Dobre, bo polskie, czyli cztery książki do czytania nie tylko od święta


Jestem wierna w miłości. Od lat kocham mojego męża, muzykę, która zachwyciła mnie w latach szczenięcych i moje książki, od których uginają się półki. Wśród tych ostatnich szczególnie cenię literaturę polską i polskich twórców. To po ich dzieła sięgam najczęściej. Taki mój przejaw patriotyzmu. Dlatego dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć krótko o czterech świetnych polskich powieściach, które warto czytać nie tylko od święta.



W tomie opowiadań Szczepana Twardocha „Tak jest dobrze” znajduje się sześć historii. Opowieści mocnych, niepokojących i bardzo ludzkich. I choć wolę Twardocha w dłuższych formach, muszę przyznać, że jego opowiadania są moce, wytrącające z równowagi i na długo zapadające w pamięć. Bo pisarz grzebie gołymi rękami w ludzkich duszach i bebechach. Opowiada o miłości i cielesności, o samotności, rozpaczy, zwątpieniu i różnych słabościach. Jest przy tym dosadny, a czasami nawet bezlitosny. Dlatego lekturę tomu trudno uznać za przyjemne doświadczenie.

Właściwie po odłożeniu książki na półkę miałam ochotę nakryć ją kocem, żeby na nią nie patrzeć i żeby ona nie zerkała w moim kierunku. Potrzebowałam czasu, żeby ochłonąć, choć tak naprawdę nie udało mi się do końca strząsnąć z siebie wszystkich emocji towarzyszących lekturze. Wciąż czuję dreszcz niepokoju na samą myśl i szczerze mówić nigdy nie chciałabym wracać do opowiadań Twardocha. Bo to, że nigdy o nich nie zapomnę jest raczej pewne (to samo mam ze „Szczęśliwą ziemią” Orbitowskiego). Jeśli oczekujcie mocnej literatury, która nie pozwoli wam zasnąć, to możecie brać „Tak jest dobrze” w ciemno.
♥ ♥ ♥ 
Szczepan Twardoch, Tak jest dobrze, wyd. Powergraph, Warszawa 2011.

 
Jakub Małecki to bez wątpienia jeden z najzdolniejszych i najbardziej docenianych pisarzy młodego pokolenia. Jego gwiazda rozbłysła przy okazji „Dygotu”, ale i jedno z wcześniejszych dzieł Małeckiego, czyli „W odbiciu” to powieść godna uwagi.

Natalia i Karol to młode małżeństwo przeżywające kryzys, Mariusz zwany Pielgrzymem stracił rodzinę z powodu pijaństwa, natomiast chorująca na raka pani Gienia martwi się jak mąż poradzi sobie po jej śmierci. W pewnym momencie losy zupełnie obcych sobie bohaterów zaczynają się splatać. I nagle obyczajowa historia powoli zmienia się w horror, nic nie jest taki jak się początkowo wydawało, a kolejne dziwne wydarzenia niepokoją i smucą jednocześnie.

Malecki w genialny sposób potrafi łączyć ze sobą ludzkie historie, ukazując jak wybory, których dokonujemy w życiu mogą wpływać na innych. Pisarz opowiada o zwykłych ludziach, takich którzy mieszkają za ścianą, których na co dzień spotykamy w sklepie, w pracy, idąc po dzieci do przedszkola. W ich szarym życiu zazwyczaj nie ma miejsca na spektakularne wydarzenia. A jednak w pewnym momencie dzieje się coś złego, coś co zmienia wszytko. Elementy fantastyki, które Małecki umiejętnie wplata w fabułę, burzą uporządkowana codzienność, uwypuklają grozę i podkręcają napięcie, choć autor nie stosuje tanich chwytów, żeby przestraszyć czytelnika. Bo wszystko to jest raczej zaskakująco smutne niż straszne. Ale tak to w życiu bywa.
♥ ♥ ♥ 
Jakub Małecki, W odbiciu, wyd. Powergraph, Warszawa 2011.
 
