5 książek z 2019 r., których nie wolno przegapić

W 2019 r. przeczytałam 104 książki (jeśli dobrze policzyłam). Oczywiście nie były to same nowości, do kilku tytułów wróciłam po latach, żeby przypomnieć sobie dawne olśnienia i zachwyty. Jednak skupiając się na roku wydawniczym 2019 chciałabym zwrócić szczególną uwagę na 5 tytułów, które uznałam za ważne, potrzebne, wytrącające z równowagi, piękne. Dwie powieści, dwa reportaże i jeden tom poezji. Sprawdźcie jakich tytułów z 2019 r. nie wolno przegapić.


O „Płuczkach” było już głośno, bo reportaż Pawła Piotra Reszki jest wstrząsający. Szczególnie na początku autor testuje wytrzymałość czytelnika serwując kolejne scenki z rozkopywania masowych grobów na terenie byłych obozów zagłady w Sobiborze i Bełżcu. Ludzie po wojnie szukali złota, twierdzą. że bieda zagnała ich w tamto miejsce i kazała grzebać w żużlu. Nikt wtedy nie utożsamiał szczątków z realnym człowiekiem. To co najbardziej uderza w reportażu Reszki to obojętność i stoicki spokój jego rozmówców. Jakby istniało jakiekolwiek usprawiedliwienie dla grzebania w zwłokach, odrąbywania głów od tułowia, żeby wyrwać złote zęby, sprawdzania, czy dziewczyny nie ukrywały kosztowności między nogami. I to na taką skalę, przez tyle lat. Jakby wojna i bieda były wystarczającym powodem, żeby porzucić człowieczeństwo. Przerażająca tematyka i świetnie napisany tekst, w którym autor nie ocenia, nie potępia, ale próbuje zrozumieć to, czego zrozumieć nie sposób.
„Żona: – Czy chodzenie tam to był grzech? Jak one już były martwe, a tu bida była, to nie jest grzech. Tak se myślę. A pan myśli, że to był grzech rąbać te ciała, szukać tam grosza jakiegoś?
Ja: – To ludzie byli.
Ona: – Ale nieżywe.” 
♥ ♥ ♥
Paweł Piotr Reszka, Płuczki. Poszukiwacze żydowskiego złota, wyd. Agora, Warszawa 2019.


„Jak mam na imię? Odkąd pamiętam, nikt mnie o imię nie spytał.” To zdanie z książki Wojciecha Tochmana „Pianie kogutów, płacz psów” poruszyło i zszokowało mnie najbardziej w całym ubiegłym roku. Może dlatego, że to najbardziej podstawowe i najprostsze pytanie jakie można zadać drugiemu człowiekowi. Reportaż Tochmana to mocna, choć niepozbawiona czułości i współczucia opowieść non-fiction o Kambodży po Pol Pocie. O życiu po ludobójstwie, pogruchotanych wewnętrznie, żyjących w ciągłej wegetacji ludziach. O biedzie, strachu, smutku, osieroceniu i samotności. A także o bezradności w obliczu choroby psychicznej, która każe rodzinie przykuwać do łańcuchów swoich bliskich. Wszystkie historie bohaterów Tochmana są przejmujące, ale opowieści o ludziach zamkniętych w klatkach i spętanych łańcuchami przerażają najbardziej, bo „Łańcuch nigdy nie leczy – tak pani doktor odpowiada na nasze wątpliwości. – Łańcuch zawsze ciągnie człowieka w otchłań.” W trakcie lektury zdaje się, że Tocham mówi do czytelnika z samego serca otchłani. Wstrząsający, fenomenalnie napisany reportaż, po którym trudno zasnąć w nocy.
„Łzy? Zgubiłam łzy, zanim mi pierwsze dzieci umarły. Nie płakałam, kiedy nieśli ich ciała na wzgórze. Nie płakałam po mężu. Nie płakałam po mamie. Wiedziałam, że powinnam, ale łez nie miałam. Nie potrafiłam ich znaleźć. Do dzisiaj nie wiem, gdzie łzy mi się podziały.”
♥ ♥ ♥
Wojciech Tochman, Pianie kogutów, płacz psów, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.


