Genialny komiks dla ambitnych, czyli „ Perramus. W płaszczu zapomnienia” Juana Sasturaina i Alberto Breccia

Alberto Bereccia był geniuszem. Wystarczy przypomnieć dwa fantastyczne albumy „Mort Cinder” i Mity Cthulhuwydane przez Non Stop Comisc, ale jeśli ktokolwiek miałby jakieś wątpliwości, to „Perramus” ostatecznie je rozwiewa. Komiks stworzony we współpracy z Juanem Sasturainem robi kolosalne wrażenie. Fizycznie tomiszcze jest ogromne, prawie pięciuset stronicowe, wydane w dużym formacie, przez co trochę nieporęcznie się czyta, ale za to prezentuje się naprawdę imponująco.

Opowieść Sasturaina zaczyna się szybko i konkretnie. Członek ruchu oporu ucieka z kryjówki, porzucając towarzyszy, którzy wpadają w ręce żołnierzy będących pod rozkazami władzy. Dla dwóch mężczyzn zakończenie tej sytuacji może być tylko jedno. Człowiek, który uciekł dobrze o tym wie, dlatego szuka zapomnienia w ramionach pięknej Margarity. Jego życzenie się spełnia, bo bezimienny mężczyzna traci całą pamięć. Od tej pory, wyposażony przez kilka przypadkowych rzeczy podarowanych mu przez Margaritę, będzie musiał odnaleźć się na nowo, a przy okazji odkupić swoje grzechy, bo burzliwa, argentyńska historia nie ma zamiaru o nim zapomnieć.


Scenariusza Sasturaina nie da się łatwo określić w kilu słowach, bo jest tutaj wszystko – połączanie motywów antyutopijnych, politycznych, przygodowych, podlanych grozą, miłością, erotyką, komedią i szaleństwem. Fabuła jest mocna i psychodeliczna, przerażająca i momentami zabawna, wymagająca skupienia i pewnej wiedzy (przed lekturą przeczytajcie koniecznie teksty dołączone do komiksu, bo wiele wyjaśniają i pozwalają odnaleźć się w całej historii), a przy tym w pewnym stopniu lekka i spełniająca swoją rozrywkową rolę. Juan Sasturain posługuje się mocnymi kontrastami, żeby wytrącić czytelnika z równowagi, zburzyć spokój i zawładnąć wyobraźnią odbiorcy. Dokładnie tak jak Alberto Bereccia i jego genialne rysunki. Bo choć scenariusz jest dobry, to bez telnetu Argentyńczyka nie miałby aż takiej siły rażenia.

Czarno-białe ilustracje tworzą nastrój całej opowieści, sterują emocjami odbiorcy, a przede wszystkim zachwycają swoją różnorodnością. Bo Bereccia nie pozwala sobie na monotonność i posługuje się różnymi technikami. Szczególnie mocno przemawiają do mnie rysunki wyglądające jak rozlane plamy. Zapierają dech swoją niezwykłością. Fantastycznie prezentują się postaci ukazane okiem artysty – często przerysowane i groteskowe, z uwypuklonymi cechami charakteru malującymi się na twarzach, nieraz budzące trwogę albo uśmiech politowania. Do tego świat przedstawiony i szczegóły, które podkreśla Berrecia, jak sterczący sutek kobiecej piersi, tworzą całość, od której nie można oderwać oczu. I nawet gdyby był to komiks niemy, bez ani jednego słowa, to obrazy Argentyńczyka powiedziałyby wszystko! Nazwać „Perramusa” wizualnym arcydziełem to i tak mało.

Lektura komiksu duetu Sasturain/Bereccia wymaga ciszy i skupienia, bo nie jest to łatwa rozrywka, ale dzieło dla ambitnych i wymagających czytelników. „Perramus” czytany po kawałku daje mnóstwo satysfakcji i przez cały czas nie przestaje zdumiewać mnogością znaczeń i ukrytych smaczków. Już sam fakt, że wśród bohaterów pojawia się Jorge Luis Borges we własnej osobie, zaskakuje i sprawia mnóstwo czytelniczej frajdy na najwyższym poziomie. I te wspaniałe, wysmakowane, zadziwiające ilustracje, które przypominają pijacki sen albo nocne mary. Gdybym miała wskazać najważniejszy album tego roku, to bez wątpienia będzie to „Perramus. W płaszczu zapomnienia”. Przeczytajcie koniecznie, po stokroć warto!


♥ ♥ ♥
Juan Sasturain , il. Alberto Breccia, Perramus. W płaszczu zapomnienia (Perramus. El alma de la ciudad), tłum. Iwona Michałowska-Gabrych, wyd. Non Stop Comisc, Katowice 2020.
 
 

Komentarze


Photobucket        

Mój Instagram