Literacki Dzień Ojca, czyli sześć książek o ojcostwie, których wstyd nie znać

Z okazji Dnia Ojca przygotowałam dla Was zestawienie sześciu najlepszych książek o ojcostwie (pięć powieści i jeden komiks), które trzeba przeczytać. Ważne, wzruszające, ściskające serce i wywołujące mnóstwo emocji są dla mnie  pewnego rodzaju wyznacznikiem jakości. Pewnie dlatego nie ma wśród nich żadnych nowości. Zapraszam!

„Droga” Cormaca McCarthyego to dla mnie absolutny numer jeden jeśli chodzi o książki o ojcostwie i ogólnie o człowieczeństwie. Mocna, sugestywna, przerażająca, a jednocześnie czuła i delikatna opowieść o małym chłopcu i jego tacie, którzy próbują przetrwać w okrutnym, postapokaliptycznym świecie. To brudna, brutalna, porażająca prostotą, ale i liryczna proza, opowiedziana zimnym, precyzyjnym i pięknym językiem. Wszechobecny i chwytający za gardło strach towarzyszy czytelnikowi przez cały czas. Strach, że wędrowcom nie uda się przetrwać, że obaj są skazani na cierpienie, a nieubłagane fatum wisi tuż nad ich głowami. Gdzieś w tle tli się iskierka nadziei, że dopóki chłopiec niesie w swoim sercu ogień, to świat wart jest ocalenia. Oby tylko zimny, przeszywający wiatr nie zdmuchnął niewielkiego płomyczka.

„Baśń” Jonasa T. Bengtssona to jedna z lepszych powieści drogi, jakie dane mi było przeczytać. Całość składa się z dwóch części, gdzie pierwsza przypomina baśniową opowieść snutą przez ojca przed snem, a druga stanowi konsekwencję tej pierwszej. Mocna i mroczna proza, która fascynuje do ostatniej strony. Proza Duńczyka to piękna, intrygująca i przerażająca opowieść o ogromniej miłości ojca i syna. Niespieszna, wręcz powolna narracja sprawia, że przez większość czasu ma się wrażenie, że w powieści nic się nie dzieje. A jednak nie mogłam oderwać się od lektury. Nieuchwytne poczucie, że na oczach odbiorcy dzieje się coś złego, fascynuje i pobudza fantazję i podsuwa czytelnikowi same najgorsze domysły.


„Trzy cienie” Cyrila Pedrosy to wzruszający komiks dla dorosłych czytelników. Piękna, magiczna i pełna przygód opowieść o przeznaczeniu i o akceptacji własnego losu. A także o tym, że kochamy nasze dzieci ze wszystkich sił i jesteśmy gotowi na największe szaleństwo i największe poświęcenie, żeby tylko uchronić je przed tym co złe. Sama tematyka komiksu jest trudna i smutna, ale Pedrosa uwodzi fantastycznym klimatem, czaruje kolejnymi zwrotami akcji i powoli wmawia czytelnikowi, że jego wersja wydarzeń jest najlepsza. Do tego bajeczne rysunki autora zachwycają swoim kunsztem i na zawsze zapadają w pamięć. Całość chwyta za gardło i sprawia, że absolutnie nikt nie przejdzie obok „Trzech cieni” obojętnie.
„Nagi sad”, czyli debiutancka powieść Wiesława Myśliwskiego, od samego początku zapewniła mu moce wejście do świata literatury. To napisana pięknym językiem, ale także mocna i sugestywna proza o trudnej i toksycznej miłości między ojcem i synem.

Opowieść bohatera „Nagiego sadu”, prowadzona w pierwszoosobowej narracji, przeplatana wspomnieniami z dzieciństwa i lat młodzieńczych, skupia się na osobie ojca. Pod powierzchnią pięknych słów i poetyckich historii Myśliwski ukrył ziarnko goryczy. Pozornie niezauważalne, łatwe do zignorowania, a jednak nadające specyficzny posmak żalu. 
„Więc może nigdy nie byłem naprawdę, lecz zostałem tylko przez ojca zmyślony. Może tylko opowiedziany jestem i temu zawdzięczam swoje istnienie?”
W więzi ojca i syna jest coś pierwotnego, bez wątpienia obaj mężczyźni się kochają, chociaż nie potrafią wyrazić tego słowami. Drobne, spontaniczne i nieporadne gesty rozczulają i świadczą o ich ogromnej. I tak relacja dwóch mężczyzn mogłaby mieć wymiar totalny, być doskonałym przykładem szorstkiej delikatności męskich uczuć, wzruszającą, po trosze bajkową opowieścią o szczęśliwej rodzinie. Ale pisarz umiejętnie zniszczył sielski i wiejski obrazek. Miłość, choć stale obecną, zdominowało poddańcze posłuszeństwo syna wobec ojca tyrana. Bo „Nagi sad” to mocna, wyjątkowo dobra i niejednoznaczna powieść.
  • Wiesław Myśliwski, Nagi sad, wyd. Znak, Kraków 2011. 


