Duch świąt – Anna Kańtoch (recenzja)
Nie przestaje mnie zachwycać przewrotność tego pomysłu i nonszalancja z jaką wyd. Muduko wypuściło w czerwcu książkę świąteczną z zimowym widoczkiem na okładce. „Duch świąt” obiecuje bożonarodzeniową opowieść z dreszczykiem, ale musicie wiedzieć, że nie jest to zwykła książka, bo najnowsze dzieło Anny Kańtoch to jednocześnie zajmująca powieść i nie mniej fascynująca gra paragrafowa.
Jestem wielką fanką pani Kańtoch, w zasadzie jest ona moją ulubioną polską pisarką, dlatego od początku byłam pewna, że wymyślona przez nią historia nie zawiedzie pokładanych w niej nadziei. Do tego forma książkogry gwarantuje rozrywkę na poziomie i kilka fabularnych zaskoczeń. Bo oto trafiamy do domku na odludziu, w którym pewna rodzina spędza święta. Senior rodu budzi się jak gdyby nigdy nic i odkrywa, że właśnie patrzy na swoje ciało leżące w łóżku, a z klatki piersiowej wystaje mu wielki nóż. Jak uczą nas wszystkie filmy, jeśli dusza nie trafia od razu w zaświaty, to oznacza to tylko jedno - duch ma jeszcze do załatwienia jakąś sprawę na tym świecie. Stefan szybko domyśla się, że zapewne musi odkryć kto jest mordercą. I tu na scenę wkracza czytelnik, który od tej pory może decydować o dalszych poczynaniach starego Zegadło, sterować jego krokami i badać sprawę zabójstwa. Każdy paragraf popycha akcję do przodu, ale też zatrzymuje czytelnika, każe mu rozważyć różne opcje i podjąć decyzję odnośnie dalszych wydarzeń. Rozwiązań jest więcej niż jedno, dlatego do książki można wracać wielokrotnie i rozważać rożne opcje, w poszukiwaniu tej najbardziej satysfakcjonującej.
W swojej grze paragrafowej Anna Kańtoch stawia na klasykę, czyli scenografię rodem z Aghaty Chrisie. Przyznam, że to moje ulubione rozwiązanie w kryminałach, czyli mała zamknięta przestrzeń i grupa ludzi, z których każdy ma coś na sumieniu i jest podejrzany. A ponieważ to Stefan jest niewidzialnym narratorem, w trakcie rozwoju fabuły na wierzch wychodzą rodzinne sekrety, różne świństewka i osobiste animozje względem pozostałych członków rodziny. Tutaj każdy ma coś za uszami, a zadaniem czytelnika jest odkryć kto z nich jest winny. Forma gry nie pozwala na zbytnie zżycie się z postaciami, ale bądźmy szczerzy – rodzina Stefana nie należy do przyjemnych.
Kańtoch w swoich powieściach zawsze tworzy solidną warstwę obyczajową i poza rozrywką funduje nam historię, które coś znaczą. Tu jest podobnie, choć w mniejszej skali i nie tak szczegółowo jak w klasycznych dziełach pisarki, ale też nie chodzi tu o wielkie dylematy natury ludzkiej, bo przede wszystkim liczy się zabawa, a ta jest przednia. Mocno kontrastowe ilustracje Grzegorza Pawlaka podkręcają mroczny klimat i fajnie budują napięcie. Całość wypada świetnie i daje różne możliwości zabawy - od rozwiązywana zagadki w gronie znajomych, rodziny, na wakacyjnym wyjeździe, w pojedynkę pod kocykiem. Dobrze zrobiona, solidna powieść paragrafowa. Oby więcej takich tytułów.
♥♥♥
Anna Kańtoch, Duch świąt, il. Grzegorz Pawlak, wyd. Muduko, Warszawa 2026.
Komentarze
Prześlij komentarz