Dawno nie czytałam tak dobrej książki non-fiction jak „Triest, czyli nigdzie” Jan Morris. To esej podróżniczy napisany w starym stylu, podszyty nostalgią i tym rodzajem zachwytu, który nakazuje podzielić się z innymi obiektem swoich uczuć. Kiedyś w ten sam sposób Mariusz Szczygieł opowiadał o Pradze.
Znacie ten żart, że stary chłop nigdy nie jest tak stary, jak stara baba? Albo tę scenę z serialu, kiedy Katarzyna Herman z Adamczychy woli zostać spalona na stosie jako czarownica, niż nazwana starą babą? O tym samym, czyli dorastaniu i nieuchronnej kobiecej starości, w przewrotny sposób opowiada Karolina Lewestam w fenomenalnych „Szmatach”.
Odchorowałam tę książkę. Wiedziałam o czym będzie, z resztą czytałam inne publikacje o ludzkiej niegodziwości, a jednak szkolne wspomnienia Charlesa Spencera wstrząsnęły mną tak bardzo, że w nocy budziły mnie koszmary.
Podtytuł tomu „Norymberga” Jacka El-Haia „Naziści oczami psychiatry” jest mylący, bo wyniki pracy psychiatry zostały potraktowane po łebkach. Jak i sam proces rozgrywający się na oczach świata. Co nie zmienia faktu, że reportaż El-Haia to ciekawe zestawienie postaci Hermana Göringa i Douglasa M. Kellya, którym autor, świadomie lub nie, pokazuje, że każdy jest zdolny do strasznych rzeczy, jeśli stworzy sobie lub zostaną mu stworzone odpowiednie warunki.
Niesiona entuzjazmem związanym z serialem „Heweliusz”, postanowiłam sięgnąć do źródeł, czyli reportażu Adama Zadwornego. I choć miałam już pewne wyobrażenie o tym co wydarzyło się nad ranem 14 stycznia 1993 roku, to mimo wszystko książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie i okazała się doskonałym uzupełnieniem filmowego obrazu.
Relacje rodzinne i motyw macierzyństwa to moja ulubiona książkowa tematyka. Tym razem nie sięgnęłam po prozę, a po literaturę faktu. „Matka bez wyboru. O kobietach, które opuściły swoje dzieci” to mocny, angażujący emocje reportaż. Marta Wroniszewska opowiada o macierzyństwie bez lukru i rodzinach odbiegających od przyjętych standardów.
Nie sądziłam, że powieść Alii Trabucco Zerán aż tak mną wstrząśnie. „Do czysta” przeczytałam szybko, łapczywie i z przejęciem, czując na sobie wszystkie emocje bohaterki, choć jej narracja jest zimna i rzeczowa. Mocna, zachwycająca proza. Właśnie takie książki chcę czytać w swoim życiu.