Akcja powieści „Spadkobiercy” Kaui Hart Hemmings rozgrywa się na Hawajach, a więc w miejscu będącym dla wielu synonimem szczęścia. Na tle palm, piaszczystej plaży i ciepłej wody poznajemy Matta Kinga, który przechadzając się po tej idyllicznej kranie w obuwiu typu japonki wiedzie pozornie królewskie życie. Wszystko zmienia się diametralnie w momencie, kiedy żona bohatera Joanie ulega wypadkowi. Jej stan jest krytyczny, a lekarze orzekają, że nie ma szans na poprawę i już wkrótce mają ją odłączyć od aparatury podtrzymującej życie. Niespodziewanie na Matta pada odpowiedzialność za swoje dwie córki, z którymi dotychczas nie miał najlepszych relacji.

Mężczyzna zabiera zbuntowaną, osiemnastoletnią Alex i rezolutną dziesięciolatkę Scottie w podróż, aby powiadomić wszystkich, którym zależy na Joanie o zaistniałej sytuacji. Wspólnie spędzony czas ma zbliżyć ich do siebie i pomóc przygotować Scootie na najgorsze. Razem z nimi wyrusza Sid – głupkowaty przyjaciel Alex, którego główmy zadaniem zdaje się być doprowadzenie Matta do szału.

Swoją powieścią Kaui Hart Hemmings skłania czytelnika do refleksji, każe przystanąć na chwilę w tym rozpędzonym do przodu świecie i odpowiedzieć sobie na garść istotnych pytań. Jak z lekkoducha stać się ojcem? Jak przygotować dziecko na śmierć matki? Jak przebaczyć komuś niewybaczalne, mimo, że ten ktoś umiera? W pewnym momencie Matt pyta: 
„Jak mam się pożegnać z osobą, którą kocham tak bardzo, że zapomniałem, jak bardzo ją kocham?”
Tytułowymi spadkobiercami jest nie tylko Matt i wszyscy członkowie rodziny mający udziały w hawajskiej fortunie, ale przede wszystkim, jego córki. To właśnie Alex i Scootie odziedziczą po ojcu coś znacznie ważniejszego niż pieniądze – doświadczenie. Sytuacja, która stawia Matta pod ścianą będzie dla dziewcząt nauką na całe życie.
  • Kaui Hart Hemmings, Spadkobiercy (tyt. oryg. The Descendants) tłum. Hanna de Broekere, wyd. Znak, Kraków 2012.
„Umarł mi ojciec.” Tak Miljenko Jergović rozpoczyna swoją opowieść. Zrodzoną ze smutku i miłości, choć z ta ostatnią autor ma problem. W pewnym momencie stwierdza nawet, że ojciec go nie kochał, ale to żałoba podpowiada mu czarne scenariusze, bo wrażliwy czytelnik dostrzeże w „Ojcu” całe pokłady szorstkiej i trudnej miłości.

W swoim eseju autor przeprowadza operację na otwartym, rozdartym sercu i z chirurgiczną precyzją analizuje trudne relacje z tatą. Opowiada o dzieciństwie, rozpadzie swojej rodziny, poszukiwaniu tożsamości i podobieństwach, które w końcu poróżniły go z ojcem. O mężczyznach odwróconych do siebie plecami, którzy nigdy nie nauczyli się ze sobą rozmawiać. Między te prywatne wynurzenia wplata przemyślenia natury egzystencjalnej oraz analizuje dzieje swojej ojczyzny, w które zaplątali się jego bliscy.

„Ojciec” Miljenko Jergović to trudna i wymagająca pozycja. Proza napisana ręką poety. Literacko piękna i zachwycająca, a po ludzku bolesna i smutna opowieść o życiu i śmierci. O murze, który z czasem wyrasta między ojcem i synem oraz o wszystkich niewypowiedzianych słowach, na które po śmierci jest już za późno. Mocna, rozdzierająca proza, która pozostawia czytelnika z bolącym sercem. Ten niepozorny tomik po prostu trzeba przeczytać.
„Wittgenstein może nie ma racji, istnieje i to coś, czego nie da się wypowiedzieć, a jednocześnie nie można o tym milczeć. Literatura między innymi temu właśnie służy, żeby przez całe życie od nowa próbować powiedzieć coś więcej niż to, czego nie da się wepchnąć w słowa, a pisarzowi zawsze wydaje się, że ma to na końcu języka.” (s. 151)
  • Miljenko Jergović, Ojciec (tyt. oryg. Otac), tłum. Magdalena Petryńska, wyd. Czarne, Wołowiec 2012.
 
***
Grafiki z okładkami książek pochodzą ze stron wydawców:

1 komentarz:

  1. Ja oglądałam film "Droga", nawet nie wiedziałam, ze jest książka. Ale film po prostu mega, jeden z najlepszych jakie widziałam, na zawsze się go zapamiętuje!

    OdpowiedzUsuń