
Dziś kilka słów o książce, którą bardzo lubię, a jakoś tak się złożyło, że jeszcze nie zdążyłam Wam o niej opowiedzieć. Szybko nadrabiam, bo „Ewangelia dla dzieci 2025” to publikacja, którą zdecydowanie warto mieć na swojej półce.
Jak już pewnie wiecie, bo wspominałam o tym wielokrotni, jestem wielką fanką książek, które można nazwać codziennikami, czyli publikacji, które gromadzą inspirujące myśli na każdy dzień roku. Sięgam po tego typu tomiki często i z przyjemnością, a każdy kolejny tytuł tego rodzaju zawsze raduje moje serduszko. Ostatnimi czasy zaglądam do książeczki „Dzień z Ewangelią na rok A, B, C” s. Bożeny Marii Hanusiak.
Nie spodziewałam się, że publikacja „Jezus i żydowskie korzenie prawdy o Chrystusie” będzie aż tak szalenie ciekawą lekturą. Podeszłam do książki Branta Pitre’a bez żadnych oczekiwań i od samego początku przepadłam.
„Biblia dla młodych” to nasze odkrycie i wielki zachwyt od pierwszego wejrzenia. Razem z Ignacym sięgamy po nią często i chętnie, czytając kolejne opowieści biblijne wieczorami przed snem.
W dzisiejszej Ewangelii czytamy Mękę Pana naszego Jezusa Chrystusa, a to dobra okazja, żeby opowiedzieć Wam o dwunastu kobietach, które odpowiedziały na wezwanie Miłości i przyjęły na siebie cierpienie, którego doświadczał Jezus.
Powoli wchodzimy w ostatni tydzień Wielkiego Postu. Na ten wyjątkowy czas chciałabym zaproponować Wam dwie publikacje, które przede wszystkim skłaniają do osobistej refleksji i zachęcają do zadumy nad Męką Pana Jezusa.
„Ku Górze Alwerni. Podstawy duchowości franciszkańskiej” to mała wielka książeczka. Noszę ją ze sobą w torebce, żeby sięgać w wolnej chwili do podkreślonych słów i czerpać garściami z nauk świętego Franciszka, który ostatnimi czasy stał mi się bardzo bliski.
Nie sądziłam, że powieść Alii Trabucco Zerán aż tak mną wstrząśnie. „Do czysta” przeczytałam szybko, łapczywie i z przejęciem, czując na sobie wszystkie emocje bohaterki, choć jej narracja jest zimna i rzeczowa. Mocna, zachwycająca proza. Właśnie takie książki chcę czytać w swoim życiu.
Kiedy byłam mała, marzyłam o tym, żeby być Simoną Kossak. Nie znałam wtedy tej wybitnej kobiety, ani tym bardziej jej historii, ale miałam podobne marzenia - mały domek gdzieś w głuszy, w którym będą ze mną mieszkać wszelkie stworzenia małe i duże. Zobaczyłam to wyraźnie na kartach książki „Simona” Marii Strzelckiej i przepadłam.