Solidna porcja dobrego humoru, czyli ciąg dalszy przygód przyjaciółek z „Giant Days”

„Giant Days” to nadal moja ulubiona seria wydawana przez Non Stop Comics. I cóż z tego, że wydawnictwo ma w swojej ofercie lepsze i ambitniejsze tytuły, skoro to z Esther, Daisy i Susan spotykam się najchętniej. Na mojej komiksowej półce oko cieszy już sześć zeszytów, dlatego najwyższa pora nadrobić zaległości i opowieść o trzech ostatnich tomach.


Zeszyt czwarty „Przepraszam, że Cię zawiodłam” zaczyna się mocnym uderzeniem, bo oto Esther rezygnuje ze studiów (kto nigdy o tym nie myślał niech pierwszy rzuci kamieniem), wraca do domu i zaczyna pracować w piekarni. Jej słodka kariera nie trwa jednak długo, bo śliczna gotka stworzona jest do innych celów. Dziewczyna angażuje wszystkie swoje siły i ambicje w projekt filmowy, a to oznacza, że będzie się działo. Susan próbuje się pozbierać po rozstaniu z McGrawem, a Daisy znów przemyka niemal niezauważona. A to jeszcze nie koniec, bo przyjaciółki muszą znaleźć sobie nowe mieszkanie na kolejny rok studiów, a ponieważ ociągają się okrutnie, to wszystkie najlepsze miejscówki są już zajęte.

Z kolei piątka zatytułowana „Jak nie teraz, to kiedy?” stanowi swobodną kontynuację poprzedniej części. Daisy zalicza pierwsze praktyki w terenie. Esther i reszta znajdują dom poza kampusem, ale razem z nowym lokum na ich głowy spadają nowe kłopoty. Susan cierpnie na samą myśl, że McGraw mieszka po sąsiedzku, a w dodatku już zaczął się z kimś spotykać. Poza tym nowe gniazdko trzeba jakoś urządzić. Ale zanim dziewczyny ruszą na meblowe zakupy, najpierw wybiorą się na letni festiwal.

Natomiast najnowsza szóstka „ Nie wariuj, Daisy” w końcu skupia się na uroczej okularnicy. Studentka wpada prosto w sidła miłości, ale sama do końca nie wie czego chce i potrzebuje mocnego kopa, który skłoni ją do działania. Do Susan przyjeżdża ojciec, żeby zaopiekować się swoją chorą córką. Pan Ptolemy jest tak opiekuńczym i uroczym człowiekiem, że w końcu owija sobie dziewczyny wokół palca i zaczyna niańczyć całą trójkę. Esther czuje, że powinna nawiązać znajomość ze zgryźliwym sąsiadem, który podgląda je zza firanki. Jeszcze nie wie, że tragedia wisi w powietrzu i wcale nie będzie nią urządzana proszona kolacja, na której nasze bohaterki postanawiają zachowywać się jak dorośli ludzie.

„Giant Days” to najlepsze lekarstwo na chandrę i to dostępne bez recepty. Poczucie humoru Johna Allisona nieprzerwanie bawi, a wesoła, kolorowa szata graficzna cieszy oko i zaraża optymizmem. Błyskotliwe dialogi skrzą się humorem i raz za razem prowokują u czytelnika wybuchy niekontrolowanego chichotu. I choć wszystkie scenki z udziałem dziewczyn są rozbrajająco zabawne, to prawdziwym hitem jest historyjka o wyprawie do Ikei. Można autentycznie popłakać się ze śmiechu. Szczególnie jeśli tak jak Esther czytelnik patrzy z góry na działalność szwedzkich meblarzy.

Dziewczyny zostały zestawione ze sobą na zasadzie kontrastu. Czasami trudno uwierzyć, że tak różne osoby mogą się przyjaźnić, ale właśnie w tym ich dopasowywaniu się do siebie tkwi cały urok opowieści Allisona. Scenarzysta przedstawia perypetie Susan, Daisy i Esther w krzywym zwierciadle, a ich charakterki są nieco przerysowane, żeby napędzić komizm sytuacji i uwypuklić drobne dramaty studentek. Ale to wszystko nie miałoby aż takiej siły rażenia bez rewelacyjnych, ciepłych i urzekających ilustracji Maxa Sarina. Prosta kreska rysownika, dynamiczne kadry i kolory (mnóstwo kolorów!), sprawiają, że czytelnik traci panowanie nad mięśniami twarzy i zaraz po otwarciu okładki zaczyna się mimowolnie uśmiechać.

„Giant Days” niepoprawnie optymistyczna, przepełniona radością, szaleństwem i młodzieńczą energią opowieść o sile przyjaźni, wchodzeniu w dorosłość i mierzeniu się z pierwszymi, prawdziwymi troskami życia codziennego. Nawet jeśli chwilami John Allison nieco przesadza i stawia dziewczyny w trudnych do uwierzenia sytuacjach, to wciąż pozostaje przy tym rozbrajająco czarujący, a czytelnik natychmiast przypomina sobie dziwaczne historyjki z własnego życia, w które na dobrą sprawę też nikt by nie uwierzył. Nie ma drugiej tak cudnej, zabawnej, lekkiej i urokliwej serii. Jak dla mnie pozycja obowiązkowa dla wszystkich od 15. roku życia wzwyż.

♥ ♥ ♥
John Allison, il. Max Sarin, Giant Days 4: Przepraszam, że cię zawiodłam, Giant Days 5: Jak nie teraz, to kiedy?, Giant Days 6: Nie wariuj, Daisy, tłum. Bartosz Sztybor, wyd. Non Stop Comics, Katowice 2018-2019.

Komentarze


Photobucket        

Mój Instagram