Święty Paweł pisał w swoim liście do Rzymian: „Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa”. (Rz 10,17) Idąc tym tropem włączam mój ulubiony głośniczek oraz aplikację Biblia Audio i już po chwili zanurzam się w opowieściach, które dobrze znam, ale dzięki wyjątkowym nagraniom i lektorom mogę je poczuć na nowo.
Dzisiaj krótko, bo książeczka, o której chcę Wam opowiedzieć to miły dla oka drobiazg. Jednak warto się nad nim pochylić, bo bohaterem jest jeden z moich ulubieńców, czyli święty Carlo Acutis.
Oceniłam książkę po okładce – melancholijnej i trochę tajemniczej. Opis też zasugerował, że to moja tematyka, bo rodzina, bo traumy i brzęczące w tle lata 90. I faktycznie, to wszystko znajduje się w „Trzewiach” Aleksandry Paduch, ale nic nie mogło mnie przygotować na szok związany z lekturą.
Odkąd pamiętam noszę przy sobie różaniec. Zawsze mam go w torebce, albo na ręce, bo jak mówił święty Franciszek Salezy: „Najlepszym sposobem na modlitwę jest różaniec”. Różaniec jest prostą, można nawet powiedzieć, że mechaniczną modlitwą, która nie wymaga wielu umiejętności. A jednocześnie tak trudno ją odmawiać.
Ach, Daisy, piękna, utalentowana i urocza. Kiedyś mężczyźni padali do jej stóp, marząc, żeby angielska księżniczka spojrzała na nich łaskawym okiem. A ona? Zbyt młoda i naiwna, żeby zdecydować o sobie, została wydana za tego sztywniaka Hansa, a właściwie przehandlowana za gigantyczny majątek, który trudno ogarnąć rozumem. Kiedy to w końcu zrozumiała, było już za późno, żeby cokolwiek zmienić, jedynym wyjściem z sytuacji było pozostanie po prostu sobą – dobrą słodką Daisy. Czy jej się to udało? O tym rozprawia Dorota Ponińska w książce „Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej”.
.jpg)
Nie będę udawać, nie znam twórczości Marii Dąbrowskiej, a o istnieniu Anny Kowalskiej dowiedziałam się dopiero z publikacji „Kowalska. Ta od Dąbrowskiej” Sylwii Chwedorczuk. Kto jeszcze nie czytał, powinien jak najszybciej nadrobić zaległości, bo cóż to jest za książka! Pełna żywych emocji, dramatyzmu, miłości, z którą nie wiadomo co zrobić.
Nie ukrywam, że od pierwszego wejrzenia pokochałam Ojca Świętego Leona XIV. Od momentu, kiedy zobaczyłam jak nowo wybrany papież połyka łzy wzruszenia i próbuje opanować drżenie brody, od razu wiedziałam, że to będzie mój człowiek. Co prawda smutek po śmierci Franciszka nie zelżał, ale nadzieja rozpaliła moje serce. Szybko okazało się, że nie tylko moje, bo Robert Francis Prevost tymi zwykłymi, ludzkimi emocjami natychmiast przekonał do siebie wiernych, a jego pierwsze słowa „Pokój z wami wszystkimi” – dopełniły dzieła.
Teraz jest najlepiej. Moment przejścia między latem, a jesienią, to mój ulubiony czas w roku. Kocham te chłodne poranki i ciepłe dni, słońce mieniące się wśród liści, powietrze pachnące nostalgią, nowymi książkami, zeszytami i przyborami piśmienniczymi, które tak lubię. Za nic nie chciałabym wrócić do szkoły, ale sympatia do września szarpie moje serce. Zawsze o tej porze zaczynałam też poszukiwania papierowego kalendarza na kolejny rok, jednak tym razem idealny terminarz znalazł mnie pierwszy.

Najnowsza powieść Petry Soukupovej porusza kilka ważnych i aktualnych tematów. Również tytuł „Zawsze jest ktoś” skrywa w sobie mnogość znaczeń. Bo zawsze jest ktoś, na kim można się wesprzeć i polegać, albo ktoś, kim trzeba się zaopiekować, ktoś, kto zawodzi, denerwuje, wbija nóż w plecy. Zawsze jest ktoś, kto kreuje naszą rzeczywistość, gorzej jeśli tym kimś nie jesteśmy my sami.