Duch przeszłości - „Royal City t.1: Krewni” Jeff Lemire

Z komiksiarzami jak z pisarzami, z czasem każdy czytelnik ma swoich ulubieńców. Ja też w końcu zdecydowałam się oddać moje niewinne, czytelnicze serduszko temu jedynemu. Ach, Jeff. Wzdycham do pana Lemire, bo serią „Royal City” tylko potwierdza swoją klasę i udowadnia, że jest doskonały w portretowaniu kruchych relacji międzyludzkich.


W swojej twórczości scenarzysta swobodnie porusza się w stylistyce zakorzenionej w szeroko pojętej fantastyce. Z łatwością łączy ze sobą wytwory własnej wyobraźni, popkulturowe motywy i męską wrażliwość. Właśnie ta ostatnia nadaje jego dziełom głębi i charakteru, które sprawiają, że komiksy Lemire poszurają czułe struny w duszy czytelnika, a nie tylko zapewniają mu doskonałą rozrywkę. Wszystko to, co w twórczości Jeffa najlepsze dostajemy w serii „Royal City”.

Patick Pike, pisarz dotknięty twórczym kryzysem, wraca do rodzinnego Royal City, żeby odwiedzić ojca, który przeszedł rozległy zawał i wciąż pozostaje w śpiączce. Okoliczności nie są wesołe, a sam Patrick również nie liczy na pokrzepiające spotkanie rodzinne, bo od dawna jego bliscy pozostają w konflikcie. Siostra Tara ukrywa małżeński kryzys i pozuje na silną bizneswoman, brat Richie wpadł w szpony nałogu i coraz szybciej stacza się na dno, a krytykująca wszystko i wszystkich matka ukrywa własny sekret. Jakby tego było mało niedługo po przyjeździe do miasteczka Patrick spotyka swojego młodszego brata Tommy’ego. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że chłopiec nie żyje od kilkunastu lat.

Motyw ducha nawiedzającego członków swojej rodziny jest tylko pretekstem do opowiedzenia historii o trudnych relacjach z najbliższymi, o zagubionych w życiu samotnikach, którzy zamiast być dla siebie wsparciem, potrafią się jedynie ranić i odpychać. Lemire powoli odsłania karty i pozwala czytelnikowi wczuć się w emocje rozgoryczonych bohaterów. Wspólnym punktem wyjścia dla wszystkich historii jest śmierć Tommy’ego, z którą żaden z Pike’ów nigdy się nie pogodził. I tu należy postawić zasadnicze pytanie – to chłopiec nawiedza swoją rodzinę, czy to ich rozpacz nie pozwala mu zaznać spokoju i zmusza jego duszę do trwania przy najbliższych? 
 
Znam charakterystyczny styl rysunków Lemire, ale za każdym razem jego kreska mnie zadziwia i oszałamia. Jest w tych jego kreskówkowych ilustracjach pewna miękkość i czułość do świata, który tworzy. Jakby autor pozwalał być swoim bohaterom po prostu sobą, nadawał im główny szkic i patrzył jak ożywają na jego oczach. Przy tym rysunki Kanadyjczyka nie są ładne w oczywisty sposób, bo potrzeba odrobiny wysiłku, żeby zobaczyć całe kryjące się w nich piękno.

Pierwszy tom „Royal City” czyta się jednych tchem. Wspaniałe i poruszające otwarcie nowej serii, która, mam nadzieję, zafunduje nam jeszcze prawdziwą karuzelę wzruszeń i emocji. Dramat rodzinny z motywami nadprzyrodzonymi brzmi może dziwnie, ale to tak naprawdę mocna i konkretna obyczajówka, w której śmierć dziecka pozostaje tragedią, która nawet po latach wpływa na życie bohaterów. Jestem bardzo ciekawa w jakim kierunku podąży Lemire. Liczę na to, że w kolejnych częściach będzie jeszcze lepiej.

♥ ♥ ♥
Jeff Lemire, Royal City tom 1: Krewni (tyt. oryg. Royal City), tłum. Bartosz Sztybor, wyd. Non Stop Comics, Katowice 2018. 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz