Podaruj komiks pod choinkę czyli garść pomysłów na najlepsze komiksowe prezenty

Mam wrażenie, że komiksy wciąż są u nas niedoceniane. A przecież wśród powieści graficznych również znajdują się literackie i artystyczne arcydzieła, jak choćby „ Perramus. W płaszczu zapomnienia” duetu Sasturain/Breccia, o którym wspominałam Wam niedawno. Podejrzewam, że niektórzy nawet chcieliby sięgnąć po komiks, albo podarować go jako oryginalny pomysł na gwiazdkowy prezent, ale sami nie wiedzą jaki tytuł wybrać. Spokojnie, już nie musicie się martwić, bo oto przygotowałam dla Was zestawienie najciekawszych komiksów, które będę trafionym pomysłem na prezent. Nie, nie dziękujcie, opowiadanie o komiksach to sama przyjemność.



Od razu zaznaczam, bazowałam na ofercie mojego ulubionego wydawcy czyli Non Stop Comics. Ich komiksy znam najlepiej, a rozpiętość tematów w wydawanych tytułach jest ogromna. Poza tym mam pewność, że katowicki wydawca przykłada się do swojej roboty i zawsze wypuszcza wymuskane tomiki. A przecież komiks jako przedmiot tez musi być starannie wydany, żeby sprawiał dodatkową radość. Dobra, dość przynudzania. Gotowi? No to jedziemy z tym koksem.


  • Komiks dla zaangażowanych w sprawy społeczno-polityczne
Dla czytelników zaangażowanych w sprawy społeczno-polityczne polecam szczególnie opartą na prawdziwych wydarzeniach „Odyseję Hakima” Fabiena Toulmé. Co prawda czytałam tylko drugi tom „Z Turcji do Grecji”, ale nie popełniajcie mojego błędu i zacznijcie od początku.

Dla tych, którzy tak jak ja przegapili początek tej historii autor podrzuca krótką ściągę, czyli pokrótce streszcza o co chodziło w pierwszej części komiksu. Hakim jest syryjskich uchodźcom, który stara się ułożyć sobie życie. On i jego młoda żona ledwie wiążą koniec z końcem, a kiedy na świcie pojawia się dziecko, młodzi postanawiają postawić wszystko na jedną kartę i szukać szczęścia w Europie. Kobieta wyjeżdża z pomocą rodziny, żeby zdobyć odpowiednie dokumenty dla Hakima i ich synka, którzy mają dołączyć do niej za jakiś czas. Niestety sprawy biurokratyczne ciągną się w nieskończoność, dlatego Hakim decyduje się ruszyć do Francji na własną rękę. Mężczyzna jeszcze nie wie z czym przyjdzie mu się zmierzyć w trakcie kolejnej tułaczki.

Historia Hakima budzi trwogę, a lekturze towarzyszy nieustający lęk o losy ojca i syna, choć czytelnik z góry wie, że na końcu tej historii czeka happy end. Przecież autor spotyka się z Hakimem w jego ciepłym, bezpiecznym i szczęśliwym domu. Jednak przerzucając kolejne strony komiksu i obserwując zmagania bohaterów, ich szamotaninę, rozpacz i ciągłą walkę z przeciwnościami losu łatwo zapomnieć o przyszłości, bo liczy się tu i teraz. Patrzę na tych wszystkich ludzi, którzy chcą uciec od wojny, biedy i zwątpienia, widzę zacumowane przy brzegu łodzie i czuję strach biegnący wzdłuż kręgosłupa. „Nie rób tego, nie wsiadaj na łódź” powtarzam w myślach zaklinając Hakima, a przecież wiem, że mój niepokój nie ma żadnego znaczenia, bo to co ma się wydarzyć na kartach komiksu jest już przeszłością w realnym życiu bohaterów.

Powieść graficzna Fabiena Toulmé pomimo bardzo uproszczonej warstwy graficznej mocno oddziałuje na emocje i zmusza czytelnika do zrewidowania własnych poglądów. Autor pozwala zobaczyć w uchodźcy przede wszystkim człowieka, który pragnie jedynie godnego życia dla siebie i swojej rodziny. Z pewnością jedna z najlepszych tegorocznych komiksów.

♥ ♥ ♥
Fabien Toulmé, Odyseja Hakima tom 2: Z Turcji do Grecji (tyt. oryg. Odyssée d'Hakim: Tome 2), tłum. Wojciech Birek, wyd. Non Stop Comics, Katowice 2020. 

  • Dla poszukiwaczy dobrej rozrywki
Rick Remender jest sztandarowym scenarzystą Non Stop Comics. Wygląda na to, że katowicki wydawca wyjątkowo ceni jego twórczość, ja natomiast mam z Amerykaninem trudną relację, bo czasami go uwielbiam, a innym razem nudzi mnie jak mało kto. W przypadku „Death or Glory” skłaniam się zdecydowanie ku tej pierwszej opcji.

Glory to młoda kobieta, która od wczesnych lat dziecięcych żyje w społeczności kierowców wielkich ciężarówek, którzy są ostatnimi strażnikami amerykańskich wartości (tak, wiem jak to brzmi, ale w komiksie o dziwo ma sens). Kiedy na głowę dziewczyny spadają poważne kłopoty, przyparta do muru musi zdobyć pieniądze, żeby sfinansować ojcu operację ratującą życie. Jedyną możliwością na zorganizowanie tak dużych środków wydaje się seria napadów. I choć Glory zdaje się być świetnie przygotowana, to jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem, a bohaterka wpada w jeszcze większą aferę, w którą w dodatku zamieszana jest mafia, skorumpowani gliniarze i były mąż dziewczyny.

Akcja komiksu pędzi na łeb na szyję, przez cały czas dzieje się dużo, a poczucie ciągłego ruchu towarzyszy nam od pierwszego do ostatniego kadru, choć w tej historii nie brakuje też momentów dramatycznych i refleksyjnych. Jednak Remender tak to wszystko pięknie wyważył, że akcja i motywacja bohaterów ma swoje odbicie w sensownym scenariuszu, a Glory jest tym rodzajem bohaterki, którą uwielbia się od samego początku. Skojarzenia z serią „Szybcy i wściekli”, „Kill Bill”, a nawet starymi filmami sensacyjnymi nasuwają się same i sprawiają odbiorcy popkulturową radochę. Lekka, przyjemna, napisana z pazurem i kapitalnie narysowana historia. Zapowiada się naprawdę dobra seria.

♥ ♥ ♥
Rick Remender, Bengal, Death or Glory, tom 1, tłum. Maciej Pęśko, wyd. Non Stop Comics, Katowice 2020. 
 
  • Dla tych, którzy lubią się bać
Kierona Gillena znam głównie jak twórcę opowieści z uniwersum „Gwiezdnych wojen”. Ale jego nowa autorska seria „Die” to coś zupełnie innego kalibru. Wyobraźcie sobie, że razem z paczką znajomych zaczynacie grać w grę, która dosłownie wciąga dzieciaki do swojego świata. Czyżby „Jumanji”? Nic bardziej mylnego. Pierwsze skojarzenie fabularne jest nieprzypadkowe, ale filmy z serii „Jumanji” były po prostu familijnymi przygodówkami. Natomiast „Die. Fantastyczne rozczarowanie” to mroczna rozrywka dla dorosłych, którzy lubią się bać.

W 1991 r. grupa dzieciaków spotyka się w domu jednego z nich, żeby zagrać w grę fabularną wymyśloną przez organizatora wieczoru. Każdy z nastolatków wybiera postać, w którą będzie się wcielać, po czym cała szósta zostaje wciągnięta do świata gry. Po dwóch latach pięcioro z nich niespodziewanie wraca. Mija ponad 20 lat, a konsekwencje zniknięcia wciąż wleką się za bohaterami. Pewnego dnia cała grupa spotyka się ponownie, żeby zagrać w grę.

„Die. Fantastyczne rozczarowanie” to fantastyka pełną gębą. Autor przenosi sfrustrowanych czterdziestolatków do niebezpiecznego świata, który mógł ich fascynować kiedy byli dzieciakami i chcieli przeżywać przygody na papierze. Niestety rzeczywistość okazała się jeszcze straszniejsza niż wyobrażenia młodych. Teraz wrzuceni do świata gry są obciążeni dodatkowym życiowymi frustracjami, wyrzutami sumienia i problemami dorosłych. Tło obyczajowe daje radę, zwroty akcji robią wrażenie, rozwój fabuły również nie zawodzi, bo scenariusz jest mocny i dopracowany. Ale warstwa narracyjna to jeszcze nic, bo całą robotę robią tu genialne ilustracje. Stephanie Hans stanęła na wysokości zadania i stworzyła obłędną szatę graficzną. Malarskie prace fenomenalnie obrazują świat wymyślony przez Gillena. Artystka świetnie radzi sobie tworząc postaci ludzi i potworów (smok w jej wykonaniu prezentuje się oszałamiająco). Świat przedstawiony jest często ledwie zarysem wyłaniającym się z rozmytego tła, co nadaje całości charakteru i doskonale podkreśla mroczny klimat komiksu. W trakcie lektury nie brakuje u odbiorcy dreszczy emocji, niepokoju, a nawet strachu o to, co czeka bohaterów na następnej stronie. Bardzo dobra i godna polecenia rzecz.

♥ ♥ ♥
Kieron Gillen, Stephanie Hans, Die, tom 1: Fantastyczne rozczarowanie (tyt. Oryg. Die, vol. 1: Fantasy Heartbreaker), tłum. Paulina Braiter, wyd. Non Stop Comics. Katowice 2020. 


  • Dla wrażliwców z sercem na dłoni
„The Black Holes” to komiks dla wrażliwców, którzy stawiają przede wszystkim na klimat. Tutaj specyficznej atmosfery nie brakuje. Ogólnie całość jest bardzo osobliwa, bo wygląda to tak, jakby Tim Burton naczytał się ballad Mickiewicza, nasłuchał punkowych kapel i postanowił stworzyć coś nowego i pokręconego. Efekt końcowy zaskakuje i zaprząta myśli na długo po lekturze.

Rok 1856. Podczas nocnej wędrówki po lesie młoda Teresa przeżywa dziwne spotkanie, które zmienia jej życie. Rok 2016. Trzy nastolatki z małego miasteczka wcielają w życie marzenie wielu z nas, czyli zakładają punkowy zespół. 160 lat różnicy, to samo pragnienie wolności i marzenie o wyrażaniu siebie na własnych warunkach. I scenariusz, w którym dwie, toczące się równocześnie historie muszą w końcu spotkać się we wspólnym punkcie, żeby poruszyć wnętrze czytelnika.

Mrok i smutek snują się powoli pomiędzy kadrami, a Borja Gonzalez skutecznie buduje oniryczny nastrój, łączy ścieżki bohaterek, uchyla rąbka tajemnicy. Fabuła intryguje i przyciąga, choć momentami wydaje się chaotyczna i pozbawiona większego sensu. Jednak to tylko złudzenie, bo finał wynagradza wszystkie niedociągnięcia scenariusza. Zresztą fabuła jest tylko dodatkiem do zjawiskowej szaty graficznej. Proste, specyficzne rysunki hipnotyzują i pochłaniają całą uwagę, a nawet na moment przenoszą odbiorcę do krainy snów i tym wrażliwym pozwalają poczuć się jak jednak z bohaterek bez twarzy. Straszne i fascynujące uczucie. Choćby dlatego warto przeczytać.

♥ ♥ ♥
Borja Gonzalez, The Black Holes, tłum. Iwona Michałowska-Gabrych, wyd. Non Stop Comics, Katowice 2020.

  • Dla ceniących dobre obyczajówki
I na koniec coś wyjątkowego i mocno obyczajowego, czyli „PTSD”. Są takie wewnętrzne rany, które nigdy się nie goją. Przeszłość ciąży jak głaz, a życie jest tylko przykrą egzystencją. Jun doskonale o tym wie. Weteranka wojenna, porzucona przez państwo, funkcjonująca gdzieś poza społeczeństwem, bezdomna i samotna, próbuje wyciszyć ból fizyczny i psychiczny lekami. Jun nie może i nie chce się do nikogo zbliżać. Nie oczekuje pomocy i sama też nie ma zamiaru integrować się z innymi weteranami. Do czasu aż jej ścieżki przecina kosmaty piesek i miła sprzedawczyni jedzenia. Nagle dziewczyna dostrzega gdzieś w oddali palące się światełko nadziei.

„PTSD” to poruszająca opowieść, która mocno uderza w emocje czytelnika. Dużo tu smutku, rezygnacji i gorzkiego spojrzenia na świat, który mamił obietnicami, a później zabrał wszystko i zostawił tylko cierpienie. W życiu Jun powstała wyrwa, której dziewczyna nie potrafi wypełnić, a duszące wyrzuty sumienia tylko pogarszają całą sytuację. Fabuła komiksu miażdży serce i w bardzo przejmujący sposób opowiada o tym jakie są konsekwencje wojny w kontekście pojedynczego człowieka. Scenariusz mógłby być trudny do przyswojenia, gdyby nie mangowa szata graficzna. Specyficzna kresa, gęsto zapełnione kadry i zgaszone kolory łagodzą ciężar fabularny i sprawiają, że „PTSD” to właściwie opowieść dla każdego, kto ceni dobre obyczajówki z odpowiednio wyważoną ilością akcji. Komiks porusza ważny i trudny problem, o którym na co dzień mało kto rozmyśla, a przecież z syndromem stresu pourazowego zmaga się wielu ludzi, którzy niekoniecznie musieli być na wojnie. Guillaume Singelin w specyficzny sposób oswaja temat i pokazuje, że pomoc z zewnątrz jest potrzebna, żeby człowiek mógł wyjść na prostą, a także pozwala wierzyć, że wyjście z każdego mroku jest możliwe. Wiadomo, że są tutaj popkulturowe uproszczenia, a prawdziwe życie jest o wiele bardziej skomplikowane, ale nadzieja, którą niesie ze sobą opowieść o Jun jest bezcenna. Przeczytajcie koniecznie.

♥ ♥ ♥ 
Guillaume Singelin, PTSD, tłum. Jakub Syty, wyd. Non Stop Comics, Katowice 2020.


 
PS
Zupełnie przypadkiem mój komiksowy prezentownik zszedł się w czasie z wielką akcją promocyjną w wydawnictwie. Właśnie teraz możecie kupić wszystkie tomiki wydane pod szyldem Non Stop Comics z 45% rabatem. Nic tylko wybierać, gwarantuję, że warto (klik).


Komentarze


Photobucket        

Mój Instagram