W debiutanckiej powieści Brit Bennett „Matki” dostajemy historię trójkąta miłosnego, czyli motyw, który był już wałkowany milion razy. Jednak pisarka opowiada historię, która autentycznie porusza i angażuje emocjonalnie czytelnika. Siedemnastoletnia Nadia Turner pogrąża się w żałobie po samobójczej śmierci matki. Piękna i ambitna chce wyrwać się z małej mieściny i udowodnić sobie i wszystkim dookoła ile jest warta. Ale zanim to nastąpi dziewczyna wpada w ramiona Luka Shepparda, syna miejscowego pastora. Nieplanowana ciąża stawia młodych w trudnej sytuacji, ale Nadia postanawia rozwiązać problem w jedyny, jak jej się wydaje, sposób. Osamotniona jeszcze bardziej zaczyna przyjaźnić się Aubrey. Stojąca u progu dorosłości bohaterka jeszcze nie wie, że konsekwencje tego lata i zawartych znajomości będą miały wpływ na całe jej życie.

Początkowa historia o doświadczonej przez los zdolnej indywidualistce zmienia się w złożoną i niejednoznaczną opowieść o przyjaźni, miłości, zawiedzionych nadziejach, życiowych szansach i macierzyństwie. Choć to ostatnie zdaje się być ledwie tłem, to właśnie motyw macierzyństwa boli tutaj najbardziej. Wspaniała i niezapomniana powieść.
„Dziwnie było uczyć się konturów cudzej samotności. Nie dałoby się poznać ich wszystkich naraz; jak w ciemnej jaskini – człowiek obmacuje ściany, zaczepia o wystające krawędzie.”
♥ ♥ ♥
Brit Bennett, Matki (tyt. oryg. The Mothers), tłum. Izabela Matuszewska, wyd. Albatros, Warszawa 2019.

Kolejny fantastyczny debiut to powieść „Znikająca zmienia” Julii Phillips. Zimna, odległa Kamczatka z całym swoim arktycznym pięknem i surowością staje się tłem dla uniwersalnych ludzkich dramatów. Pewnego sierpniowego popołudnia, w biały dzień porwane zostają dwie dziewczynki – ośmioletnia Sonia i jedenastoletnia Aliona. Ich zniknięcie staje się pretekstem do opowiedzenia historii o szamotaninie dnia codziennego, o drzemiącym na dnie serca smutku i noszonych w środku lękach, nadziejach, dramatach. W kolejnych rozdziałach-miesiącach poznajemy kolejnych bohaterów i ich historie, które w pewnym momencie zaczynają się ze sobą splatać i prowadzą do zagadki porwanych sióstr. Jednak powieść Julii Phillips nie jest kryminałem. To literacko piękna w swojej głębi, do bólu ludzka i zasmucająca powieść o życiu i samotności. Lektura pozostawia po sobie zadrę w sercu, która chyba nigdy nie przestanie mnie boleć.
„To było jej zadanie: żyć, kiedy inni już nie mogą. Nic przyjemnego.”
♥ ♥ ♥
Julia Phillips, Znikająca ziemia (tyt. oryg. Disappearing Earth), tłum. Jolanta Kozak, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.

Ostatni tom, to książka, której jeszcze nie przeczytałam w całości, czyli wydane w grudniu 2019 r. „Wiersze wszystkie. Apanta poietika” Konsandinosa Kawafisa w tłumaczeniu Ireneusza Kani. Cudne, solidne, dwujęzyczne wydanie robi wrażenie już na pierwszy rzut oka. A wnętrze to już sama magia, żywe emocje i najczystsze piękno. Poezją Kawafisa nie można się nie zachwycać. Dawkuję sobie po kawałeczku, żeby czytać je jak najdłużej.
„Głosy”

Głosy wyśnione, ukochane
tych, co umarli, albo których
utraciliśmy tak samo, jak gdyby umarli.

Niekiedy mówią do nas z sennego widzenia,
niekiedy nagle słyszy je zamyślony umysł.

I wraz z ich dźwiękiem na moment wracają
dźwięki pierwszej poezji naszego życia -
niby muzyka nocą, cichnąca w oddali.
♥ ♥ ♥
Konstandinos Kawafis, Wiersze wszystkie. Apanta poietika, tłum. Ireneusz Kania, wyd. Austeria, Kraków 2019.

Komentarze


Photobucket        

Mój Instagram