Żywoty wybitnych bernardynów według o. Benedykta Wierciocha OFM (XIX–XX w.) – Aleksander Krzysztof Sitnik OFM oraz Hanna Sitnik (recenzja)

Na przełomie XIX i XX wieku o. Benedykt Wiercioch podjął się spisania wspomnień o braciach bernardynach, którzy w jakiś sposób wyróżniali się na tle swojego otoczenia. Ojciec Wiercioch pracy nie dokończył, gdyż wybuch wojny nadszarpnął jego zdrowie, co ostatecznie doprowadzi do jego śmierci w 1942 r. Jednak teczka z zapiskami została. Autor nadał jej tytuł „Żywoty niektórych bernardynów”, następcy przepisali rękopis oraz stworzyli stosowny indeks, a po wielu, wielu latach dzieło w końcu ukazało się drukiem.


Ojciec Benedykt zdążył przygotować 34 żywoty wybitnych bernardynów żyjących w XIX i XX wieku. Lektura jego zapisków to przyjemność w najczystszej postaci, gdyż autor nie spisał suchych biogramów, ale skupił się na własnych wspomnienia i zasłyszanych historyjkach, a dzięki temu stworzył żywą, pełną humoru i swady opowieść o ludziach, którzy działali Bogu na chwałę i ludziom na pożytek. Dla Prowincji Niepokalanego Poczęcia NMP (Bernardynów) Zakonu Braci Mniejszych w Polsce ta publikacja ma wartość historyczną i dokumentalną, natomiast dla postronnego czytelnika jest doskonałą okazją do poznania fascynujących ludzi oraz zajrzenia do wnętrza wspólnoty, ponieważ gdzieś między wierszami można wyczytać jak wygląda codzienne życie zakonne. To przy okazji lektura, która ogrzewa serducho, w nietuzinkowy sposób opowiada o przeszłości, a także bawi do rozpuku, bo o. Wiercioch jest doskonałym gawędziarzem.

Autor bez ogródek opowiada o przywarach współbraci, jednak częściej skupia się na ich miłych cechach i zasługach dla wspólnoty. Z rozmachem rozprawia o gospodarności swoich bohaterów, ich umiejętnościach kierowniczych, fachu w ręku, pobożności, umiłowaniu modlitwy, gorących kazaniach, które poruszały i nawracały wiernych, długich godzinach w konfesjonale, wyrozumiałości dla ludzkich słabości i serdeczności, którą obdarzali wszystkich. Chętnie przywołuje znane mu anegdotki, hece i kawały, które były udziałem omawianych postaci. Okazuje się, że wśród bernardynów było (i jak przypuszczam nadal jest) wielu kawalarzy skorych do żartów i wygłupów, którzy dzięki swoim talentom zabawiali braci opowieściami i dowcipami, przygrywali na instrumentach oraz śpiewali piosenki, nie tylko te kościelne. Niektórzy swoją postawą wzbudzali powszechny szacunek, inni mieli serce na dłoni i z każdym dzielili się swoją dobrocią, a jeszcze inni odznaczali się dziecięcą prostotą, która sprawiała, że byli naiwni, co współbracia wykorzystywali, żeby robić im rożne psikusy.

Lektura publikacji „Żywoty wybitnych bernardynów według o. Benedykta Wierciocha” sprawiła mi ogromną przyjemności, nie tylko dlatego, że mam słabość do książek biograficznych, ale przede wszystkim przez wzgląd na odrobinę archaiczny język autora oraz jego ogromne poczucie humoru, które sprawiło, że każdy z opisanych bernardynów jest przedstawiony w sposób niezwykle czuły, ciepły i zabawny. Ojciec Benedykt miał talent do wyłapywania szczegółów, potrafił doskonale charakteryzować swoich bohaterów, zwracał uwagę na cechy szczególne, a także bawiąc słowem potrafił ich wychwalić przed czytelnikiem. Jego narracja chwyta za serce, a dobrotliwe spojrzenie autora sprawia, że każdy z braci pokazany jest od jak najlepszej strony.

Z zapisów o Wierciocha dowiadujemy się m.in., że o. Filip miał zdolności komediowe, świetnie odgrywał role i sypał żartami, natomiast o. Jan ubóstwo zakonne uprawiał na serio i nie zniósłby jednego grosza w kieszeni. Przystojny o. Rufin dostawał pochlebne komentarze na swój temat od różnych damulek, a o. Jan wiedział, że z kobietami nie ma co zaczynać, więc krył się przed nimi i uciekał przezornie. O. Justyn był z natury gładki, przystojny i sympatyczny, o. Samuelowi ciemne okulary dodawały splendoru, a przy tym był ze św. Antonim na „ty”. Natomiast o. Michał rozbudzał w wiernych poczucie polskości, swoje powołanie traktował jak misję, jeździł na krańce parafii nie zważając na czas i pogodę, a o. Salwator miał kronikarski zmysł, lubił tworzyć pamiątkowe albumy i twierdził, że najmniejszy papierek, który przyjdzie do klasztoru, nie powinien zginąć, bo tworzy jego historię.

Dzięki publikacji „Żywoty wybitnych bernardynów według o. Benedykta Wierciocha” mogłam choć na chwilę skryć się w klasztorze i pobyć wśród skromnych i serdecznych ludzi, ogrzać się ich ciepłem i zaczerpnąć garściami z ich sposobu bycia, wielkiej wiary i poczucia obowiązku. Przy okazji lektura sprowokowała mnie do przemyśleń i refleksji na temat pamięci i wdzięczności. Bo czy żyję tak, żeby zasłużyć na serdeczne wspomnienie? Czy ze spotkania ze mną też wychodzi się jak po jakiej kąpieli orzeźwiającej? Czy ktoś kiedyś będzie wspomniał mnie z czułym westchnieniem, nazwie dobrym człowiekiem i rozsądną przyjaciółką? Praca nad sobą nigdy się nie kończy, dlatego zawsze warto brać przykład z najlepszych, jak choćby z wybitnych braci bernardynów, zapamiętanych przez o. Wierciocha. 

♥♥♥
Aleksander Krzysztof Sitnik OFM, Hanna Sitnik, Żywoty wybitnych bernardynów według o. Benedykta Wierciocha OFM (XIX–XX w.), wyd. Calvarianum, Kalwaria Zebrzydowska 2025.

Komentarze