Nietypowe letnia powieść na ochłodę, czyli „Czarne” Anny Kańtoch


Ufff, ale gorąco. Latem aż chce się czytać letnie powieści. A jeśli za książkę o tematyce wakacyjniej bierze się Anna Kańtoch od razu wiadomo, że będzie nietypowo, wciągająco i szalenie interesująco. Ale nie uprzedzajmy faktów...

Czarne to miejsce niezwykłe, niemal magiczne, przesiąknięte beztroskimi wspomnieniami, marzeniami, nostalgią. To tam bezimienna bohaterka i jej rodzina spędzała całe lato. To tam dziewczynka i jej dwaj bracia beztrosko się bawili i powoli wchodzili w dorosłość. Tylko tam byli naprawdę szczęśliwi. Ale co by się stało, gdyby okazało się, że to wszystko jest tylko ułudą? Wspomnienia skrywa cień, a to co rzeczywiste coraz bardziej przypomina sen lub wytwór wyobraźni schorowanego umysłu.

Za sprawą osobistego tonu i intymnych zwierzeń powieść kojarzy się z pamiętnikiem. Bohaterka relacjonuje swoją codzienność (akcja rozgrywa się w 1935 r.) oraz wraca wspomnieniami do przedwojennych lat dzieciństwa i młodości. Trzydziestopięcioletnia kobieta zdaje się być zbyt wrażliwa, delikatna i zupełnie nie pasująca do zwykłego życia, dlatego jej obecność w ośrodku dla nerwowo chorych zupełnie nie dziwi. Z resztą narratorka zdaje sobie sprawę ze swojej nadwątlonej kondycji psychicznej, a sam pobyt w wariatkowie traktuje raczej jak sanatorium. Wszystko zaczyna się komplikować kiedy kobieta zauważa niepokojący błąd w otaczającej ją rzeczywistości. Tajemnica zagęszcza się, a wszystko wskazuje na to, że odpowiedzi na swoje pytania bohaterka może odnaleźć tylko w dawnej rodzinnej rezydencji. 

W przypadku powieści Anny Kańtoch fabuła tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia, bo sam klimat wystarczy, żeby skraść serce czytelnika. Nie znaczy to, że historia bohaterki nie jest ciekawa, wręcz przeciwnie, ale to właśnie fenomenalna atmosfera niepokoju, nostalgii, erotyzmu i niedomówień działa na wszystkie zmysły czytelnika. Dzięki temu „Czarne” czyta się jednym tchem, a kolejne strony aż parzą pod palcami. Z przyjemnością dałam się uwieść autorce i mogłabym okrzyknąć jej powieść mianem prozy genialnej, ale… 

No właśnie, jest jedno ale. W pewnym momencie do całej tej niesamowitej historii wkradają się elementy fantastyczne. Zupełnie niepotrzebnie (jak dla mnie), bo psują nieco klimat i sieją zamęt w głowie czytelnika. Pewnie o to właśnie chodziło, bo trzeba przyznać, że powieść wymyka się jakimkolwiek schematom, jednak szkoda mi bardzo tej gęstej i dusznej atmosfery, która gdzieś pod koniec zaczyna się rozrzedzać. W ogólnym rozrachunku całość wypada świetnie, ale chyba wolałabym, żeby „Czarne” pozostało intymną, przesiąkniętą erotyzmem i tajemnicą opowieścią o dojrzewaniu. Ale ciii, już dość zrzędzenia, bo nic nie zmieni faktu, że dzieło Anny Kańtoch jest jedną z najciekawszych i najbardziej oryginalnych polskich powieści ostatnich lat.

♥♥♥
Anna Kańtoch, Czarne, wyd. Powergraph, Warszawa 2012. 

2 komentarze:

  1. Faktycznie, trochę nietypowy dobór wakacyjnej lektury;) Nie czytałam tej powieści, ale po tym co piszesz wnioskuję, że miałabym podobne odczucia - po co "psuć" elementami paranormalnymi dobrą historię?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio lubię książki, których akcja rozgrywa się właśnie w tych latach. Czytałam "Światła września" i mnie urzekły, zafascynowały klimatem tamtych czasów :)

    OdpowiedzUsuń