Sprawy, na które przyszedł czas, czyli obrazki z rozpadu rodziny

W „Sprawach, na które przyszedł czas” Petra Soukupová po raz pierwszy bierze na warsztat relacje małżeńskie i w typowy dla siebie sposób pokazuje związek z siedemnastoletnim stażem i dwójką dzieci na koncie. Jak kształtowała się ich relacja i czy po tylu latach można jeszcze mówić o miłości? Znając Petrę jednego można być pewnym, nie będzie ani miło, ani przyjemnie.


W swoje najnowszej powieści Soukupová prześwietla związek Alice i Richarda od samego początku – od pierwszej randki, przez wszystkie przełomowe momenty w ich życiu, poprzetykane zwykłą codziennością, aż do momentu kulminacyjnego, w którym wszyscy orientują się, że to ich wspólne życie nie miało tak wyglądać. Perspektywa zmienia się od czasu do czasu, żeby każdy z bohaterów mógł pokazać swój punkt widzenia na jakąś sytuację. Czeska pisarka specjalnie wybiera momenty trudne, obarczone emocjonalnymi niepowodzeniami, drobne scysje czy małe domowe konflikty, żeby pokazać, jak kawałek po kawałku, ludziom rozpada się wspólne życie.

Alice i Richard tworzą pozornie szczęśliwą parę. Może kłócą się trochę za często, a namiętność w ich związku dawno wygasła, ale w końcu nie to jest najważniejsze. Liczy się fakt, że wszyscy są zdrowi, dorośli pracują, a dzieci nie sprawiają większych kłopotów. Stać ich na wspólne wyjazdy, drogie prezenty, domek za miastem, wyjścia do kina czy kawiarni. Stabilne i solidne życie, o którym wielu marzy. A jednak to tylko ładna fasada, bo między Alice i Richardem nie ma już żadnej relacji. Łączą ich jedynie dzieci, które podświadomie solidaryzują się z matką, a ojciec tylko przeszkadza w ich wypracowanym przez lata układzie. Bo Richard cały czas jest z boku, dużo pracuje, żeby jego rodzinie wygodnie się żyło, a przez to nie zauważa emocjonalnych potrzeb swoich bliskich. Po robocie chce mieć święty spokój, spędzić czas tak jak lubi, a nie użerać się z naburmuszoną i wiecznie niezadowoloną Alice oraz trajkoczącymi dziećmi, które odstają od jego wyobrażeń.

Soukupová snuje swoją historię zimnym, oszczędnym w słowach tonem. Tym samym nie wskazuje winnych ani nie ocenia swoich bohaterów. W trakcie lektury łapię się na tym, że podświadomie trzymam stronę Alice. Bo przecież rozumiem jej pragnienie zbudowania relacji, potrzebę bycia docenianą i adorowaną. I choć kobieta irytuje mnie swoją kłótliwością i wybuchowym charakterem, to wiem, że jej rozdrażnienie wynika z tego, że Richard nie potrafi zatroszczyć się o relację z żoną, nie widzi jej troski o codzienne sprawy, nie docenia jej pracy w domu i w zawodzie, który Alice dla siebie wybrała. Dlatego do kielicha z goryczą kapią kolejne krople niespełnionych oczekiwań, wzajemnych pretensji, łez żalu wylewanych z narastającego poczucia samotności. A może niektórym ludziom po prostu się nie udaje?

Wzięłam historię Alice i Richarda do siebie, odnalazłam się w jej przeżyciach i ani trochę nie spodobało mi się to, co zobaczyłam. Lektura „Spraw, na które przyszedł czas” wywołuje nieprzyjemny ucisk w środku, wytrąca z równowagi i zasmuca. Bo Soukupová pokazuje realny i zdaje się, że powszechny problem, ale tak naprawdę nie daje żadnych rozwiązań. I na koniec zostajesz z niczym. Ewentualnie ze złamanym sercem i garścią gorzkich przemyśleń. Jak po nieudanym małżeństwie. To nie jest literatura, która uleczy, raczej jeszcze mocniej dociśnie do podłogi. Wspaniale dojmująca i dobijająca proza. O ile oczywiście lubisz takie żywe, pisane żalem i niespełnieniem powieści. Czytajcie, Petra Soukupová jest w życiowej formie.

♥ ♥ ♥
Petra Soukupová, Sprawy, na które przyszedł czas (tyt. oryg. Věci, na které nastal čas), tłum. Julia Różewicz, wyd. Afera, Wrocław 2022. 
 

Komentarze