Wróciłam do Łubieńskiego po dziesięciu latach od naszego pierwszego spotkania i natychmiast przypomniałam sobie dlaczego tak bardzo uwielbiam „Dwanaście srok za ogon”. To nic, że mam pierwsze wydanie, bo to nowe z ilustracjami jest wyjątkowo piękne, a przy okazji daje pretekst, żeby po raz kolejny przeczytać eseje Staszka i na nowo zakochać się w ptakach.
Od czasu „Dwunastu srok za ogon” kocham pisanie Staszka Łubieńskiego. Jego styl, elokwencję, wrażliwość i pewnego rodzaju romantyzm w patrzeniu na świat. Pewnie nie jestem obiektywna, ale powiedzieć, że najnowsze „Drugie życie Czarnego Kota” jest książką wspaniałą, to nic nie powiedzieć, bo to dzieło wyjątkowe w każdym calu, napisane z czułością i zachwytem nad dzikim życiem wielkiego miasta.
Staszek Łubieński każdy temat potrafi zamienić w złoto. Tak było przy okazji fenomenalnych esejów zawartych w tomiku „Dwanaście srok za ogon”, tak też jest w przypadku śmieci. Ptaki są urodziwe i fascynujące, dlatego łatwo się nimi zachwycić. Za to śmieci powinny brzydzić i odpychać, a u Łubieńskiego fascynują nie mniej niż skrzydlate piękności. Oczywiście zdziwienie odpadkami rożni się od fascynacją przyrodą, ale efekt „Książki o śmieciach” jest tylko jeden – po lekturze zaczynasz je dostrzegać i już nie potrafisz przejść obok nich obojętnie.