Wciąż gładzę okładkę książki
„Pusty las” Monika Sznajderman, wracam do zaznaczonych fragmentów
i czuję jak różne emocje ściskają mi serce. Wspaniała,
niezapomniana proza, Zresztą przeczytajcie sami.
Nie ma na świecie piękniejszego miejsca niż Hel. Gdybym mogła, to zamieszałbym tam choćby jutro. W ogóle mam słabość do całego Półwyspu Helskiego, dlatego książka „Jurata. Cały ten szpas”, wydana niedawno przez Wydawnictwo Czarne, musiała trafić na moja półkę.
Trzeci tom wydany w ramach serii „Wehikuł czasu” okazał się najsłabszym z całego cyklu. To wcale nie znaczy, że „Aleja potępienia” Rogera Zelznego jest kiepską powieścią. Po prostu wypada nieco gorzej niż dwie poprzedniczki.
Czasami wyobrażam sobie co by było, gdybym musiała pozbyć się wszystkich moich książek. Z większością pewnie potrafiłabym się rozstać bez większego żalu, ale za nic nie oddałabym trzech tytułów. Jednym z nich jest „Drach” Szczepana Twardocha.
Co prawda od czasu „Dzienników”
Jarosława Iwaszkiewicza nie podoba mi się żaden dziennik, nieważne
– prawdziwy, zmyślony czy powieściowy, jednak obok prozy Wita
Szostaka nie potrafię przejść obojętnie. Choć podczas lektury „Poniewczasie” literackiego szału
nie było, to udało mi się odnotować kilka myśli wartych
zapamiętania. Zapraszam.
Ze współczesnymi zjadaczami popkultury jest ten problem, że widzieliśmy już niemal wszystko. Trudno zaskoczyć nas czymś nowym i oryginalnym, dlatego tak dobrze wraca się do klasyki. Seria „Wehikuł czasu” bazuje głównie na sentymentalizmie, pozwala przypomnieć sobie powieści kultowe, przy których łezka się w oku kręci, a z piersi wydobywają się ciche westchnienia. Tak było w przypadku genialnych „Kwiatów dla Algernona” i tak jest z „Końcem dzieciństwa” Arthura C. Clarke’a.
„To nie deszcz, to ludzie” należy do książek z serii niezapomnianych. Jeśli moja recenzja nie wsysaczy, żeby przekonać was do lektury, to posłuchajcie samej Haliny Birenbaum. Zapraszam na kilka cytatów z rozmowy, którą Monika Tutak-Goll przeprowadziła z tą niesamowitą kobietą.
Wśród wszystkich książek okołowojennych, których na polskim rynku wydawniczym ukazuje się mnóstwo, „To nie deszcz, to ludzie” jest tą, której absolutnie nie można przegapić. Szczera i osobista opowieść Haliny Birenbaum trafia prosto w serce czytelnika i zostaje w nim na zawsze.
Literatura czeska nauczyła mnie, że nawet o błahych i przyziemnych sprawach można opowiadać w przejmujący sposób i choć „Zaklinacz deszczu” nie zaskakuje niczym szczególnym, to pozostawia po sobie przyjemne ciepło w okolicach serca.