Triest, czyli nigdzie - Jan Morris (recenzja)
Dawno nie czytałam tak dobrej książki non-fiction jak „Triest, czyli nigdzie” Jan Morris. To esej podróżniczy napisany w starym stylu, podszyty nostalgią i tym rodzajem zachwytu, który nakazuje podzielić się z innymi obiektem swoich uczuć. Kiedyś w ten sam sposób Mariusz Szczygieł opowiadał o Pradze.
Moja fascynacja Triestem zakiełkowała za sprawą Jarka Rudiš i jego maleństwa „Trieste Centrale”. Bo jak to możliwe, że do Triestu można było dojechać koleją, a włoskim miastem rządzili Habsburgowie? Okazuje się, że w Trieście wszystko jest możliwe, a miasto olśniewało wielu, w tym samego Jamesa Joyce’a. Również Jan Morris uległa czarowi tego miejsca, wracała do niego wielokrotnie, żeby się gubić, wędrować bez celu, chłonąć atmosferę miasta i szukać śladów dawnej historii, które odcisnęły na nami swoje piętno.
Jan Morris pisze o historii i tożsamości Triestu, tak burzliwej i niezwykłej jak wszystkie miejsca graniczne. Triest jest włoski, a jednocześnie środkowoeuropejski, zawieszony gdzieś w czasie i przestrzeni, przyciągający wszelkich outsiderów, samotników, dziwaków i marzycieli. Autorka zbiera różne kamyczki i układa je w barwną i melancholijną opowieść o mieście, ludziach, historii i egzystencjalnych dylematach. Wyszukuje różne ciekawostki i chwyta się szczegółów, z których buduje swoją narrację. Jej eseje są liryczne, trochę ckliwe, doprawione szczyptą humoru i autorefleksji.
Jan Morris pisze: „Chyba przez żadne miasto w Europie nie da się tak wspaniale przewłóczyć, myśląc o niebieskich migdałach”, a ja natychmiast mam ochotę rzucić wszystko i ruszyć jej śladem w kierunku miasta, żeby posiedzieć w knajpach, patrzeć na ludzi i statki, napić się kawy, dreptać między uliczkami i zobaczyć jak słowiańskie okruszki minionego grzeją się pod słońcem Italii. Wspaniała, nienachalna, pisana serce proza, która oczaruje każdego smutasa i melancholika.
♥♥♥
Jan Morris, Triest, czyli nigdzie (tyt. oryg. Trieste and the Meaning od Nowhere), tłum. Jarek Westermark, wyd. Czarne, Wołowiec 2026.
Komentarze
Prześlij komentarz