Nietypowe letnia powieść na ochłodę, czyli „Czarne” Anny Kańtoch


Ufff, ale gorąco. Latem aż chce się czytać letnie powieści. A jeśli za książkę o tematyce wakacyjniej bierze się Anna Kańtoch od razu wiadomo, że będzie nietypowo, wciągająco i szalenie interesująco. Ale nie uprzedzajmy faktów...

Strachy, dziwy i rozbity księżyc, czyli „Puste niebo” Radka Raka


Są książki, które zachwycają już od pierwszej strony. Które od samego początku powodują przyjemny dreszczyk niepewności, które czyta się chciwie, a później chce schować przed światem z zazdrości przed innymi czytelnikami. Takie właśnie jest „Puste niebo” Radka Raka. Właściwie wystarczy kilka pierwszych zdań, żeby poczuć klimat i z przyjemnością dać się wciągnąć w wir przygody. A jedno jest pewne, aż do ostatniej strony będzie się działo! 

Smaczny kąsek dla komiksowych łasuchów - „Łasuch”, Jeff Lemire

Twórcy filmów, książek i komiksów chętnie sięgają po postapokaliptyczne historie i może się wydawać, że w tym temacie trudno wymyślić coś nowego i świeżego. A jednak „Łasuch” Jeffa Lemire’a pozytywnie zaskakuje od pierwszych kadrów. I choć wymyśloną przez niego historię trudno nazwać szczególnie oryginalną, to klimat rodem z „Drogi” Cormaca McCarthye’go i wiszące nad bohaterami fatum hipnotyzują i wciągają bez reszty w komiksową rzeczywistość. 

Zemsta Tadeusza - „Nie przebaczaj III” Kuby Ryszkiewicza i Marianny Strychowskiej

Nadeszła wiekopomna chwila, w której to Tadeusz wymierza sprawiedliwość. Chodzi oczywiście o zeszyt trzeci – ostatni znakomitego komiksu Kuby Ryszkiewicza i Marianny Strychowskiej „Nie przebaczaj”. Jeśli tak jak ja z niecierpliwością czekaliście na zakończenie całej opowieści, to gwarantuję, będziecie zadowoleni. 

W tunelach metra - „Niebo pod Berlinem”, Jaroslav Rudiš

fot. Margielski Ftografia

Długo polowałam na debiutancką powieść mojego ulubionego czeskiego pisarza Jaroslava Rudiša. W końcu kupiłam ją za jakieś śmieszne pieniądze, rzuciłam się do lektury i od tamtej pory nie wiedziałam co o niej napisać. Bo „Niebo pod Berlinem” to wyjątkowo dziwna książka. 

Rewelacyjny komiks akcji, czyli „Zabij albo zgiń” duetu Ed Brubaker i Sean Phillips

No Stop Comics nie przestaje mnie zaskakiwać swoją ofertą. I choć wydawało mi się, że pierwsza trójka moich ulubionych komiksów od katowickiego wydawcy jest już obsadzona, to seria „Zabij albo zgiń” duetu Ed Brubaker (scenariusz) i Sean Phillips (ilustracje) całkowicie przetasowała moją komiksową hierarchię.

(s)hit tego lata, czyli „Poświęcenie” Adriany Locke

Powieść „Poświęcenie” amerykańskiej pisarki Adriany Locke w ciągu kilku dni od polskiej premiery podbiła serca czytelniczek. Na blogach i portalach książkowych dziewczyny wymieniają się opiniami, rozpływają w zachwytach, opowiadają o sercach roztrzaskanych na kawałeczki i litrach wylanych łez. I jak to zwykle bywa w przypadku masowej histerii – nie mają racji. Aż dziw bierze, że taka ilość kobiet dała się zaślepić kilku tanim chwytom, bo ta szmira wątpliwej jakości nie reprezentuje sobą żadnych wartości literackich.

Kilka słów na temat najnowszych numerów Star Wars Komiks i Star Wars Legendy

 Star Wars Legendy. Inwazja: Uchodźcy

Mniej więcej połowa dzieciństwa minęła mi na rozmyślaniu kogo kocham bardziej – Hana Solo czy Luka Skywalkera? Do dziś nie potrafię zdecydować, choć szala minimalnie przechyla się na stronę Hana. Dlatego nowy numer „Star Wars Komiks 3/2018 - Han Solo: wyścig w służbie rebelii” otwierałam z przejęciem i namaszczeniem. Nie zawiodłam się ani odrobinkę i bez wątpienia uznaję ten numer za najlepszy z serii (oczywiście spośród tych tytułów, które czytałam). Na skutek tego nowość wydawana pod szyldem „Star Wars Legendy” czyli tom „Inwazja: Uchodźcy” zostaje trochę z tyłu, co nie znaczy, że numer otwierający nowy cykl jest zły, bo nie jest. Po prostu nie do końca spełnia moje oczekiwania. 


A ja żem jej powiedziała Kaśka nie pisz więcej, czyli kilka słów na temat książkowego debiutu Nosowskiej

Dałam się nabrać jak dziecko. Zachęcona wszechobecnymi ochami i achami sięgnęłam po książkę Katarzyny Nosowskiej, chwilę po tym jak wyskoczyła mi z lodówki. Samą autorkę bardzo lubię i cenię jako artystkę, jej piosenek słucham od lat, a wywiady z nią uwielbiam, bo zawsze pokazuje się w nich z najlepszej strony. Niestety po przeczytaniu „A ja żem jej powiedziała...” mam ochotę powiedzieć tylko jedno – Kaśka nie pisz więcej!