Nie ma powodów, żebyś był równie głupi jak reszta świata - „Baśń”, Jonas T. Bengtsson


„Baśń” duńskiego pisarza Jonasa T. Bengtssona to jedna z lepszych powieści drogi, jakie dane mi było przeczytać. Całość składa się z dwóch części, gdzie pierwsza przypomina baśniową opowieść snutą przez ojca przed snem, a druga stanowi konsekwencję tej pierwszej. Mocna i mroczna proza, która fascynuje do ostatniej strony.

„Za każdym razem, gdy się przeprowadzamy, mam nadzieję, że koszmary nie pojadą z nami.”
Sześcioletni Peter i jego tata często przenoszą się z miejsca na miejsce. Chłopca nie dziwi więc kolejny, niespodziewany wyjazd. Zapatrzony w ojca jak w obrazek spija każde jego słowo i garściami czerpie z jego nauk. Tata mobilizuje go do rozwijania pasji, jaką jest malowanie, opowiada baśń o królu i królewiczu, którzy muszą pokonać białą czarownicę i zwraca uwagę syna na detale, o których zapominają przeciętni ludzie. Czasami zabiera go ze sobą do pracy. Raz jest to zakład stolarski, innym razem teatr, wielki i tajemniczy ogród, a nawet bar ze striptizem. Sceneria zmienia się często, bohaterowie przeżywają coraz to nowsze przygody, a czytelnik pod skórą wyczuwa, że wszystko zmierza to punktu kulminacyjnego, po którym już nic nie będzie takie samo.

Pierwsza część powieści jest lepsza, bardziej baśniowa, niepokojąca i magiczna. W pewnym momencie baśń się kończy, a z dziwnego dziecka wyrasta samotny i zamknięty w sobie nastolatek. Teraz przyjdzie pora na rozwiązanie zagadek, rozliczenie przeszłości, odkrycie rodzinnych sekretów. Napisana pięknym, surowym językiem historia ojca i syna uwodzi swoim zimnym i chropowatym klimatem. Mrok i nienaturalny spokój otaczają czytelnika ze wszystkich stron, a poczucie niepokoju rośnie z każdą kolejną stroną.
„Nie ma powodów, żebyś był równie głupi jak reszta świata.”
Pierwszoosobowy narrator snuje swoją opowieść beznamiętnym stylem, co zupełnie nie pasuje do charakteru dziecka, a później nastolatka. Ten brak emocji u młodego bohatera przeraża. W końcu żadne dziecko nie powinno się tak zachowywać, ale Peter (o ile to jego prawdziwe imię) to wyjątkowo osobliwy chłopiec. Choć akcja powieści skupia się wokół osoby chłopca, to jednak jego tata kradnie całą uwagę czytelnika. Postać ojca została genialnie wykreowana. Śmiem twierdzić, że to jeden z najciekawszych bohaterów w literaturze, jacy kiedykolwiek zostali wymyśleni.

„Baśń” to piękna, intrygująca i przerażająca opowieść o ogromniej miłości ojca i syna. Niespieszna, wręcz powolna narracja sprawia, że przez większość czasu ma się wrażenie, że w powieści nic się nie dzieje. A jednak nie mogłam oderwać się od lektury. Bengtsson stworzył wrażliwych indywidualistów, którzy nie potrafią odnaleźć się w zimnym i brutalnym świecie. Nieuchwytne poczucie, że na oczach odbiorcy dzieje się coś złego, fascynuje i pobudza fantazję. Autor nie odpowiedział na wszystkie moje pytania, które nasuwały się w trakcie lektury. Na część z nich muszę odpowiedzieć sobie sama, a wyobraźnia podsuwa mi najczarniejsze scenariusze. Znakomita proza!
„Nie on pierwszy zdziwaczał od przesiadywania z nosem w książkach.”
♥ ♥ ♥
Jonas T. Bengtsson, Baśń (tyt. oryg. Et eventyr) tłum. Iwona Zimnicka, wyd. Czarne, Wołowiec 2013.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz