W poszukiwaniu przeszłości? - „Wschód” Andrzeja Stasiuka

Otwieram okładkę i ruszam w podróż w nieznane, choć przecież cofam się w przeszłość, do wnętrza świata, którego już nie ma. Parafrazując Miłosza, takiej książki młody człowiek nie napisze. Bo żeby powstało coś równie doskonałego, jak „Wschód” potrzebna jest życiowa mądrość i wrażliwość, które są znakiem rozpoznawczym prozy Andrzeja Stasiuka.


W swojej książce pisarz opowiada o dorastaniu w cieniu Wschodu, o nieograniczonej przestrzeni, trudach podróży, rosyjsko-chińskim pograniczu i innych nieoczywistych miejscach. Wielokrotnie szuka powodów, dla których ruszył na drugi koniec świata, usprawiedliwia się przed sobą i po części chyba przed mamą, która zupełnie nie może zrozumieć tego jeżdżenia. Staruszka namawia syna, żeby pojechał lepiej na jakieś wakacje w stylu all inclusive, jak normalni ludzie. Z resztą fragmenty o matce należą do tych najlepszych z całej książki, to one wywołują najdotkliwsze kłucie w sercu. Opowieść o ich relacji, to opowieść o samotności zrodzonej z bliskości.
„Nie potrafiłbym im wytłumaczyć, po co tu przyjechałem. Sam nie bardzo wiem. W poszukiwaniu przeszłości? Żeby zobaczyć, co stało się z dniami, które minęły?
Proza Stasiuka ma smak kromki świeżego chleba ze śmietaną i cukrem. Jest we „Wschodzie” wszystko co najlepsze w jego pisaniu. Smutek, tęsknota, samotność, śmierć, pamięć i zapomnienie, dźwięki, smaki, zapachy i widoki. To wszystko przetworzone przez jego męską wrażliwość daje niesamowity efekt. To tak, jakby dotykać absolutu, mieć tuż przed oczami cały sens istnienia, który i tak w końcu gdzieś umyka. No więc przewracam kolejne kartki, dziwię się tym prostym i pięknym zdaniom, zaznaczam ołówkiem kolejne fragmenty i myślę sobie, że gdyby ktoś chciał ode mnie pożyczyć „Wschód”, to chyba bym odmówiła. No bo jak to? Wynieść Stasiuka z domu? Rozstać się na dłużej? Niemożliwe. Przecież wiem, że przez najbliższe tygodnie będę zdejmować tomik z półki, przeglądać go w nieskończoność i szukać zaznaczonych zdań.
„Widzę przeszłość wyraźniej niż teraźniejszość. Przecież to, co jest, nabiera sensu dopiero, gdy minie.”
„Wschód” jest jedną z najbardziej autobiograficznych książek Andrzeja Stasiuka. Nie przestaje mnie zadziwiać, że jego sielskie i wiejskie dzieciństwo tak bardzo przypomina mi moje własne, a przecież dzieli nas prawie trzydzieści lat. Czyżby świat zmieniał się kiedyś wolniej? Bardzo łatwo uwierzyłam w opowieść Stasiuka i łapczywie spijałam słowa zadrukowane na kartach papieru. W międzyczasie przeczytałam kilka wywiadów i dopiero jedna z jego wypowiedzi mnie otrzeźwiła. Stasiuk zwrócił uwagę na to, że jest pisarzem i tworzy literaturę, a nie reportaże. Jeśli czegoś nie pamięta, to zaczyna zmyślać, nagina rzeczywistość do własnych potrzeb, bo opowieść ma być ciekawa i dobrze napisana. I w rzeczywistości taka jest. Literacko piękna, melancholijna i smutna. Wspaniała proza, nawet jeśli zmyślona, to i tak warta więcej niż połowa książek w mojej biblioteczce.
„Na Altan Els było cicho. Zupełnie. Leżałem w śpiworze, nasłuchiwałem i nic nie mogłem usłyszeć. Ciemność i cisza. Trochę gwiazd w górze. Nigdy czegoś takiego nie słyszałem. Takiej dźwiękowej nicości. A jednocześnie przecież było wiadomo, że świat rozciąga się wokół, rozprzestrzenia bez żadnych przeszkód.”
♥ ♥ ♥
Andrzej Stasiuk,
Wschód, wyd. Czarne, Wołowiec 2014.

Komentarze


Photobucket        

Mój Instagram