Islander, 1. Wygnanie – Caryl Férey (recenzja)
Jako dziecko z pokolenia milenialsów przeżyłam już kilka końców świata, dlatego lubię klimat postapo w literaturze i filmie. Co prawda do tej pory nie powstało nic genialniejszego ponad „Drogę” Cormaca McCarthy’ego i nie zapowiada się, żeby komuś udało się doskoczyć do poprzeczki zawieszonej przez amerykańskiego pisarza, ale próbować zawsze warto. Jednym z takich próbnych i całkiem udanych dzieł jest „Islander. Wygnanie” Caryla Férey’a.
Akcja komiksu rozgrywa się w niedalekiej przyszłości. Europa została zniszczona przez liczne kataklizmy. Jakie? Nie do końca wiadomo, ale też nie ma to większego znaczenia. Liczą się ludzie, czyli ocaleńcy z całego kontynentu, którzy zbierają się na wybrzeżu, skąd odchodzą statki m.in. do Szkocji, czyli jednej z ostatnich enklaw przyjmujących uchodźców. Wśród czekających na transport jest też światowej sławy biolog, który za wszelką cenę chce się dostać na Islandię, żeby tam ocalić ludzkość. Plan jest ambitny, a jego wykonanie nie będzie łatwe i przyniesie ze sobą wiele nieoczekiwanych problemów.
Caryl Férey stworzył opowieść osadzoną we współczesności, a wykreowana przez niego wizja przyszłości jest wiarygodna i niestety prawdopodobna. Połączenie kryzysu migracyjnego i radykalizmu politycznego nie może prowadzić do niczego dobrego, dlatego ludzkość stoi na krawędzi upadku. W tej rzeczywistości każdy chce jakoś przetrwać, a każda ze stron ma swoje racje. Co robić? Ile istnień można poświęcić, żeby ocalić świat? Scenarzysta mnoży pytania, ale na odpowiedzi będziemy musieli jeszcze poczekać.
Wizualnie „Islander” prezentuje się świetnie. Dużo tu szerokich kadrów, opowiadania obrazem, scenografią, mimiką bohaterów. Lubię naturalistyczny styl, którym posługuje się Corentin Rouge, szczególnie krajobrazy i ogólne tło wypadają dobrze i pozwalają wczuć się w klimat postapo. Natomiast co do postaci, to jak dla mnie zostali oni wykreowani trochę zbyt dosłowne, bo ci, którzy są dobrzy, a przynajmniej za takich można ich na ten moment uznać, są ładni i przyjemnie dla oka, natomiast złym i negatywnym bohaterom zdecydowanie brakuje wdzięku. Nie wiem czy to celowe uproszczenie i przekaz podprogowy czy przypadek, ale mam jednak nadzieję, że rysownik wierzy w inteligencję czytelników i to tylko taka wizualna zmyłka.
„Islander. Wygnanie” to dobry i solidny wstęp do dalszej opowieści. W tym momencie trudno rozsądzać w jakim kierunku podąży ta historia, jak dalej zostaną rozłożone akcenty i na ile fabuła okaże się zaskakująca i trzymająca w napięciu. Póki co jestem bardzo ciekawa kolejnych tomów i mam nadzieję, że nigdy nie doczekam świata, o którym opowiada Caryl Férey.
♥♥♥
Caryl Férey, il. Corentin Rouge, Islander, 1: Wygnanie (tyt. oryg. Islander 1. L'éxil), tłum. Jakub Syty, wyd. Non Stop Comics, Katowice 2026.
Komentarze
Prześlij komentarz