Gałczyński. Kanarek w klatce – Mariusz Urbanek (recenzja)

W jednym z listów do Stefana Kisielewskiego Jerzy Giedroyc napisał na temat Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego: „Bardzo wysoko cenię jego talent, ale mniej jego charakter". Po lekturze najnowszej publikacji Mariusza Ubranka trudno się z Giedroycem nie zgodzić. 


„Gałczyński. Kanarek w klatce” to książka wspaniała, interesująca w każdym calu, napisana ze swadą, erudycją i gawędziarską swobodą, słowem – dokładnie tak jak wszystkie publikacje pana Urbanka. W zasadzie nazwisko autora jest już marką, bo nie znam równie solidnego biografa, który opowiadając o czyimś życiu, robiłby to w tak skrupulatny i taktowny sposób, posługując się piękną polszczyzną i literackim talentem. 

Mariusz Urbanek jest też specjalistą w swojej dziedzinie, bo od lat obraca się w tym samym towarzystwie. Wszyscy bohaterowie jego książek pochodzą z tego samego środowiska, to ludzie, którzy przetrwali totalitaryzm i stalinizm oraz wojnę światową (niektórzy dwie wojny), a później musieli się jakoś odnaleźć w czasach, w których przyszło im żyć i opowiedzieć po którejś ze stron. Bywało różnie, bo altruizm wygląda dobrze na papierze, ale z czegoś trzeba żyć, a władza stawiała swoje warunki i wymagała ustępstw, jeśli miała dopuścić do publikacji wierszy i innych utwory. Gałczyński też musiał wybierać i okazuje się, że nie zawsze miał powody do dumy.

Konstanty Ildefons żył stosunkowo krótko, bo niespełna czterdzieści dziewięć lat. Zostawił po sobie ogromny dorobek twórczy, na który składa się około tysiąca wierszy i poematów, kilka powieści, „Zielone Gęsi” i „Listy z fiołkiem”, Notatnik z Altengrabow oraz tłumaczenia. Niektóre z jego wierszy są najpiękniejsze. Czytane i wyśpiewywane żyją w świadomości odbiorców do dziś, nawet jeśli nie zawsze pamiętamy, że ich autorem jest właśnie Gałczyński. Jemu też zawdzięczamy kabarety, w formie, którą dziś znamy, to on był absurdalnym prowokatorem i inicjatorem, który miał wpływ na przyszłych żartownisiów. Alkoholik, kobieciarz i awanturnik. Natalia nie miała z nim łatwo, mimo romantycznej legendy, którą przyjęły i przez lata pielęgnowały żona i córka. Ludzie go uwielbiali i nienawidzili, również koledzy po piórze. Był okropnym człowiekiem - okropnie zdolnym i okropnie nieznośnym. Geniuszem, a tym wybacza się trochę więcej. Dla mnie okazał się przede wszystkim postacią smutną i tragiczną.

Cała książka jest szalenie ciekawa, ale mnie najbardziej zainteresowały trzy motywy - relacje z Julianem Tuwimem, a później Czesławem Miłoszem, wątek Gałczyńskiego kochasia i bigamisty, a także temat Natalii (a później też Kiry) -wysrebrzonej, wybaczającej, pielęgnującej pamięć i trwającej przy mężu, którego mogłaby wyrzucić za próg i nikt by się jej nie dziwił. Narracja Mariusza Urbanka jest wyjątkowo zajmująca i wnikliwa. Niektóre fakty wychodzą na światło dzienne po raz pierwszy, a autor rozprawia się z mitami, które narosły wokół postaci Gałczyńskiego. Czasami pozwala sobie na osobisty komentarz, wtrącenie, odniesienie do różnych sytuacji, żeby czytelnik jeszcze lepiej mógł zrozumieć kontekst i pojąć albo chociaż zobaczyć wielki talent i dramat Gałczyńskiego. 

♥♥♥ 
Mariusz Urbanek, Gałczyński. Kanarek w klatce, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2026.

Komentarze