Diabeł, szatan, zły duch - jakby go nie nazywać, wysłannik piekła istnieje trochę na granicy świadomości, nawet wśród osób wierzących. Popkultura zrobiła swoje tworząc postać trochę bajkową, złą i przebiegłą, balansującą na granicy, intrygującą w złożoności swojego charakteru. Nawet w Kościele o szatanie nie mówi się przesadnie często, przyznam, że też wolę słychać na kazaniu o Bożym miłosierdziu, niż o straszeniu piekłem. Przez to, odnoszę wrażenie, wszelkie zagrożenia duchowe zostały zepchnięte na dalszy plan. Może to znak naszych czasów? A przecież zagrożenia ze strony złego są jak najbardziej realne, o czym w przejmujący sposób opowiada Michaela w swojej książce „Uciekłam od szatana”.