Ostatni tom i wielki finał „Pewnego razu we Francji” pozostawia czytelnika z przyjemnym poczuciem satysfakcjonującej lektury. Fabien Nury znów wspina się na wyżyny, fenomenalnie zamyka historię Josepha Joanovici i udowadnia, że jego dzieło to komiks na najwyższym poziomie.
Jeśli miałam jeszcze jakieś złudzenia jeśli chodzi o tę kanalię Josepha Joanovici, to drugi tom „Pewnego razu we Francji” ostatecznie je pogrzebał.
„Pewnego razu we Francji” to komiks, który opiera się na postaci historycznej, choć jego fabuła jest fikcją literacką czepiącą garściami z prawdziwych wydarzeń.
Miało być zabawnie. Lekko i z humorem. I po części tak było, ale śmiech ugrzązł mi w gardle, a lektura „Śmierci Stalina” zupełnie wytrąciła mnie z równowagi. Szukacie komiksu, który bardzo długo nie do o sobie zapomnieć, a poszczególne kadry będą wam się przypominać w najmniej oczekiwanych momentach? W takim razie dzieło duetu Nury/Robin sprawdzi się doskonale.