Dni piasku, czyli Dust Bowl w obiektywie

„Dni piasku” Aimée de Jongh to ten rodzaj komiksu, który lubię najbardziej - jednotomowa, zamknięta opowieść z mocno zarysowanym tłem społeczno-obyczajowym i konkretnym problemem, który porusza.


Opowieść stworzona przez holenderską artystkę stoi gdzieś pomiędzy „Bractwem Bang Bang” Grega Marinovicha i Joao Silvy, a „Gronami gniewu” Steinbecka. Ameryka, lata 30., sam środek wielkiego kryzysu gospodarczego. Młody, ambitny fotograf, John Clark, zostaje wysłany do środkowej części stanów, żeby udokumentować burze pyłowe w tamtym rejonie. Mężczyzna dostaje listę obiektów i sytuacji do sfotografowania, jednak na miejscu okazuje się, że realia są bardziej skomplikowane, a John ma coraz więcej wątpliwości co do słuszności swojej pracy.

Aimée de Jongh kapitalnie rozkłada akcenty i początkowo pokazuje nam młodego człowieka, z całą jego życiową nieporadnością i wyobrażeniami, które muszą się rozbić o brutalną rzeczywistość. Autorka nie umniejsza roli Johna, ani tym bardziej nie wyśmiewa jego naiwności, ale w prosty i przejmujący sposób pokazuje przemianę wewnętrzną bohatera. Im bliżej fotograf poznaje lokalsów i im bardziej angażuje się w ich trudną, życiową sytuację, tym częściej podważa moralne prawo do tego, co robi. Bo gdzie kończy się praca i profesjonalizm, a zaczyna szacunek do prywatności drugiego człowieka? Czy da się pogodzić jedno z drugim? Im więcej John ma wątpliwości, tym głębiej czytelnik wchodzi w tę historię i jeszcze bardziej angażuje się emocjonalnie. Dzięki temu, nawet odrobinę przewidywalne zakończenie, jest dokładnie tym, czego odbiorca oczekuje, a finalne rozwiązanie rewelacyjnie domyka całość.
 

Bardzo lubię komiksową narrację prowadzoną w taki sposób, jak robi to Aimée de Jongh. Za fabułą stoją przede wszystkim znakomite ilustracje. Czyste, wyraźne kadry, czasem nawet całostronicowe, na których obraz jest ważniejszy niż słowa. Mimika bohaterów (chłopiec z palcem z nosie rozłożył mnie na łopatki), krajobrazy, zbliżenia na detale - tym wszystkim Aimée buduje klimat, tworzy całą otoczkę i sprawia, że czytelnik wpada w tą historię po uszy i niemal czuje piasek pod palcami.

„Dni piasku” to poruszający komiks oparty na prawdziwych historiach ludzi, którzy masowo migrowali do Kalifornii w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. O tym, że na miejscu czekały na nich bieda, nienawiść i obozy pracy, wiemy z powieści Steinbecka, natomiast Aimée de Jongh pokazuje chwilę przed wyjazdem. Codzienną krzątaninę, pakowanie, wątpliwości targające ludźmi. Przejmujące ludzkie losy, w połączeniu z dylematami Johna, robią kolosalne wrażenie i każą się zastanowić nad kondycją świata, nie tylko tego, który przeminął, ale i tego, w którym teraz żyjemy. Bo czy wszystko powinno być wystawione na widok publiczny? Do tego piękne i solidne wydanie (jest nawet obwoluta!), na matowym papierze o charakterystycznym zapachu, sprawiają, że ten komiks jest nie tylko niezapomnianą historią, ale też po prostu pięknym przedmiotem. Polecam każdemu, nawet tym, którym nie po drodze z z opowieściami obrazkowymi.


♥ ♥ ♥
Aimée de Jongh, Dni piasku (tyt. oryg. Jours de Sable), tłum. Bartosz Musiał, Non Stop Comics, Katowice 2022.

Komentarze