„Polaroidy z zagłady” Pawła Palińskiego to mroczne postapo (skojarzenia z „Drogą” Cormaca McCarthy'ego narzucają się same), w którym autor skupił się na przeżyciach głównej bohaterki – 64 letniej Teresy. Postać kobiety jest tu największym zaskoczeniem, bo w książkach, filmach i komiksach o tematyce postapokaliptycznej stawia się raczej na młodych i silnych ludzi, którzy mają szansę na przetrwanie w trudnych warunkach. Z kolei Paliński wybiera trudniejszy kierunek, bo jego bohaterce bliżej do staruszki niż pani w średnim wieku. Właściwie w tym wieku powinna już być babcią, która z czułością opiekuje się wnukami. I to ciepło, które kojarzy się z osobą babci zostało brutalnie zestawione z mrokiem, samotnością i opuszczeniem, które osaczają Teresę ze wszystkich stron.

Pod względem fabularnym w powieści prawie nic się nie dzieje. Bo tutaj chodzi przede wszystkim o wewnętrzne przeżycia bohaterki, o jej walkę ze śmiercią i zniechęceniem, o przetrwanie kolejnego dnia. O samotność, która sprawia ból i uświadamia czytelnikowi starą prawdę, że jesteśmy sobie potrzebni do szczęścia, że w trudnych momentach to ciepło dłoni drugiego człowieka jest kotwicą, która zapewnia poczucie bezpieczeństwa i trzyma w ryzach nasze człowieczeństwo. Dobra, zaskakująca, choć trudna powieść, którą docenią przede wszystkim czytelnicy lubiący niebanalne rozwiązania.

♥ ♥ ♥ 
Paweł Paliński, Polaroidy z zagłady, wyd. Powergraph, Warszawa 2014.


Tom „Północ – Południe” Roberta M. Wegnera sprawił mi dziką satysfakcję i pozostawił z poczuciem, że oto trzyma w dłoniach coś co należy do prawdziwego mężczyzny – jego literackie dzieło. Intrygujące, wciągające i koniecznie z mocnym zakończeniem. Bo moim zdaniem „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” należą do rzadko spotykanych prawdziwie męskich historii, które we mnie, czytelniczce, wzbudzają napięcie i sprawiają, że w trakcie lektury, wciągam brzuch, wstrzymują oddech, wypinam pierś i mimowolnie poprawiam włosy.

„Północ – Południe” to pierwszy tom serii, podzielony na dwie części, w którym znalazło się osiem opowiadań. Północ to zima, mrok, Górska Straż stojąca na straży północnych granic Imperium Meekhańskiego, fenomenalne sceny batalistyczne i wszechobecna magia. Z kolei Południe to pustynia, żar, słońce, wiara i miłość. A także magia i walka, bo te dwa elementy są niezbędne jeśli chce się przetrwać. Co najlepsze, wszystkie opowiadania trzymają równy, bardzo wysoki poziom. Właściwie nie potrafię zdecydować które z nich podobało mi się najbardziej. Prowadziłam nawet panel dyskusyjny z moim tatą i oboje nie potrafimy wskazać najmocniejszego punku „Opowieści...”, bo całość tak bardzo nam się podoba!

Dzieło Roberta M. Wegnera zapiera dech w piersi, wciąga w wir przygody, która ani na moment nie zwalnia tempa. Opowiadania czyta się w największym skupieniu i z emocjami sięgającymi zenitu. Uwielbiam ten moment, kiedy nie mogę spokojnie usiedzieć z książką w reku, tylko cały czas zmieniam pozycję czytania, chodzę po domu, mruczę do siebie pod nosem. A później leżąc już w łóżku wymyślam kolejne zakończenia. Jeśli więc lubicie mocne historie z wyrazistymi, pełnokrwistymi bohaterami, świetnie prowadzoną narrację i dopieszczoną w szczegółach, zaskakującą fabułę, to obok „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” nie możecie przejść obojętnie!
♥ ♥ ♥ 
Robert M. Wegner, Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ – Południe, wyd. Powergraph, Warszawa 2012.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz