Mam w domu małego wielbiciela zwierząt. Wszystkich zwierząt. Od psów i kotów, przez pająki, węże, kraby, trzmiele, wróble, po pancerniki, żyrafy i koniki morskie. Status najcudowniejszego zwierzęcia zmienia się średnio co dwa dni, kiedy to kolejny gatunek zaczyna zachwycać mojego synka. Dlatego wszelkiego rodzaju atlasy zoologiczne biorę w ciemno, bo wiem, że wywołają u Młodego ekscytację. Tak jak tomisko „Zwierzęta od A do Z” Julesa Howarda.