W ciemność - Anna Bolavá (recenzja)
Powieść Anny Bolavy „W ciemność” pachnie latem i wakacjami, trawą nagrzaną słońcem, lipami, kwiatami i powietrzem nasyconym ciepłem. Czytam i przysięgam – słyszę cykanie świerszczy, świergot ptaków i szum wiatru. Czuję zapachy, szczególnie ziół suszących się na strychu. Czytam i wariuję, zupełnie jak główna bohaterka.

Anna Bartákova zbiera zioła – namiętnie i z pasją, zgodnie z kalendarzem, porą dnia i wszystkim innym co jest potrzebne do tego zajęcia. Zioła to jej życie już od dzieciństwa. To scheda przejęta po babci, wielka miłość i jedyna rzecz, która ma dla niej sens. Swoje zbiory suszy na strychu, a co wtorek zawozi do skupu i cieszy się z zarobionych pieniędzy. Właściwie drobnych na waciki, bo to nie jest praca, z której dałoby się wyżyć cały rok. Dlatego Anna jest też tłumaczką. Przekłady robi gdzieś pomiędzy wyprawami, w wolnych chwilach, a gotowe teksty wysyła pocztą do Pragi. Może trwać w swojej enklawie i robić to co lubi. Ale tylko pozornie, bo wraz z kolejnymi opowieściami młodej zielarki, czytelnik szybko orientuje się, że to zbieractwo nie jest niewinnym hobby, ale obsesją, która powoli popycha Annę na skraj szaleństwa.
Czeska pisarka snuje swoją opowieść powoli i z rozmysłem. Pozwala czytelnikowi poznać wszystkie myśli swojej bohaterki, razem z nią zdobywać rośliny, cieszyć się z udanych zbiorów, martwić problemami z rowerem, ładować worki, jechać do skupu, patrzeć na innych ludzi, poznać kolejne okruszki z przeszłości, które doprowadziły ją do miejsca, w którym się znajduje. Jesteśmy blisko, ale nie na tyle, żeby zdobyć się na poufałość. Bo w Annie jest coś niepokojącego i odpychającego. Trzyma wszystkich na dystans, nie pozwala się zbliżyć na wyciągnięcie ręki, odrzuca gesty serdeczności, pomoc ludzi ją dziwi. Jest w niej coś z dzikiego, zranionego zwierzątka, gotowego do natychmiastowej ucieczki.
„Lęk podchodzi mi do gardła, z trudem łapię oddech. Próbuję się uspokoić, ale nijak mi to nie wychodzi. Czuję radość i strach jednocześnie; niby nie dzieje się nic nadzwyczajnego, a i tak jestem na skraju obłędu. Tak już mam o tej porze roku. Nieważne, ile mam lat, w czerwcu zawsze powtarza się ta sama historia. Zwyczajnie wariuję. Z miliona powodów i zupełnie bez przyczyny. Tak po prostu. Patrzę na swoje ręce, wyciągnięte w górę, gmerające w gałęziach. Dłużej już nie wytrzymam. Mam ochotę nimi potrząsnąć, wyrwać je sobie ze stawów, wyrzucić. Albo krzyknąć. I znów to robię: zaczynam krzyczeć. Ale wcale nie robi mi się od tego lepiej, to okropne uczucie siedzi gdzieś głęboko we mnie i nie puszcza. Kłuje mnie w piersi, a chwilę później dochodzi do niego jeszcze ból głowy”.Nadwątlona psychika odbija się w wyglądzie fizycznym bohaterki. Anna jest przeraźliwie chuda, bo jedzenie nie przechodzi jej przez gardło. Zraniona ręka nie chce się goić, a kobieta funkcjonuje tylko dzięki lekarstwom załatwianym na lewo. Bo obok niej są ci, którzy się martwią, okazują troskę, załatwiają recepty, przynoszą obiady, próbują przemówić jej do rozsądku. Tylko, że tego ostatniego zielarce brakuje już od dawna. Rzeczy zaczynają jej się mieszać, pamięć zawodzi, liczą się tylko zbierane rośliny – skrzyp, lipa, nagietek, dziurawiec. O nich Anna wie wszystko, tylko one mają dla niej wartość. A ludzie? Ludzie tylko przeszkadzają, wtrącają się, śmieją się za plecami, chcą ją wysłać do szpitala, zniewolić, zamknąć w klatce. Dlatego Anna musi być czujna, robić swoje, odsuwać się poza krąg światła, żeby inni nie mogli jej schwytać i narzucić swoich ograniczeń.
Anna Bolavá napisała powieść fascynującą i hipnotyzującą, przesyconą zapachami i niepokojem. Powieść, która wciąga i nuży, ciekawi i irytuje. Pełną kontrastów, samotności i bólu. W ostatecznym rozrachunku to smutna książka. Smutna z perspektywy Anny, której nikt nie rozumie, która czuje się źle i nie potrafi sobie pomóc. Smutnej z perspektywy przyjaciół, którzy nie potrafią przebić muru szaleństwa i paranoi, choć robią wszyto, żeby pomóc. I ta natura, która niszczy zamiast budować, odbiera, zamiast przynosić ukojenie. Wciąż jestem w szoku.
♥♥♥
Anna Bolavá, W ciemność (tyt. oryg. Do tmy), tłum. Agata Wróbel, Książkowe Klimaty, Wrocław 2026.
Komentarze
Prześlij komentarz