Smaczny kąsek dla komiksowych łasuchów - „Łasuch”, Jeff Lemire

Twórcy filmów, książek i komiksów chętnie sięgają po postapokaliptyczne historie i może się wydawać, że w tym temacie trudno wymyślić coś nowego i świeżego. A jednak „Łasuch” Jeffa Lemire’a pozytywnie zaskakuje od pierwszych kadrów. I choć wymyśloną przez niego historię trudno nazwać szczególnie oryginalną, to klimat rodem z „Drogi” Cormaca McCarthye’go i wiszące nad bohaterami fatum hipnotyzują i wciągają bez reszty w komiksową rzeczywistość. 


Siedem lat temu na całym świecie wybuchła epidemia tajemniczej Przypadłości. Nikt właściwie nie wie co się stało i dlaczego ludzie zaczęli masowo chorować i umierać. Ci, którzy ocaleli żyją w niewielkich skupiskach i każdego dnia walczą o przetrwanie. Gus i jego ojciec ukrywają się w lesie. Mężczyzna jest prorokiem, który wmawia synkowi, że świat poza ich ostoją jest cały w ogniu. Kłamie, chcąc za wszelką cenę ochronić swoje niezwykłe dziecko. Bo Gus nosi na głowie rogi jelonka i jest jedną z ludzko-zwierzęcych hybryd, które zaczęły się rodzić po Zarazie. Kiedy ojciec umiera, dziewięciolatek staje się łatwym łupem dla chciwych łowców nagród. Na szczęście z opresji ratuje chłopca Jepperd, który nazywa malca Łasuchem i obiecuje, że doprowadzi go do Ostoi, gdzie dzieci takie jak on znajdują bezpieczną przystań. 

Łatwo można się domyślić, że ponury włóczęga nie ma dobrych zamiarów, a łatwowierny i dobry Gus pakuje się prosto w pułapkę. Zresztą momentów olśnienia jest więcej, bo chwilami ma się wrażenie, że czytelnik jest o krok przed scenarzystą i bez trudu odgaduje kolejne zwroty akcji. Jednak w przypadku „Łasucha” nie jest wielką wadą, bo świadomość, że los kieruje bohaterów ku nieuchronnej tragedii mrozi krew w żyłach i sprawia, że odbiorca na kilka sekund wstrzymuje powietrze i ze strachem odwraca kolejną kartę komiksu. Duszna i ciężka atmosfera, wszechobecny mrok i ciągłe poczucie zagrożenia są najmocniejszą stroną opowieści Lemire’a. Autor kładzie na wątłe barki Łasucha ciężar nie do uniesienia, ale w tle migocze ledwie widoczny promyczek nadziei, że dobre i czyste serce Gusa w połączeniu z nienawiścią i rządzą zemsty Jepperda mają szansę ocalić świat. 



Opasłe tomiszcze zwraca uwagę nienagannym wydaniem, twardą oprawą i dobrej jakości papierem. Szkoda tylko, że szata graficzna autorstwa Lemire’a nie powala. Brudna i nieco niechlujna kreska autora wyjątkowo pasuje do klimatu całej opowieści, ale rysowanie twarzy nie jest jego mocną stroną. Większość postaci jest zwyczajnie brzydka, co może przeszkadzać w odbiorze, szczególnie w scenach kiedy Jepperd boleje nad swoją piękną i mądrą żoną, a czytelnik widzi panią o urodzie ropuchy. No nie jest to wiarygodne i niestety trudno dostrzec w niej choć cień piękna. Mimo wszystko trzeba przyznać, że zdarzają się artyście naprawdę udane i zachwycające kadry (jak choćby ten, na którym Gus spotyka w lesie jelenia), jednak pod względem graficznym całość nie jest ładna w oczywisty sposób. 

Pierwszy tom „Łasucha” wypada naprawdę dobrze, a sama historia wymyślona przez Jeffa Lemire zajmuje myśli czytelnika przez długi czas po lekturze. Scenarzysta umiejętnie bawi się konwencją, łącząc motywy baśniowe, biblijne i popkulturowe z typowym postapo we wciągająca opowieść z wartką akcją, mrocznym klimatem i mocnymi, przejmującymi grozą scenami. Z pewnością żaden fan powieści graficznych nie pożałuje, że „Łasuch” zdobi jego półkę. 

♥ ♥ ♥
Jeff Lemire, Łasuch tom 1 (tyt. oryg. Sweet Tooth: Deluxe Edition, Book One), tłum. Paulina Braiter-Ziemkiewicz, wyd. Egmont Polska, Warszawa 2018.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz