„Dni, których nie znamy” to ten rodzaj komiksu, który lubię najbardziej. Zamknięta, jednotomowa opowieść z mocnym tłem obyczajowym. I tak jak kiedyś zachwyciła mnie historia stworzona przez Manuele Fiora, czyli „Pięć tysięcy kilometrów na sekundę”, tak teraz nie mogę oprzeć się powieści graficznej napisanej przez trzydziestodwuletniego Timothe Le Bouchera.
Nadszedł ten moment, kiedy można wyjąć z szafy wszystkie te świąteczne sukienki, mikołajowe czapki, koszulki i piżamy z gwiazdkami, choinkami, bałwankami i reniferami. I w takim eleganckim stroju zakopać się pod kocem, żeby spędzić kilka chwil w towarzystwie miłej lektury. Wiecie, takiej świątecznej bzdurki, która przekonuje, że świat może i jest okrutny, ale ludzie są w głębi serca dobrzy, a tuż za zakrętem na każdego czeka miłość. Tego typu książki sprawiają mi prawdziwą radość tylko raz w roku – właśnie w grudniu, kiedy moja potrzeba łaskawszego spojrzenia na świat i jego mieszkańców wzrasta. Dlatego dziś polecam Wam powieść „Na Święta przytul psa” Lizzie Shane.
„Mercy” jest piękna, jak wszystko, co wychodzi spod ręki Mirki Andolfo. Lepsza jest tylko Sana Takeda, której ilustracje są wyznacznikiem najwyższej klasy. Artystycznie Mirka też trzyma odpowiednio wysoki poziom, do którego niewielu potrafi doskoczyć. A jak jest fabularnie? Właściwie trudno powiedzieć.
Wydawnictwo Relacja ma w swoich skromnych szeregach naprawdę dobrych pisarzy, ale bez wątpienia najlepszy jest Donal Ryan. „Taki właśnie jest grudzień” potwierdza klasę Irlandczyka, a jednocześnie jest jedną z najciekawszych powieści wydanych w Polsce w tym roku.
Alberto Bereccia był geniuszem. Wystarczy przypomnieć dwa fantastyczne albumy „Mort Cinder” i „Mity Cthulhu”wydane przez Non Stop Comisc, ale jeśli ktokolwiek miałby jakieś wątpliwości, to „Perramus” ostatecznie je rozwiewa. Komiks stworzony we współpracy z Juanem Sasturainem robi kolosalne wrażenie. Fizycznie tomiszcze jest ogromne, prawie pięciuset stronicowe, wydane w dużym formacie, przez co trochę nieporęcznie się czyta, ale za to prezentuje się naprawdę imponująco.
„Mona” to mała książeczka. Niewielki format, ledwie 170 stron, ale trzymając ją w rękach można poczuć ciężar skrywanej wewnątrz historii. Bianca Bellová znów zabiera nas w daleką podróż, gdzieś w świat pogrążony wojną i chaosem.
Połączenie talentu Wioletty Grzegorzewskiej i mojej ulubionej tematyki wojennej powinny gwarantować lekturę pełna wzruszeń, emocji i literackiego piękna. I choć w „Dodatkowej duszy” znajdziemy te trzy elementy, to jednak jest ich za mało i za bardzo rozpływają się w niejakiej fabule, żeby można było uznać lekturę za rzecz godną polecenia.
Ubiegłoroczny debiut Brit Bennet „Matki” okazał się jedną z najlepszy książek wydanych u nas w 2019 r. „Moja znikająca połowa”, nowa powieść Amerykanki, całkowicie spełnia pokładane w niej nadzieje i udowadnia, że mamy do czynienia z prawdziwym talentem, a nie jednorazowym olśnieniem.
Zbiorowe samobójstwo w Jonestown to jedna z tych tragedii, którymi żyła cała Ameryka. W swojej książce „Co się stało w Jonestown? Sekta Jima Jonesa i największe zbiorowe samobójstwo” Jeff Guinn drobiazgowo odtwarza historię życia, sukcesu oraz upadku Jima Jonesa i jego Świątyni Ludu Uczniów Chrystusa.