małych przeszkadzajek fabularnych, zupełnie bez związku z resztą wydarzeń. 

Marudzę, bo znając pióro pani Zyskowskiej, jej talent do snucia opowieści i umiejętność kreowania bohaterów, a szczególnie bohaterek, które angażują wszystkie emocje, oczekiwałam czegoś zupełnie innego. Jednak wszystkie moje narzekania nie zmienią faktu, że autorka wie jak posługiwać się słowem, dlatego jej powieść czyta się bardzo dobrze i z literacką przyjemnością. Do stylu i wrażeń estetycznych nie można się doczepić, jednak po pisarce tego formatu oczekiwałabym bardziej angażującej i porywającej opowieści.

♥♥♥
Katarzyna Zyskowska, Mrok jest po naszej stronie, wyd. Znak, Kraków 2025.

Komentarze

„Znam więcej książek niż ludzi i jest mi z tym dobrze”. - Andrzej Stasiuk-