Słodka i świąteczna opowieść dla romantyczek, czyli „Na Święta przytul psa” Lizzie Shane

Nadszedł ten moment, kiedy można wyjąć z szafy wszystkie te świąteczne sukienki, mikołajowe czapki, koszulki i piżamy z gwiazdkami, choinkami, bałwankami i reniferami. I w takim eleganckim stroju zakopać się pod kocem, żeby spędzić kilka chwil w towarzystwie miłej lektury. Wiecie, takiej świątecznej bzdurki, która przekonuje, że świat może i jest okrutny, ale ludzie są w głębi serca dobrzy, a tuż za zakrętem na każdego czeka miłość. Tego typu książki sprawiają mi prawdziwą radość tylko raz w roku – właśnie w grudniu, kiedy moja potrzeba łaskawszego spojrzenia na świat i jego mieszkańców wzrasta. Dlatego dziś polecam Wam powieść „Na Święta przytul psa” Lizzie Shane.

Własną drogą szedł, czyli „Serca bicie. Biografia Andrzeja Zauchy”

Na tom „Serca bicie. Biografia Andrzeja Zauchy” czekałam od lat, nawet nie wiedząc, że czekam. Brakowało mi na rynku książki o jednym z najwspanialszych polskich artystów, zdjęć drukowanych na papierze, bo w sieci jest ich tak mało, wspomnień, przeplatanych z biografią, które można by czytać przy dźwiękach piosenek wyśpiewywanych przez Zauchę. I w końcu jest, wspólne dzieło Katarzyny Olkowicz i Piotra Barana cieszy oko i raduje serce, bo tak pięknie przypomina Andrzeja Zauchę, jego niesamowity talent i tragiczną historię.

Przekozacka fantastyka, czyli „Hiob: Komedia sprawiedliwości” Roberta A. Heinleia

„Hiob: Komedia sprawiedliwości”, czyli czwarta odsłona Rebisowej serii „Wehikuł czasu”, to książka przekozacka. Może nie jest to najelegantsze określenie, ale doskonale pasuje mi do dzieła Roberta A. Heinleina.

Motocyklowe postapo, czyli „Aleja potępienia” Rogera Zelznego

Trzeci tom wydany w ramach serii „Wehikuł czasu” okazał się najsłabszym z całego cyklu. To wcale nie znaczy, że „Aleja potępienia” Rogera Zelznego jest kiepską powieścią. Po prostu wypada nieco gorzej niż dwie poprzedniczki.

Inteligentna rozrywka na najwyższym poziomie, czyli „Koniec dzieciństwa” Arthura C. Clarke’a

Ze współczesnymi zjadaczami popkultury jest ten problem, że widzieliśmy już niemal wszystko. Trudno zaskoczyć nas czymś nowym i oryginalnym, dlatego tak dobrze wraca się do klasyki. Seria „Wehikuł czasu” bazuje głównie na sentymentalizmie, pozwala przypomnieć sobie powieści kultowe, przy których łezka się w oku kręci, a z piersi wydobywają się ciche westchnienia. Tak było w przypadku genialnych „Kwiatów dla Algernona” i tak jest z „Końcem dzieciństwa” Arthura C. Clarke’a.

Wstrząsająca klasyka, którą trzeba przeczytać, czyli „Kwiaty dla Algernona” Daniela Keyesa

Dom Wydawniczy Rebis wystartował niedawno z nową serią „Wehikuł czasu”, która ma przypominać klasykę fantastyki i jej sztandarowych twórców. Na „dzień dobry” poznański wydawca zafundował nam mocne emocje zaczynając od wspaniałych i ponadczasowych „Kwiatów dla Algernona” Daniela Keyesa.