Rewelacyjny komiks akcji, czyli „Zabij albo zgiń” duetu Ed Brubaker i Sean Phillips

No Stop Comics nie przestaje mnie zaskakiwać swoją ofertą. I choć wydawało mi się, że pierwsza trójka moich ulubionych komiksów od katowickiego wydawcy jest już obsadzona, to seria „Zabij albo zgiń” duetu Ed Brubaker (scenariusz) i Sean Phillips (ilustracje) całkowicie przetasowała moją komiksową hierarchię.


Dwudziestoośmioletni Dylan nie ma zbyt wielu powodów do radości, ani tym bardziej optymistycznych perspektyw na przyszłość. Nic mu się nie udaje, a na domiar złego ukochana kobieta spotyka się z jego współlokatorem. Młodzieniec popada w coraz głębszą depresję i postanawia zakończyć swój marny żywot. Ale nawet to mu nie wychodzi, bo po skoku z szóstego piętra otrzepuje się i idzie do domu. Cud? Coś jakby w tym stylu, ale to nie aniołowie maczali w tym wszystkim palce, a demon, który nawiedza bohatera i żąda zapłaty. Według słów zjawy Dylan musi raz w miesiącu kogoś zabić, żeby spłacić dług. Nie ważne kto to będzie, bo liczy się sztuka. Początkowo chłopak jest pewien, że dręczą go halucynacje, ale w końcu przyparty do muru zabija pedofila, którzy przed laty krzywdził jego kumpla. I teraz zaczyna się cała zabawa, bo z cichego i pokornego sercem człowieka, Dylan zamienia się w mściciela, który postanawia po swojemu wymierzyć sprawiedliwość. A to dopiero początek, bo ruska mafia i nowojorska policja próbują go namierzyć i ukarać. 

To co najbardziej podoba mi w komiksie duetu Brubaker/Phillips to sposób prowadzenia narracji. Bohater opowiada swoją historię z pierwszej ręki, cały czas zagaduje czytelnika, a tym samym zaprzyjaźnia się z odbiorcą, który podświadomie zaczyna trzymać stronę mężczyzny (czy tylko mi kojarzy się to z filmami z lat 90-tych?). Dylan przez cały czas steruje tempem akcji, czasami wybiega w przyszłość, po czym wraca, żeby zaprezentować w jaki sposób wpadł w bagno i ściągnął na siebie kłopoty. Dzięki temu „Zabij albo zgiń” wciska w fotel od pierwszego kadru i trzyma w nieustającym napięciu do samego końca. I nie chodzi tylko o pierwszy tom, ale o wszystkie trzy części, które są równie dobre i reprezentują ten sam wysoki poziom! Scenariusz Brubakera doskonale łączy wątki obyczajowe z pędzącą akcją. Pomimo mocno zaakcentowanego wątku fantastycznego Dylan jest wiarygodną postacią, z którą czytelnik podświadomie się solidaryzuje. Jego dylematy wewnętrzne początkowo budzą współczucie, które z czasem zmienia się w niepokój, bo chłopak coraz bardziej pogrąża się w mroku i szaleństwie. Zresztą im bardziej angażujemy się w fabułę, tym odczucia są intensywniejsze.

Początkowo może się wydawać, że wątek paranormalny jest najsłabszym ogniwem całości, bo motyw z demonem jest trochę naciągany. Szczególnie widać to w pierwszym tomie, gdyż wersja, w której gość prosto z piekła zmusza młodego chłopaka do morderstw z zimną krwią brzmi naiwnie. A jednak Brubaker wybrnął z tego koncertowo i tak zagmatwał fabułę, że nadal nie wiadomo czy demon jest realnym wysłannikiem zła, czy jedynie wytworem chorej wyobraźni bohatera. Robi się coraz ciekawiej, tym bardziej, że do motywów paranormal dochodzi tajemnica z przeszłości, która zupełnie zmienia ciężar całej opowieści. Szczerze mówiąc nie zdziwię się, jeśli na końcu okaże się, że Dylan nadaje z pokoju bez klamek, ubrany w gustowną koszulę wiązaną na plecach. 


 
Sean Phillips spisał się na medal, bo jego ilustracje są bardzo naturalistyczne, a kadry wyglądają jak wycięte z porządnego filmu akcji. We wszystkich trzech tomach na próżno szukać choćby jednej źle postawionej kreski, a już na szczególne owacje zasługują sceny walki, uchwycone wystrzały z broni, rozlewająca się krew. Również dobór kolorów nie zawodzi. Jest ponuro, brudno i mrocznie, a to oznacza, że strona wizualna ma bezpośredni wpływ na klimat opowieści i emocje czytelnika, który w napięciu przerzuca kolejne strony komiksu.

Miałam to szczęście, że wszystkie trzy tomy przeczytałam za jednym zamachem i nie musiałam czekać, żeby poznać ciąg dalszy tej niesamowitej opowieści. Właśnie to uznaję za najlepszy sprawdzian dla serii, bo nie nudziłam się ani przez moment, a tym bardziej nie miałam ochoty odkładać komiksów na półkę. Pożarłam ze smakiem 420 stron i najchętniej od razu sięgnęłabym po deser w postaci ostatniego tomu. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji sięgnąć po „Zabij albo zgiń” to nie wahajcie się ani minuty dłużej. Tak świetnie napisanej i zilustrowanej serii ze świecą szukać! Aj, gdyby tak Netflix chciał przerobić dzieło duetu Brubaker/Phillips na serial to dopiero byłby szał!


♥ ♥ ♥
Ed Brubaker, Sean Phillips, Elizabeth Breitweise, Zabij albo zgiń 1-3 (tyt. oryg. Kill or Be Killed), tłum. Paulina Braiter-Ziemkiewicz, wyd. Non Stop Comics, Katowice 2017-2018. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz