Jak bonie dydy! - „Zapomniane słowa” Magdaleny Budzińskiej

Tomik „Zapomniane słowa” wywołał u mnie ekscytację od pierwszej strony. Już sam pomysł na powstanie słowniczka tego typu spotkał się u mnie z ogromnym entuzjazmem. Uwielbiam regionalizmy, słówka pochodzące z gwary (w moim przypadku śląsko-krakowskiej), które bawią i wprawiają w zakłopotanie rozmówców. Nic więc dziwnego, że antologia „Zapomniane słowa” od samego początku złapała mnie za serce!


Nie tylko słówka wzbudzają poruszenie, ale przede wszystkim nazwiska przypominających ich znaczenie. Cała plejada znakomitości, autorytetów, mistrzów pióra i słowa. Każde hasło, to osobna historia, przetworzona przez indywidualizm i wrażliwość piszącego. Niektóre testy są zabawne, inne poważne, a jeszcze inne nostalgiczne. Wszystkie warte uwagi i jedyne w swoim rodzaju. Eustachy Rylski wyjaśnia różnicę między zadowoleniem, szczęściem i ukontentowaniem, Jerzy Jarniewicz opowiada o kociakach z pociągu, bynajmniej nie mając na myśli puchatych zwierzątek, a Olga Tokarczuk przypomina uroki przekleństwa „psiakrew”.

„Jeśli powiem, że znikają z języka słowa obelżywe, usłyszę w odpowiedzi, że coś mi się chyba, kurwa, pomyliło. Że zbyt wytrwale siedziałem w bibliotece. Zbyt długo nosiłem słuchawki na uszach. Że chyba tramwajami nie jeżdżę. Do autobusów nie wsiadam. Że pociągi omijam. Że jestem głuchy, osobny, wyizolowany.”
- Przemysław Czapliński -
Lektura tomiku daje możliwość poznania zupełnie nowych słów. Zrozumiałam wieloznaczność słowa statki, dowiedziałam się czym jest szmizetka, krachta i plereza, jakie cechy charakteru posiada człowiek kostyczny. Poczytałam o ancymonkach, łapserdakach, miglancach, moderantach, trzpiotach i urwisach. W odróżnieniu od Stanislawa Dubisza nie uważam, żeby słowo „zacny” popadło w niepamięć. Już jakiś czas temu wróciło do użytku, ale w połączeniu z mową potoczną brzmi jak dla mnie groteskowo i trochę snobistycznie. Wiem również czym jest nakastlik i kobiałka, znam prywaciarzy i rozumiem, że część z nich jest wyjątkowo osobliwa. Zadziwia mnie, że te słowa zostały uznane za zapomnienie, bo w mojej świadomości żyją i mają się dobrze, a co więcej są w codziennym użytku. Natomiast Przemysław Czapliński i jego genialny tekst o obelgach, wyzwiskach i wymysłach przypomniał mi jak kwieciście sobie pobluzgać.

Antologię „Zapomniane słowa” przeczytałam z niekłamaną radością i entuzjazmem. Magdalena Budzińska miała genialny pomysł! Liczę na to, że słowniczek będzie rozbudowywany i powstaną kolejne tomy. Bo to po prostu świetna książka. Jak bonie dydy!
„Tak, słowa również potrafią umierać. Ich śmierć związana jest zawsze z jakąś powszechniejszą śmiercią – śmiercią kultury, śmiercią kontekstu, śmiercią narodu, śmiercią języka, czy banalniej – śmiercią mody. Te wszystkie śmierci tak naprawdę są jedną i tą samą – śmiercią. Słowa umierają tak samo jak ludzie, śmiercią nagłą bądź powolną, okrutną bądź w miarę łagodną, nieoczekiwaną bądź wyczekiwaną, a jeśli próbują być wskrzeszane, to ich chwilowe pojawienie się, objawienie, przypomnienie należy już do tego samego porządku co pojawienie się ducha.”
- Tomasz Różycki -
♥ ♥ ♥
Magdalena Budzińska, Zapomniane słowa, wyd. Czarne, Wołowiec 2014.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz