Źle pojmowana sprawiedliwość, czyli „Wypędzenie Gerty Schnirch” Kateřiny Tučkovej

„Wypędzenie Gerty Schnirch” Kateřiny Tučkovej, znanej polskiemu czytelnikowi ze znakomitych „Bogiń z Žitkovej”, to mocna i porażająca lektura. Poprzez opowieść o losach młodej dziewczyny, a później kobiety, Tučková próbuje rozliczyć swoich rodaków z powojennej traumy i wydarzeń, które doprowadziły do tego, że z ofiar zmienili się w katów.


Tematyka powieści jest trudna i bolesna, ale w literaturze omawiana już wielokrotnie. Nawet u naszych południowych sąsiadów. W świetnych „Pieniądzach od Hitlera” Radka Denemarková zadaje czytelnikom kolejne ciosy za pomocą krótkich, przerywanych zdań. Rozpaczliwa historia Gity to nic innego jak desperackie wołanie o sprawiedliwość i szacunek. Tučková idzie w podobnym kierunku, choć opowieść o losach Gerty nie budzi aż takiej trwogi. Jest straszna i po ludzku smutna, ale styl pisarki jest bardziej wyważony i uładzony niż u jej starszej koleżanki po piórze, a przez to nie wywołuje aż takiego szoku. A może po prostu to ja przeczytałam zbyt wiele podobnych historii, żeby dziwić się ludzkiemu okrucieństwu.

Akcja „Wypędzenia Gerty Schnirch” rozpoczyna się w Brnie, gdzie Czechosłowacy, Niemcy i Żydzi żyją ze sobą w zgodzie i względnym spokoju. Wybuch II wojny światowej zmienia wszystko. Również rodzina młodziutkiej Gerty (Czeszki po matce, Niemki po ojcu), zostaje zniszczona przez fanatyzm człowieka z niezbyt gustownym wąsikiem. Mama umiera, bo zdaje się, że nie może znieść tego co stało się z jej mężem i synem, zapatrzonymi w Hitlera. I tak Gerta zostaje sama, bo mężczyźni niosą ze sobą jedynie strach i cierpienie. Zakończenie wojny również nie przynosi nadziei na nowe życie, ponieważ czechosłowackie społeczeństwo postanawia rozliczyć naród niemiecki ze wszystkich wojennych krzywd. I tak sąsiedzi stają przeciwko sobie, prześladowania nie omijają nikogo, a Gerta i jej maleńka córeczka zostają wypędzone z rodzinnego Brna. Tym samym muszą dołączyć do pochodu uciekających Niemców, nazwanego potem marszem śmierci, w którym sprawiedliwi żołnierze fundują niewinnym cywilom wszelkie możliwe atrakcje zwiane z gwałtami, pobiciami i atakami bestialskiej przemocy.

Pomimo wszystko Gerta postanawia przetrwać, bo wie, że tylko w ten sposób może ocalić własne dziecko. Tym samym zalicza obóz przejściowy, pracę na morawskiej wsi, a później powrót do Bran, które nie przypomina miasta z jej dzieciństwa. Kobieta nie ugina się pod ciężarem losu, choć doświadcza na własnej skórze wszystkiego co najgorsze i jest świadkiem upadku człowieczeństwa. Bohaterka podnosi się z każdego nieszczęścia, ale to wcale nie znaczy, że jest silniejsza o nowe doświadczenia. Gerta jest waleczna, inteligentna i sprytna. Ale też zaszczuta i skulona w sobie. Wszystkie emocje dusi głęboko w środku i żyje tak, żeby się nie wychylać. Tak tez wychowuje swoją córkę. Odcina ją od przeszłości, żeby nie przelewać na nią swoich traum, ale tym samym jest zimna w stosunku do Barbory. A dzieciństwo wyprane z uczuć nie może być dobre. Tylko, że Gerta nie myśli tymi kategoriami. Potrzeba przetrwania i spokoju jest ważniejsza niż wszystko inne.

„Wypędzenie Gerty Schnirch” to ciężka i historycznie drobiazgowa opowieść o okrucieństwie wojny (brawa dla autorki za tak solidne przygotowanie), której siła rażenia nie ominęła nikogo. O źle pojmowanej sprawiedliwości i ranach, które sprawiają, że człowiek z ofiary staje się żądnym krwi oprawcą. U Tučkovej nie ma łatwych rozwiązań, bo nawet miłość, która pcha Gertę do przodu, w ostatecznym rozrachunku nie przynosi jej ukojenia. I choć wydźwięk całej powieści jest smutny i pesymistyczny, to warto zadać sobie trud, żeby ją poznać. Bo ból, który niesie ze sobą proza czeskiej pisarki, zmienia perspektywę i pokazuje, że nikt z nas nie jest bez winy.
♥ ♥ ♥
Kateřina Tučková, Wypędzenie Gerty Schnirch (tyt. oryg. Vyhnání Gerty Schnirch), tłum. Julia Różewicz, wyd. Afera, Wrocław 2019. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz