Jeśli wydawało wam się, że wiecie cokolwiek na temat opowiadań jako gatunku literackim, to macie racje, wydawało wam się. Wystarczy sięgnąć po „Asortyment strapień” Lydii Davis, żeby poczuć powiew świeżości oraz odkryć zupełnie nowe formy.

Ostatnie dni sprzyjają świętowaniu pod flagą biało-czerwoną i cieszeniu się wiosną w kraju, który jest naszym domem. Ale jak to się właściwie stało, że Polska jest Polską? Skąd wziął się Mieszko i jakim sposobem założył państwo? Tego wszystkiego i jeszcze więcej dowiecie się z niesamowitej książki dla dzieciaków „Skąd się wzięła Polska?”.
W ostatnich dniach często myślę o Bożym Miłosierdziu, zaglądam do „Dzienniczka” siostry Faustyny, chwytam po różaniec, żeby odmówić Koronkę do Bożego Miłosierdzia oraz sięgam do nowiutkiego i pachnącego drukiem „Modlitewnika Apostoła Miłosierdzia”, żeby odpowiednio nastroić serce.
Są książki i pisarze, do których trzeba dorosnąć. Przeżyłam ostatnio wielką miłość i zachwyt absolutny jeśli chodzi o „Lalkę”, a zaraz po Prusie przyszło oczarowanie twórczością Sławomira Mrożka za sprawą pierwszego tomu „Opowiadań zebranych” wydanych przez Oficynę Literacką Noir sur Blanc.
Komiksowe adaptacje klasycznych dzieł literackich cieszą się coraz większą popularnością. Ja również lubię zaglądać do obrazkowych wersji znanych i cenionych powieści, dlatego komiks na podstawie „Władcy much” Williama Goldinga od początku wzbudził moją ekscytację, tym bardziej, że adaptacji podjęła się wspaniała Aimée de Jongh.
Pierwsza część „Bílej Vody” Kateřiny Tučkovej była znakomita, natomiast druga jest jeszcze lepsza. Dlaczego? To akurat proste, bo wszystko zaczyna się wyjaśniać, niteczki łączyć w całość, a poszczególne elementy wskakują na odpowiednie miejcie, zostawiając czytelnika z burzą emocji i poczuciem, że oto miał zaszczyt obcować z najprawdziwszą literaturą piękną.
Ach, Carlo, no i co teraz będzie z Twoją kanonizacją? Tobie ta oficjalna aureolka nie zrobi żadnej różnicy, już za życia wielu widziało Twoją świętość, ale śmierć papieża Franciszka pokazała nam, że niczego w życiu nie można być pewnym i nie ma co snuć zbyt odległych planów. Tak sobie myślę, że Franciszek razem z Carlem chichrają się teraz w Niebie, patrząc ile narobili zamieszania.
Dwadzieścia lat minęło, jak jeden dzień. No prawie, bo dziewiętnaście, od kiedy „Atramentowe serce” po raz pierwszy ukazało się po polsku. Kawał czasu, który pokazał nam, czytelnikom, że baśń wymyślona przez Cornelię Funke jest ponadczasowa.
„Null” to powieść, która boli, otumania, trochę męczy. To fikcja literacka mocno osadzona w rzeczywistości. Opowieść o wojnie, którą możemy śledzić na bieżąco przez całą dobę, do której już trochę przywykliśmy. Szczepan Twardoch wraca w niej do korzeni, bo w tle cały czas słychać echa, które znamy z „Dracha”, „Morfiny” i „Króla”.