Trzy
lata czekania na nową książkę Andrzeja Stasiuka, dwanaście na nową
powieść. W międzyczasie jakieś wznowienia i felietony w „Tygodniku
Powszechnym”, które uświadamiały tęsknotę za słowem, stylem i męską
czułością Stasiuka. I w końcu jest, upragniony i szumnie zapowiadany
„Przewóz” – okrutnie wspaniały, gęsty od emocji i wart każdej wyczekanej
minuty.