„Pasażer” Cormaca McCarthyego to trud i znój, literatura ciężka, ciemna i gęstą jak głębiny, które wciągają w swoje odmęty. Ta powieść to zapis smutku, z którego nie wynika nic konkretnego.
„A więc Bóg istnieje! A więc modlitwa to nie zabawa. A więc... to wszystko prawda!” wykrzykuje jeden z bohaterów książki „To była Ona! Matka Boża i nawrócenie człowieka”. Tak naprawdę te słowa mogłyby paść z ust wszystkich siedmiorga osób, których historie przytacza kard. Angelo Comastri.
Bez wątpienia rozkosznie malutki tomik „Opowiadania i wiersz” Zdenka Svěráka to najlepsza lektura ze wszystkich książek przeczytanych przeze mnie w tym roku. W zbiorku znajduje się osiem olśniewających opowiadań (i wiersz), które są jak dotyk morskich fal na stopach, jak borówki jedzone prosto z krzaka, jak mrożona kawa w upalny dzień, ciepły sweter zimą i szeleszczące liście jesienią. Historie Svěráka pachną bzem, cynamonem, truskawkami i wszystkim co każdy lubi najbardziej.
„Za plecami” Haśki Szyjan to powieść, która nie powstała dla rozrywki i przyjemności czytelnika. Lektura tej książki jest niewygodna i przypomina uderzenie obuchem w głowę. Jest mocno i nieprzyjemnie, a sama bohaterka często wkurza, a czasem wzbudza współczucie.
„Trieste Centrale“ to urokliwe maleństwo, kolejny monolog Winterberga, wspomnienie podróży do Triestu, oczywiście z nieodłącznym bedekerem, ale też w towarzystwie ukochanej żony, na chwilę przed tym, zanim dowiedzieli się o jej chorobie.
„Ciemna strona” to powieść idealna do czytania teraz, u schyłku lata. Historia wymyślona przez Markétę Pilátovą wpasuje się też w jesienną nostalgię, wiosenne rozedrganie czy zimowe ciemności, ale mi takie opowieści, baśniowe i pachnące tajemnicą najbardziej smakują właśnie teraz, kiedy upał rozleniwia, a wieczorne chłody przynoszą wytchnienie.
Okładka w stylu „dziewczyny lubią brąz”. Lato, słońce, beztroska. Ale to tylko pozory, bo "Pod słońcem Turynu" Ivany Dobrakovovej to opowieść, która niesie zniszczenie.
„Abraham” to moje pierwsze spotkanie z prozą ks. Arkadiusza Paśnika i już wiem, że nie ostatnie. Biblijna opowieść o człowieku, który usłyszał głos Boga i odpowiedzieć na wezwanie przenosi czytelnika w świat wewnętrznych przeżyć bohatera.
Zaczyna się tak, że czapki z głów, od historii Agnieszki mówiącej: „Będę powtarzała do znudzenia: kocham swojego syna. Ale wyobrażam sobie swoje życie bez niego”. I już wiem, że się nie oderwę od lektury, że znajdę tutaj powinowactwo doświadczeń i emocji. W bardzo dużej części tak właśnie jest i te kobiece opowieści zasługują na najwyższe uznanie. Jednak w pewnym momencie Anna Dudek wytacza działa swoich własnych przemyśleń i opinii, spektakularnie niszcząc pierwsze wrażenie.