
Najnowsza powieść Petry Soukupovej porusza kilka ważnych i aktualnych tematów. Również tytuł „Zawsze jest ktoś” skrywa w sobie mnogość znaczeń. Bo zawsze jest ktoś, na kim można się wesprzeć i polegać, albo ktoś, kim trzeba się zaopiekować, ktoś, kto zawodzi, denerwuje, wbija nóż w plecy. Zawsze jest ktoś, kto kreuje naszą rzeczywistość, gorzej jeśli tym kimś nie jesteśmy my sami.
To było kolejne udane spotkanie w babskim gronie pod przewodnictwem energicznych sióstr z Teksasu. Lektura książki „Boski plan. Zaufać Bogu na życiowych zakrętach” autorstwa Kristen Clark i Bethany Beal poruszyła we mnie różne emocje oraz zachęciła do refleksji nad sobą i moim postrzeganiem życia.
Kiedy w maju wybieraliśmy się w kierunku Wałbrzycha, żeby zobaczyć obiekty wchodzące w skład Projektu Riese, pomyślałam o wszystkim – o tajemnicach skrywanych przez Góry Sowie, o dreszczyku przygody, rozpalającym wyobraźnię Zamku Książ i czekających na nas atrakcjach, które obiecywały spakowane plecaki, kurtki, czołówki i odpowiednie buty. Tylko jedno nie przyszło mi do głowy, że przecież tam był obóz pracy, że sekretny projekt nazistów był realizowany katorżniczą pracą więźniów obozu Gross-Rosen. Dlatego cieszę się, że na miejscu udało mi się kupić książkę „Za drutami śmierci” Abrahama Kajzera, która rzuca światło na tamte wydarzenia.
„Madonna Świętego Łukasza. Skarb odnaleziony w Rzymie” Paula Badde to książka, którą czyta się z zapartym tchem jak najlepszą powieść. Autor łączy w swojej narracji gawędziarski styl z reporterskim wyczuciem i profesjonalizmem tworząc spójną opowieść, od której nie sposób się oderwać.
Zawsze z przyjemnością sięgam po komiksy, bez względu na gatunek. Obyczajowe, przygodowe, horrory, kryminały, te dla dzieciaków lub typowo dla dorosłych – biorę! Jednak opowieści graficzne na podstawie Biblii za każdym razem są dla mnie zaskoczeniem, choć czytałam już kilka tego typu tytułów. I nie chodzi o to, że nie podoba mi się przerabianie na komiks Pisma Świętego, bo podoba, ale jakoś nie przestaje mnie to zadziwiać w pozytywny sposób. Ostatnimi czasy przeczytałam dwie tego typu publikacje – „Hioba” i „Apokalipsę”.

Dziś przypada wspomnienie Ignacego Loyoli, patrona mojego syna. Z tej okazji Ignacy poleca książkę o jeszcze innym Ignacym – dobrym człowieku, biskupie diecezji siedleckiej, kandydacie na ołtarze.
Wróciłam do Łubieńskiego po dziesięciu latach od naszego pierwszego spotkania i natychmiast przypomniałam sobie dlaczego tak bardzo uwielbiam „Dwanaście srok za ogon”. To nic, że mam pierwsze wydanie, bo to nowe z ilustracjami jest wyjątkowo piękne, a przy okazji daje pretekst, żeby po raz kolejny przeczytać eseje Staszka i na nowo zakochać się w ptakach.
Bez nadziei nie sposób żyć. Nawet kiedy robi się najtrudniej, kiedy wiara i miłość zawodzą (jak pisał ks. Jan Twardowski” „są takie chwile kiedy się odchodzi / od Aniołów Stróżów nawet Cherubinów / od tych co wysoko/ od tych co w pobliżu - do Jezusa człowieka/ niziutko na ziemi”), to nadzieja jest tym, co trzyma człowieka w ryzach, nawet jeśli wydaje mu się, że tego co rozbite już nie uda się posklejać.
Antoine de Saint-Exupéry pisał, że: „Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają jak latać”. Ta myśl jest motywem przewodnim drugiego tomu „Trylogii Różanej” autorstwa Jagody Kwiecień.